Wychowanie dzieci jest dla mnie jednym z najtrudniejszych, jak dotąd, zadań. Zdecydowanie łatwiejsze wydaje mi się życie w małżeństwie. Męża nie muszę kształtować, ale wspólnie z nim budować wspólnotę i kroczyć ku Niebu.
W przypadku dzieci jest zupełnie inaczej. Otrzymujemy od Boga, na pewien czas, istoty, które wymagają prowadzenia, którym musimy pomóc wydobyć to, co w nich najpiękniejsze, co stanowi ich charyzmat, ukierunkować rozwój, pomóc być ludźmi zdolnymi do miłości, życia w społeczeństwie, budowania pokoju. To wymaga ciągłego bycia dla…, obserwacji, szczerości, przejrzystości w postępowaniu, a nade wszystko oddania siebie, jako rodzica Bogu, by to On pomagał nam w wypełnianiu tego dzieła. Bóg sam najlepiej wie, co drzemie w człowieku. Mówi dziś w swoim Słowie:
„Ja znam ich czyny i zamysły” (Iz 66, 18a)
Pan zna naszą duszę, nasze wysiłki, przed Nim nic się nie ukryje. Jest Ojcem, który pragnie nas ciągle wychowywać:
„Trwajcie w karności! Bóg obchodzi się z wami jak z dziećmi. Jakiż to bowiem syn, którego by ojciec nie karcił? Wszelkie karcenie na razie nie wydaje się radosne, ale smutne, potem jednak przynosi tym, którzy go doświadczyli, błogi plon sprawiedliwości”.
(Hebr. 12, 7.11)
Mądry rodzic potrafi mądrze karcić swoje dzieci. Bóg sam jest Mądrością więc przyjmowanie napomnień z Jego ręki jest dla nas zbawienne, dobre.
Chociaż trudne są chwile, gdy doświadczamy słabości, gdy Pan odkrywa przed nami błędy, wszystko to, co przeszkadza w budowaniu zdrowych relacji z Nim oraz z naszymi braćmi i siostrami, musimy mieć świadomość, że to wszystko jest konieczne w naszej drodze do Nieba. Jeśli zaakceptujemy to wszystko w pokorze, będziemy zdolni wejść przez ciasne drzwi, które prowadzą do Królestwa Bożego.
Nie lubię być upominana, ale staram się rozważać w moim sercu wszystkie sytuacje, które ukazują moją małość, egoizm i oddawać je Bogu, by mnie przemieniał. Wierzę, że On może wszystko i na pewno wszelkie karcenie jest nie po to, by mnie zniszczyć, ale by prowadzić ku większej wolności i miłości.