Kiedy miałam kilka lat, moi rodzice zostali zaczepieni, podczas rodzinnej wycieczki, przez dwójkę młodych ludzi. Mężczyzna i kobieta zaproponowali, abym wystąpiła w jakimś programie telewizyjnym, który miał się odbyć z okazji dnia dziecka. Rodzice odmówili. W trakcie późniejszej rozmowy, doszli do wniosku, że propozycja była dość ciekawa. Chodzili po miasteczku, szukając tych osób. Niestety nie natknęli się już na nie. Nie wiadomo, czy ta oferta była dobra dla mnie i dla mojej rodziny. Pewnym jest to, że moi rodzice, z wiadomych sobie pobudek, nie wykorzystali nadarzającej się okazji na przekonanie się o tym, na przeżycie czegoś nowego, czego do tej pory nie zasmakowali. Szansa przeszła, nie wracając już nigdy do nas.
Pewnie każdy z nas może przywołać w swojej pamięci podobne sytuacje. Może to była odmowa udziału w wycieczce z przyjaciółmi, może nie podjęcie jakiejś określonej pracy, może zerwanie relacji, w której budziła się miłość, być może brak podejmowania nadarzających się wyzwań, możliwości zdobycia wykształcenia...
Każdy z nas ma swoje przegapione szanse, sytuacje, w które nie wszedł, z lęku, wygody, lenistwa, bądź zwyczajnego gapiostwa.
Chrystus płacze w dzisiejszej Ewangelii nad swoim umiłowanym miastem - Jerozolimą. Ubolewa, że nie rozpoznało ono czasu swojego nawiedzenia:
"O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi! Ale teraz zostało to zakryte przed twoimi oczami. Bo przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, oblegną cię i ścisną zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą, a nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia". (Łk 19, 42-44)
Poznać czas swego nawiedzenia...Usłyszeć kiedy Bóg mówi...Poczuć Jego dotyk...Odpowiedzieć na Jego zaproszenie do wejścia w daną sytuację - jakże to niezwykle ważne. Jak wiele od tego zależy... Bóg jest dobry - to prawda. Nawet, jeśli nie będziemy posłuszni Jego wezwaniu, będzie starał się dotrzeć do nas w inny sposób. Pamiętajmy jednak, że ta konkretna, odrzucona lub niezauważona przez nas, chwila już się nie powtórzy. Nie będę miała możliwości złożyć po raz drugi takiego samego świadectwa, okazać bliźniemu miłości w tym samym momencie jego życia. Pozostanie dziura, jakiś brak, spowodowany moją głuchotą, lękiem, lenistwem, czy też brakiem wrażliwości na Boże natchnienia.
Pierwsze czytanie przedstawia nam Matatiasza - człowieka, który potrafił wykorzystać czas swego nawiedzenia, który wszedł odważnie w Boży plan, nie obawiając się konsekwencji:
"Na to jednak Matatiasz odpowiedział donośnym głosem: Jeżeli nawet wszystkie narody, które należą do państwa podległego królowi, słuchają go, odstąpiwszy od kultu swych ojców, i zgodziły się na jego nakazy, to jednak ja, moi synowie i moi krewni będziemy postępowali zgodnie z przymierzem, które zawarli nasi ojcowie. Niech nas Bóg broni od przekroczenia Prawa i jego nakazów! Słów króla nie będziemy słuchali i od kultu naszego nie odstąpimy ani w prawo, ani w lewo". (1 Mch 2, 19-22)
Zachwyca mnie posłuszeństwo tego mężczyzny wobec zamiarów Stwórcy. Ujmuje mnie jego doskonałe wyczucie chwili. On składa świadectwo nie kalkulując, co może stracić. Wchodzi odważnie w ofiarowaną mu przez Boga okazję wyznania swojej wiary.
Obyśmy i my nieustannie nastrajali nasze wnętrza na odbiór Bożych natchnień, subtelnych wiadomości, wskazówek, które Bóg pragnie nam dać. Obyśmy trwali u Jego stóp, wsłuchani w to, co ma nam do powiedzenia każdego dnia i, poprzez pielęgnowanie żywej relacji z Nim, czynili nasze serca , otwartymi na przyjęcie Jego Słowa:
"Nie zatwardzajcie dzisiaj serc waszych, lecz słuchajcie głosu Pańskiego". (Por. Ps 95(94), 8a. 7d.