Kiedy dzisiaj, przed Eucharystią, rozważałam Słowo Boże, w mojej głowie pojawiały się różne wątki. Nie wiedziałam czego się uchwycić, który fragment Pisma jest adresowany do mnie w tym konkretnym dniu. Nagle dostrzegłam, że z kwiatka, który podlewała pani kościelna, wycieka woda. Szybko znalazła się na balaskach przy ołtarzu, robiąc tam sporą kałużę. Pomyślałam, że mogę pomóc. Wzięłam szmatkę i posprzątałam. Pani wzięła kwiatek, by wylać z niego nadmiar wody. Wtedy zrobił się jeszcze większy bałagan. Ciecz wylała się na posadzkę, znacząc drogę od balasek do zakrystii. Wyciągnęłam więc odpowiedni sprzęt i szybciutko wytarłam wszystkie ślady. Akcja zakończyła się pomyślnie przed rozpoczęciem Mszy Świętej.
Kiedy wracałam do ławki towarzyszyło mi niesamowite szczęście. To malutkie dobro, w wykonanie którego włożyłam serce, napełniło mnie wielką radością. To, co czułam, było potwierdzeniem słów, które wypowiedział Święty Paweł, w pierwszym czytaniu:
„We wszystkim pokazałem wam, że tak pracując, trzeba wspierać słabych i pamiętać o słowach Pana Jezusa, które On sam wypowiedział: Więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu”. (Dz 20, 35)
To niesamowite, jak cenne, dla nas i dla świata, są drobiny dobra czynionego z miłością. One mają moc przemiany osoby, która je wykonuje, a dzięki temu wpływają na jej otoczenie. W ten sposób dobro wzrasta, pomnaża się.
Radość, która pojawia się, jako efekt podjętych działań, rozpala serce i wzmaga w nim apetyt, by czynić więcej, by dawać więcej.
Muszę przyznać, że ta mała iskierka, która powstała w moim sercu przed Eucharystią, zrodziła płomień, który palił się przez cały dzień. Jest wieczór, a on nadal we mnie jest.
To był piękny dzień – pełen dawania siebie, spotkań z ludźmi, rozmów, uśmiechu, pomocy, otwartości, zainteresowania drugim człowiekiem. Wszystko zaczęło się od kropli dobra, która pomnożona dzięki Eucharystii, mogła rozlać się na innych.
Jestem wdzięczna Bogu za to, że jest autorem pięknych pragnień, które pomaga zamieniać w konkretne czyny. Wiem, że to wszystko, co wspiera, co podnosi, co napełnia pokojem, pochodzi tylko od Niego.
Chrystus poświęcił swoje życie, oddał całego siebie na ofiarę, byśmy mogli otrzymać Jego Ducha, być napełnieni Mocą z Wysoka, radością, która nie więdnie, nie kończy się. W Ewangelii Nasz Pan, w czasie Ostatniej Wieczerzy, modli się tymi słowami:
„Ale teraz idę do Ciebie i tak mówię, będąc jeszcze na świecie, aby moją radość mieli w sobie w całej pełni. Ja im przekazałem Twoje słowo, a świat ich znienawidził za to, że nie są ze świata, jak i ja nie jestem ze świata. Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, ale byś ich ustrzegł od złego. Oni nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Uświęć ich w prawdzie. Słowo Twoje jest prawdą. Jak Ty mnie posłałeś na świat, tak i ja ich na świat posłałem. A za nich ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie”. (J 17, 13-19)
Świat, w którym żyjemy często próbuje zaprzeczyć Ewangelii. Panuje w nim indywidualizm, konsumpcjonizm, liczy się wygoda, spryt, samorealizacja. Niezbyt wiele tu miejsca na poświęcenie, zapominanie o sobie, bezinteresowność, troskę o dobro drugiego człowieka.
Pamiętajmy jednak o tym, że my nie jesteśmy z tego świata – należymy do Królestwa Niebieskiego. Nie oznacza to jednak, iż mamy być jacyś odrealnieni, oderwani od innych, zamknięci w swoim chrześcijańskim azylu. Wręcz przeciwnie, naszym zadaniem jest wychodzić na zewnątrz i ukazywać innym moc i prawdę Ewangelii.
Nie jesteśmy osamotnieni i bezsilni. Ten, który oddał za nas życie, którego Imię jest ponad każdym innym imieniem, jest z nami po wszystkie dni, aż do skończenia świata.