Pamiętam rozmowę moich rodziców, którą usłyszałam będąc małą dziewczynką. Wychwalali w niej moją bardzo zdolną koleżankę z klasy. Jako dziesięcioletnie dziecko poczułam się wtedy kimś gorszym, mniej wartościowym. Chciałam być w oczach moich najbliższych tą najlepszą, najbardziej przez nich podziwianą, tymczasem okazało się, że oni poświęcają swój czas na wyśpiewywanie słów uznania na cześć mojej rówieśniczki. Ta sytuacja, choć pochodząca z dziecięcego świata, ukazuje prawdę mogącą urzeczywistnić się w życiu każdego z nas - porównywanie się z innymi bardzo często rodzi ból i poczucie niespełnienia lub też staje się czymś, co karmi naszą pychę, powodując, że wynosimy się ponad naszych bliźnich w myślach, słowach, a nierzadko, także w czynach. Jest ono tym, co tworzy rozdźwięk między ludźmi, sprawia, że to, co nasze przestaje nam wystarczać, a to, co innych, wydaje się lepsze, bardziej atrakcyjne. Stanowi prostą drogę do postawy roszczeniowej wobec Boga, do odrzucenia lub nierozpoznania darów, które On ofiarował każdemu z nas.
Dzisiejsza Ewangelia mówi o tym w bardzo dobitny sposób:
„Przyszli najęci około jedenastej i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: „Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzy znosiliśmy ciężar dnia i spiekotę””. (Mt 20, 9-12)
Niezadowolenie i bunt, które stały się udziałem najdłużej pracujących robotników, były wynikiem spoglądania zazdrosnym okiem na wynagrodzenie osób najętych do pracy w późniejszych godzinach. Gdyby ludzie ci przyjęli otrzymany dar z wdzięcznością, nie patrząc na wynagrodzenie braci, nie analizując, czy właściciel winnicy nie okazał się wobec innych zbyt hojny, wróciliby zadowoleni, mając poczucie dobrze wykonanej pracy. Byliby zdolni cieszyć się z uczciwie zarobionych pieniędzy. Porównywanie się z pozostałymi robotnikami stało się przyczyną zwrócenia się przeciwko gospodarzowi. Zabrało spontaniczną radość z posiadania tego, co otrzymali.
Ilekroć zaczynam wchodzić na drogę zazdrosnego spoglądania na innych, przyglądania się w czym są lepsi, a w czym gorsi ode mnie, tylekroć czuję się niezadowolona, tylekroć przygniata mnie moja małość i marność.
Nie chcę tak żyć, bo wiem, że taka postawa nie jest w stanie przyczynić się do wzrostu dobra w moim życiu, do rozwoju mojego i moich bliźnich.
Pan Bóg dziś tak bardzo mocno przekonuje mnie, bym nie skupiała się na tym, czego mi, według mnie, brakuje, ale przyjmowała to, co Jego darem dla mnie.
Bardzo podoba mi się rozmowa drzew z pierwszego czytania:
„Zebrały się drzewa, aby namaścić króla nad sobą. Rzekły do oliwki: Króluj nad nami! Odpowiedziała im oliwka: Czyż mam się wyrzec mojej oliwy, która służy czci bogów i ludzi, aby pójść i kołysać się ponad drzewami? Z kolei zwróciły się drzewa do figowca: Chodź ty i króluj nad nami! Odpowiedział im figowiec: Czyż mam się wyrzec mojej słodyczy i wybornego mojego owocu, aby pójść i kołysać się ponad drzewami? Następnie rzekły drzewa do krzewu winnego: Chodź ty i króluj nad nami! Krzew winny im odpowiedział: Czyż mam się wyrzec mojego soku rozweselającego bogów i ludzi, aby pójść i kołysać się ponad drzewami?” (Sdz 9, 8-13)
Pragnę, podobnie jak drzewa z powyższego fragmentu Pisma Świętego, być świadomą, co moim pięknem, wartością, bogactwem złożonym we mnie przez Boga.
Każdy z nas ma to „coś”, czym może ubogacić najbliższych, czym może przyczynić się do rozprzestrzeniania się Bożego Królestwa na tym świecie.
Nie dajmy się wpędzić w kłamstwo nieprzyjaciela, który chce naszego ciągłego nienasycenia, który oddziela nas od Boga i ludzi, kusząc do zazdrości, porównywania się.
Nie pozwólmy, by zło rozpanoszyło się w naszym życiu.
Bracie i Siostro, ja, z pomocą Bożą, pragnę odejść od myśli, które są pełne ocen, które posiadają jakąkolwiek miarkę porównawczą. Pragnę ucinać je w zarodku. Niech pozostaną tylko te, które prowadzą do dobra, które przynoszą pokój i radość, przyczyniając się do rozwoju mojego i bliźnich.
Czy spróbujesz pójść tą samą drogą także Ty?