Chyba wszyscy dobrze wiemy, jak bardzo różni się dziecko wdzięczne od tego, które nie nauczyło się wdzięczności. To pierwsze potrafi radować się tym, co ma, przyjmować w prostocie serca każde, nawet najmniejsze dobro, podczas gdy drugie wciąż jest niezadowolone, ciągle odczuwa brak.
Ile razy, my – dorośli – zachowujemy się jak takie naburmuszone, nienasycone dzieci, chcące mieć więcej i więcej, patrzące z zazdrością na otaczających nas ludzi.
W pierwszym czytaniu Święty Jakub pisze:
“Najmilsi: Skąd się biorą wojny i skąd kłótnie między wami? Nie skądinąd, tylko z waszych żądz, które walczą w członkach waszych. Pożądacie, a nie macie, żywicie morderczą zazdrość, a nie możecie osiągnąć. Prowadzicie walki i kłótnie, a nic nie posiadacie, gdyż się nie modlicie. Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie, starając się jedynie o zaspokojenie swych żądz”. (Jk 4, 1-3)
Niestety, serce człowieka może wejść w tryb hołdowania własnym żądzom, rozpalać je coraz bardziej, a tym samym stawać się nieszczęśliwym, niezadowolonym.
Serce pożądliwe wciąż bowiem głoduje, wciąż woła o więcej. Choć pożera wszystko wokół, nie jest w stanie odczuć zaspokojenia.
Najlepszym lekarstwem na chorobę ciągłego niedosytu jest wdzięczność.
Ma ona niezwykłą moc napełniania naszych serc najpożywniejszym pokarmem – takim, który sprawia, że odczuwamy sytość, że potrafimy cieszyć się tym, co mamy.
Staram się dostrzegać okruszki dobra, które Bóg rozrzuca dla mnie każdego dnia. Otwieram oczy i serce, by zauważać piękno otaczającego świata, troskę najbliższych, pełne radości i miłości, spojrzenia przechodzących obok mnie ludzi. Dziękuję Bogu za siłę do wykonywania obowiązków, za odpoczynek, słowo, którym mogłam uszczęśliwić drugiego człowieka, czy też to, które przyniosło umocnienie dla mnie.
To wszystko nasyca moje serce, sprawia, że jest ono uspokojone, że raduje się tym, co posiada.
Bardzo pomocnym, w osiągnieciu takiego poczucia spełnienia, jest dla mnie także wieczorny rachunek sumienia, w czasie którego skupiam uwagę na tym, co otrzymałam od dobrego Ojca.
Jestem pewna, że przyjmowanie małych rzeczy z wielką wdzięcznością czyni nas coraz bardziej otwartymi na to, co niezniszczalne, co prawdziwym skarbem – na życie wieczne, dary Ducha Świętego, miłość zdolną do zapominania o sobie.