W czasie wczorajszej modlitwy uwielbienia, napełniła mnie niezwykła radość. Zobaczyłam, jak na filmie, to wszystko, co otrzymałam w przeszłości i otrzymuję teraz od Boga. Oczom mej duszy ukazał się ogrom błogosławieństwa, miłość, która zalewa mnie każdego dnia. Uświadomiłam sobie, że nie jestem w stanie odwdzięczyć się Bogu, za wszystko, co mi daje. Chcę po prostu trwać zanurzona w Nim, chcę Mu oddawać każdą chwilę mojego życia.
Proszę o łaskę, abym była Mu wierna, nie tylko w chwilach uniesienia, ale także, gdy przyjdzie ucisk, cierpienie, niezrozumienie. Proszę, abym mogła miłować Go bardziej niż kogokolwiek i cokolwiek na tym świecie.
Dzisiaj w Ewangelii, Chrystus stawia Piotrowi trzykrotnie pytanie o miłość:
„Szymonie, Synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?” (J 21, 15)
„Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie?” (J 21, 16)
„Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie?” (J 21, 17)
Każdy z nas może wstawić, w miejsce Szymona, swoje imię.
Jaka padłaby odpowiedź z Twoich ust, gdyby Chrystus zapytał Ciebie:
„Anno/Agato/Mario/Grażyno/Piotrze/Michale/Krzysztofie, czy miłujesz Mnie?”
Pewnie większość z nas odpowiedziałaby: „tak”.
Może niektórzy zawahaliby się pomiędzy wyborem „tak” lub „nie”, a może znaleźliby się tacy, którzy szczerze odpowiedzieliby „nie” – nie kocham Cię, bo Cię nie znam, bo obwiniam Cię za zło, które dokonało się w moim życiu, które obecne jest w świecie, itd.
Myślę, że pytanie, które zadaje dziś Chrystus jest zasadnicze. Każdy z nas powinien usłyszeć je bardzo indywidualnie i udzielić na nie jak najprawdziwszej odpowiedzi. Od tej odpowiedzi zależy wszystko w naszym życiu. Ona nadaje kierunek naszym wyborom, ona ustawia nasze priorytety, przyczynia się do wzrostu lub zaniku naszej wiary.
Ilu ludzi w dzisiejszym świecie myśli podobnie jak Festus z pierwszego czytania, który przedstawiając królowi sprawę Świętego Pawła, mówi:
„Oskarżyciele nie wnieśli przeciwko niemu żadnej skargi o przestępstwa, które podejrzewałem. Mieli z nim tylko spory o ich wierzenia i o jakiegoś zmarłego Jezusa, o którym Paweł twierdzi, że żyje”. (Dz 25, 18-19)
Wolność sprawia, że możemy traktować Jezusa, jako „JAKIEGOŚ CZŁOWIEKA”, który sobie kiedyś żył, chodził po świecie i coś tam głosił, może i nawet zmartwychwstał, lecz fakt ten nie ma dla nas żadnego znaczenia. Jest tylko czystą informacją, ciekawostką.
Możemy także podawać się za osoby wierzące, lecz nie mieć z Chrystusem żadnej relacji, być daleko od Niego, żyć według własnego pomysłu.
Możemy wreszcie miłować Chrystusa i kroczyć z Nim, niezależnie od naszego położenia, od tego, czy doświadczamy szczęścia, czy też udziałem naszym jest cierpienie.
Chrystus ukazuje nam dzisiaj, czym jest prawdziwa miłość do Niego. Jak ma się ona objawiać w naszym życiu.
Po trzykrotnej, twierdzącej odpowiedzi Piotra na pytanie o miłość, mówi do apostoła:
„Pójdź za Mną!” (J 21, 19)
Następstwem powiedzenia Jezusowi: „Kocham Cię”, powinno być zatem podążanie za Nim, trwanie przy Nim, wsłuchiwanie się w Jego głos.
Czy potrafisz rozpoznać głos Jezusa? Czy dajesz Mu przestrzeń, by Go usłyszeć? Czy potrafisz znaleźć w swojej codzienności czas, by usiąść u stóp Mistrza i z Nim rozmawiać, zadawać Mu pytania dotyczące Twojego życia?
Puste są słowa „kocham Cię”, jeśli nie oznaczają bycia ze sobą, bliskości, wierności.
Myślę, że nikt z nas nie uwierzy w miłosne wyznanie drugiej osoby, jeśli nie będzie ono potwierdzone pięknem relacji.
Chrystus pragnie, abyśmy za Nim kroczyli. Chce, byśmy Mu zaufali. Tylko w taki sposób możemy odpowiedzieć na Jego miłość - miłość, która zawsze uprzedza nasze wyznania. Przecież to On pierwszy nas umiłował i oddał za nas swoje życie.
Cóż zrobić w obliczu tej niewyobrażalnej miłości?
Ja mówię Ci, Panie, „tak” – chcę pójść tam, gdzie Ty mnie poprowadzisz.