Głębokim smutkiem, a wręcz nawet przerażeniem, napełnia mnie myśl o tym, jak daleko odeszliśmy, jako ludzkość, od samych siebie, jak bardzo straciliśmy kontakt z tym, co wewnątrz nas, ale także z tym wszystkim, co nas otacza, co naturalne, dobre, piękne. Uciekamy przed własnymi myślami, emocjami, nie wsłuchujemy się w to, co wybrzmiewa w naszych sercach. Łatwo sięgamy po tabletki, zamiast poszukać przyczyny bólu, czy naszych niedomagań. Kupujemy idealnie wyglądające winogrona, jabłka, a marnujemy te, które rosną w naszych ogrodach. Brzydzimy się robaczków, a zajadamy wysoko przetworzone, pełne szkodliwych substancji, jedzenie. Spędzamy godziny przed ekranem telefonu, a brakuje nam czasu na spacer. Nie dowierzamy sygnałom płynącym z własnego organizmu – wybieramy antykoncepcję, zamiast poznać piękno ludzkiej płodności i dostosować się do niej.
Muszę przyznać, że coraz rzadziej spotykam, w czasie prowadzonych przeze mnie nauk przedmałżeńskich, ludzi, którzy posiadają wiedzę na temat kobiecego rytmu płodności. Praktycznie nie ma wśród przyszłych małżonków, takich, którzy potrafią określić dni płodne i niepłodne za pomocą naturalnych metod rozpoznawania płodności.
Płyniemy z prądem, przyjmując bez namysłu to, co podsuwa świat: antykoncepcję, pogoń za pieniądzem. Budujemy poczucie wartości na tym, co posiadamy, jaką pozycję zajmujemy, a nie na tym, kim naprawdę jesteśmy. Nie znamy często naszej tożsamości, nie znamy siebie, nie znamy drugiego człowieka. Stąd tak mnóstwo depresji, samobójstw, rozwodów, poczucia rozgoryczenia.
Dzisiejsze pierwsze czytanie stawia nam przed oczami niezachwianego w wierze Abrahama – człowieka, który swoje życie oparł całkowicie na Bogu, uznając Go źródłem i celem wszystkiego:
“Abraham nie okazał wahania ani niedowierzania co do obietnicy Bożej, ale się umocnił w wierze. Oddał przez to chwałę Bogu i był przekonany, że mocen jest On również wypełnić, co obiecał”. (Rz 4, 20-21)
Trwanie przy Bogu, oddanie Mu swojego życia gwarantuje nam odnalezienie samych siebie. Tylko w Nim jesteśmy w stanie zrozumieć, że nasza wartość nie zależy od naszego stanu posiadania, od tego, jak wiele zrobimy. Każdy z nas jest umiłowanym dzieckiem Boga, dziedzicem Jego Królestwa, odkupionym drogocenną Krwią Baranka:
“On to został wydany za nasze grzechy i wskrzeszony z martwych dla naszego usprawiedliwienia”. (Rz 4, 25)
To Bóg jest odpowiedzią na wszystkie nasze pytania, tęsknoty. On prowadzi nas do poznania samych siebie. Tylko w Nim możemy odkryć sens wszystkiego. Odcięcie od Niego powoduje śmierć. Możemy poruszać się, robić różne rzeczy, odnosić sukces w oczach tego świata, lecz tak naprawdę być pozbawieni życiodajnych soków, tkwiąc w stanie duchowej śmierci. Naiwnością jest myśleć, że jako stworzenie, możemy żyć w odłączeniu od swego Stwórcy.
Ilu z nas zachowuje się jak człowiek z dzisiejszej Ewangelii, upatrując swojego bezpieczeństwa w bogactwie. Obyśmy nie usłyszeli kiedyś, podobnie jak on, z ust Boga:
“Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, co przygotowałeś? Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty u Boga” (Łk 12, 20b.-21)
Ocknijmy się z letargu, w którym tkwimy. Tylko w Bogu możemy odzyskać nasze życie, dostęp do samych siebie. Tylko Jego Duch może nam ukazać, gdzie prawda, dobro i piękno. Nie podążajmy za tym, co oszukuje, mami, obiecując szczęście, ale wybierzmy Tego, który nas nigdy nie zawiedzie, w którym odkryjemy kim naprawdę jesteśmy i do jak wspaniałych rzeczy zostaliśmy powołani:
“Da nam, że z mocy nieprzyjaciół wyrwani,
służyć Mu będziemy bez trwogi,
w pobożności i sprawiedliwości przed Nim
po wszystkie dni nasze. “(Łk 1, 74-75)