Niedziela Męki Pańskiej
Kiedy szłam dzisiaj w procesji z palmami, śpiewając “Chrystus Wodzem, Chrystus Królem...” w sercu moim pojawiło się głębokie pragnienie, by słowa te stawały się prawdą w mojej codzienności. Bardzo chciałabym podążać za Chrystusem w każdej życiowej sytuacji – nie tylko wtedy, gdy triumfuje, gdy okazuje swoją wszechmoc i chwałę, ale także, gdy cierpi, jest odrzucony i wzgardzony.
Łatwo jest wołać “Hosanna”, “Jezus jest Panem”, gdy wszystko się udaje, gdy inni nas podziwiają i szanują nasze wybory, sposób naszego życia. Łatwo jest uwielbiać Boga, gdy sprawy przebiegają zgodnie z naszym planem, gdy nie musimy, ze względu na Niego, niczego tracić. O wiele trudniej jest trwać u Jego stóp w czasie ciemności, gdy inni nie rozumieją naszego sposobu myślenia, gdy nie możemy podzielić się z nimi tym, co dzieje się w naszym wnętrzu, kiedy wszystko wydaje się być przeciwko nam.
Skąd wziąć siłę do tego, by słowa wyśpiewywanych dzisiaj pieśni mogły realizować się w rzeczywistości? Jak pozostać wiernym Bogu zawsze, niezależnie od naszego położenia, okoliczności, w których się znajdziemy?
W dzisiejszym Słowie Bożym czytamy:
“Pan Bóg mnie obdarzył językiem wymownym, bym umiał pomóc strudzonemu krzepiącym słowem. Każdego rana pobudza me ucho, bym słuchał jak uczniowie. Pan Bóg otworzył mi ucho, a ja się nie oparłem ani się nie cofnąłem. Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym mi brodę. Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem. Pan Bóg mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obelgi, dlatego uczyniłem twarz moją jak głaz i wiem, że wstydu nie doznam”. (Iz 50, 4-7)
Wierność Bogu nie jest czymś danym, lecz zadanym. Osiągnięcie jej dokonuje się na drodze naszej aktywności, współpracy z Nim, zaangażowania. Nie wystarczy jednorazowy zryw, powierzenie Mu swojego życia, obwołanie Go swoim Królem i Panem. Tu potrzeba ciągłego wpatrywania się w Niego, wsłuchiwania w Jego Słowo, nieustannego porzucania swojej wizji i przyjmowania Jego spojrzenia. Tu potrzeba troskliwego dbania o relację z Nim, które realizuje się poprzez znajdowanie czasu na modlitwę, pogłębianie swojej wiedzy religijnej, kształtowanie serca w Sakramencie Pokuty i Pojednania, karmienie się Eucharystią.
Pielęgnujmy zatem naszą więź z Panem, a wtedy On stanie się naszą Mocą i uzdolni nas do podążania za Nim nie tylko w tryumfalnym pochodzie, ale także w chwilach cierpienia, odrzucenia i duchowej pustki.
Idę w procesji z palmami,
razem ze wszystkimi szczerze wychwalam Cię.
Wołam: Hosanna Bogu na wysokościach!
Synu Dawida, Tyś moim Panem jest!
Myśli me biegną ku codzienności,
w której spędzam pielgrzymi czas...
Czy w niej królujesz?
Czy śladami stóp Twoich przemierzam życia szlak?
Na ile gotowa jestem przyjąć cierpienie, niezrozumienie,
wszystko, co ku niezniszczalnemu Dobru prowadzić mnie chce?
Na ile umieram, by innym dać siebie?
Na ile pustym czynię me wnętrze, byś Ty mógł Sobą wypełnić je?
Łatwo jest wołać:
Chwała Panu! Chryste, Tyś Wodzem moim jest!
Trudniej wytrwać na wąskiej drodze,
która ciasną bramą kończy się.
Lecz pragnę i Ty dostrzegasz to, co w sercu mam.
Mą słabą wolę karmisz najświętszą łaską,
bym kiedyś doszła do Nieba bram.
Wiem, że sama tego uczynić nie zdołam,
dlatego rzucam się w ramiona Twe.
Boże umocnij! Boże poprowadź!
Chcę z Tobą, w wieczności, spotkać się!