21 marca 2023

21 marca 2023

Ania Borkowska

Czytania na dzisiaj

Kiedy dzisiaj, przed Eucharystią, czytałam Słowo Boże, pojawił mi się na ekranie telefonu fragment wiadomości od mojej przyjaciółki: „Ania, była u mnie znowu policja…” Szybciutko weszłam w treść całej informacji. Kończyła się ona prośbą: „Proszę pomódl się za mnie”.

Właśnie w tym momencie zgłębiałam urywek z Księgi proroka Ezechiela, przedstawiający piękny obraz: oto spod progu Świątyni wypływa woda, która rozlewa się na otaczające obszary, niosąc  uzdrowienie i życie:

„Gdy się odwróciłem, oto po obu stronach na brzegu rzeki znajdowało się wiele drzew. A on rzekł do mnie: Woda ta płynie na obszar wschodni, wzdłuż stepów, i rozlewa się w wodach słonych, a wtedy wody stają się zdrowe. Wszystkie też istoty żyjące, od których się tam roi, dokądkolwiek potok wpłynie, pozostają przy życiu: będzie tam też niezliczona ilość ryb, bo dokądkolwiek dotrą te wody, wszystko będzie uzdrowione”. (Ez 47, 8-9)

Zachwyt, który miałam w sercu, po przeczytaniu powyższego fragmentu, zamienił się nagle w smutek. Miałam ochotę wybuchnąć płaczem. Znam całą sytuację panującą w rodzinie mojej przyjaciółki. Wiem, że zło, które w niej istnieje, przyczyniając się do wielkiego bólu tej kobiety, ma swoje źródło w uzależnieniach, w grzechu, w życiu poza Bogiem jej dwóch synów i męża.

Są to ludzie, którzy nie zdają sobie sprawy, lub nie chcą dopuścić do siebie myśli, iż tkwią w śmierci, podczas, gdy obok tętni Życie, dostępne dla każdego. Wolą niszczyć siebie i innych, zamiast włączyć się w nurt Miłości, który leczy, przemienia – nurt, który domaga się tylko jednego – naszego „TAK”.

Trwałam na modlitwie, podczas której, z jednej strony doświadczałam głębokiego żalu, a z drugiej wdzięczności wobec Boga za strumienie żywej wody, w których będę mogła za chwilę kąpać się, uczestnicząc w Eucharystii. Po raz kolejny uświadomiłam sobie, że przenigdy nie chcę wyjść z tego życiodajnego potoku. Jakie to niesamowite, że mogę napełniać się łaskami Bożymi, mogę zanosić przed Jego tron, nie tylko swoje sprawy, ale także tych wszystkich, których noszę w sercu, którzy stanęli, nie przypadkiem, na mojej drodze.

Dużo jest ostatnio, w moim otoczeniu, ludzi chorych, utrudzonych, tych którzy borykają się ze słabością swojego ciała. Niewielu jednak z nich zwraca się ku Temu, który może przynieść ulgę, uzdrowienie, pomnożyć siły, pozwolić zrozumieć.

Wracając z Kościoła wstąpiłam do znajomego chorego pana, który miał otrzymać dzisiaj informację, czy będzie mógł być operowany, czy też lekarze są bezsilni wobec jego dolegliwości. W czasie naszej rozmowy wszedł do domu jego syn z żoną. Wiedziałam, że niedawno jego serce przestało bić i lekarze walczyli o jego życie. Ciągle jeszcze jego stan jest bardzo poważny.

Siedziałam w pokoju z dwoma bardzo ciężko chorymi ludźmi, stojącymi tak naprawdę na pograniczu życia i śmierci. W moim sercu kołatało się pragnienie, by opowiedzieć im o Jezusie, który jest w stanie uzdrowić każdą, nawet najcięższą chorobę. Nie wiedziałam jak zacząć. Poprosiłam w myślach o pomoc Ducha Świętego. Nagle rozwiązał się mój język i zaczęłam opowiadać dzisiejszą Ewangelię:

„W Jerozolimie zaś jest przy Owczej Bramie sadzawka, nazwana po hebrajsku Betesda, mająca pięć krużganków. Leżało w nich mnóstwo chorych: niewidomych, sparaliżowanych. Znajdował się tam pewien człowiek, który już od lat trzydziestu ośmiu cierpiał na swoją chorobę. Gdy Jezus ujrzał go leżącego i poznał, że czeka już dłuższy czas, rzekł do niego: Czy chcesz wyzdrowieć? Odpowiedział mu chory: Panie, nie mam człowieka, aby mnie wprowadził do sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody. W czasie kiedy ja dochodzę, inny wstępuje przede mną. Rzekł do niego Jezus: Wstań, weź swoje nosze i chodź! Natychmiast wyzdrowiał ów człowiek, wziął swoje nosze i chodził. (J 5, 2-9)

Obaj mężczyźni i kobieta słuchali z zainteresowaniem. Mogłam wyczuć wyraźnie większą otwartość po stronie syna i jego żony, ale i starszy pan przysłuchiwał się z zaciekawieniem.

Podzieliłam się z nimi Dobrą Nowiną. Moje serce opanowała niewypowiedziana radość. Wiem, że to spotkanie, rozmowa były owocem dzisiejszej Eucharystii, zanurzenia się w Bogu, który jest Dawcą Życia. Strumień Jego łask rozlał się nie tylko w Świątyni, ale wypłynął spoza niej, ogarniając innych ludzi, którzy tak samo jak ja potrzebują Chrystusa (choć może Go jeszcze do końca nie znają).  

Wielkim pokojem napełniły mnie dzisiejsze spotkania i rozmowy,  także ta, którą odbyłam z moją przyjaciółką. Wierzę, że to wszystko przygotował dla nas Bóg, aby mogło się dokonać dobro.

Rzeka Bożej Obecności płynie wartko przez ten świat. Możemy przechodzić obok niej, odczuwając wielki ból, zmęczenie, utrudzenie sytuacjami, w których się znajdujemy, ale możemy także do niej wskoczyć, wykąpać się, dać się porwać jej nurtowi, doświadczając ukojenia. Co więcej możemy także sprawiać, by inni ludzie mogli zobaczyć jej piękno i moc.

Zastanów się, w którym miejscu znajdujesz się dzisiaj? Czy w środku strumienia łask, którymi pragnie Cię obdarować Bóg, czy też poza nim?

Panie, spraw, abyśmy weszli do rzeki Twojej Obecności i dali się jej ponieść w miejsca, w których chcesz nas widzieć. Niech napełni nas pewność, że trwając w Tobie, możemy wydawać najpiękniejsze owoce.