W tym tygodniu, w moim oku, rozwinął się stan zapalny. Przez dwa wieczory widziałam wszystko, jakby przez mgłę – nieostro. Przypadłość ta utrudniała mi czytanie i patrzenie w ogóle.
Wzrok jest niezwykle ważnym zmysłem. Dzięki niemu widzimy nasze otoczenie, innych ludzi, samych siebie. To on pozwala dostrzec piękno stworzonego świata, spoglądać na ukochane osoby, ale także, niestety, umożliwia wejście w nasze wnętrze zaśmiecających i grzesznych treści. Chrystus podkreśla dzisiaj w Ewangelii znaczenie naszych oczu:
„Światłem ciała jest oko. Jeśli więc twoje oko jest zdrowe, całe twoje ciało będzie rozświetlone. Lecz jeśli twoje oko jest chore, całe twoje ciało będzie w ciemności. Jeśli więc światło, które jest w tobie, jest ciemnością, jakże wielka to ciemność”. (Mt 6, 22-23)
Oko patrzy. Oko widzi. Oko rejestruje rzeczywistość, w której żyjemy, dokonuje ocen, wybiera przedmiot swojego zainteresowania, sprawiając, że cali zanurzamy się w obrazie, który przyjęło, któremu pozwoliło się ogarnąć.
Zdrowy wzrok nie zniekształca rzeczywistości, lecz widzi ją w prawdzie. Sprawia, że ta prawda ogarnia całego człowieka, pozwalając mu widzieć wszystko takim, jakim jest.
Chore oczy nie wyłapują całej złożoności otaczającego świata. Widzą wybiórczo, niejasno, przez to przekazują zafałszowany obraz ich „posiadaczowi”, wprowadzając go w błąd, napełniając ciemnością.
Niestety nasz wzrok bardzo często potrzebuje korekty. Skażenie grzechem pierworodnym, nasze doświadczenia, oceny ze strony innych ludzi, zranienia, niedojrzałość, niewłaściwe wybory są tym, co osłabia lub wręcz niszczy nasz sposób patrzenia na rzeczywistość.
Ten sam obraz, może być odmiennie odebrany przez różne osoby. Jeden człowiek, patrząc na żebraka, może widzieć w nim osobę zasługującą na pogardę, na wykluczenie społeczne, inny – kogoś kto potrzebuje konkretnej pomocy, troski, zainteresowania.
Podobnie może być z patrzeniem na piękną kobietę. Jeden mężczyzna dostrzeże w niej po prostu wdzięk, dla innego stanie się ona powodem rozbudzenia pożądania.
Przykładów można by mnożyć bez liku. Jednak nie oto chodzi. Warto zastanowić się, jak każdy z nas patrzy na rzeczywistość i co wysuwa się w niej na plan pierwszy. Czy obraz, który do Ciebie dochodzi daje Ci poczucie radości, czy też jest powodem zgorzknienia, grzesznych myśli, życia w oddaleniu od Boga?
Bardzo chciałabym ogarniać wszystko wokół Bożym spojrzeniem. Chciałabym, żeby Pan Bóg wstawił mi zamiast moich oczu – swoje święte, ogarniające miłością spojrzenie. Wówczas miałabym gwarancję, że całe moje wnętrze jest czyste, pełne Jego łaski, Jego Obecności.
Piękne jest wyznanie Świętego Pawła, przedstawione w pierwszym czytaniu. On, wszystkie swoje niezwykle trudne doświadczenia, postrzega przez pryzmat Ewangelii. Dzięki temu nie mają one niszczącego wpływu, lecz stają się powodem do dumy, ze względu na możliwość objawienia się w nich Bożej mocy:
„Jeżeli już trzeba się chlubić, będę się chlubił z moich słabości”. (2 Kor 11, 30)
I my także, dzięki naszej współpracy z Bogiem, możemy odzyskać lub poprawić nasz wzrok, tak by stał się on światłem rozjaśniającym całe nasze życie.