Wielki Wtorek
W czasie mojej dzisiejszej modlitwy, przed Eucharystią, zobaczyłam, oczami wyobraźni, Jezusa, który całkowicie świadomie decyduje się pójść drogą przeznaczoną Mu przez Ojca. Ten Jezus jest piękny, pełen godności, przyjmujący wolę Ojca “po królewsku” - z odwagą, całkowitym zaufaniem, z podniesioną głową, ale jednocześnie ze zgodą na wszystkie ludzkie odczucia rodzące się w Jego wnętrzu:
“W czasie wieczerzy z uczniami Jezus wzruszył się do głębi i tak oświadczył: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeden z was Mnie wyda”. (J 13, 21)
Jezus Chrystus, Bóg prawdziwy jest jednocześnie człowiekiem z krwi i kości. Wzrusza się tak jak my, przeżywa lęk i ból. Uczucia te jednak nie zatrzymują Go, nie powodują skupienia na sobie samym, nie prowadzą do wewnętrznego zamętu. On jest całkowicie pewien, że chwila, do której się nieuchronnie zbliża stanowi istotę Jego powołania, że właśnie dla niej się narodził i do niej szedł przez całe życie.
Chrystus przygotowywał się do podjęcia tego ostatecznego wyboru przez cały czas swojej ziemskiej egzystencji. To w zwyczajnej codzienności budował relację z Ojcem, rozkochiwał się w Nim, pozwalał, by to On wlewał Mu w serce własne pragnienia.
Regularne odchodzenie na “miejsca odludne”, nieustanne wsłuchiwanie się w głos Ojca, praktykowanie miłości w codzienności doprowadziły Go do zgody na przyjęcie Krzyża i Śmierci. Jego posłuszeństwo rodziło się, rozwijało i umacniało w zwyczajnym życiu, by osiągnąć swoje apogeum w dobrowolnym wydalaniu się za nas, zgodzie na ogołocenie, obarczenie się grzechami i cierpieniami całej ludzkości.
W Ewangelii czytamy:
“Po jego wyjściu (Judasza) rzekł Jezus: Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony. Jeżeli Bóg został w Nim otoczony chwałą, to i Bóg Go otoczy chwałą w sobie samym, i to zaraz Go chwałą otoczy”. (J 13, 31-32)
Chrystus widzi chwałę, którą otacza Go Ojciec. To ona potwierdza, że jest o krok od całkowitego wypełnienia swojej misji. On wie, że ta chwała objawi się w pełni, gdy wykona dzieło swojego życia.
O jakże chciałabym kiedyś oglądać chwałę Ojca, być nią otoczona. Wiem jednak, że droga do niej prowadzi przez całe moje życie. To w nim muszę, podobnie jak Chrystus, rozeznawać wolę Boga i starać się realizować powołanie, do którego mnie wzywa.
W pierwszym czytaniu słyszymy:
“Powołał mnie Pan już z łona mej matki, od jej wnętrzności wspomniał moje imię. Ostrym mieczem uczynił me usta, w cieniu swej ręki mnie ukrył. Uczynił ze mnie strzałę zaostrzoną, utaił mnie w swoim kołczanie”. (Iz 49, 1b-2)
Każdy z nas jest niczym strzała ukryta w kołczanie Boga Ojca, przeznaczona, by dotrzeć w jakieś określone miejsce, wykonać jakąś bardzo konkretną misję. To jednak, czy znajdzie się tam, gdzie być powinna zależy od naszej zgody, współpracy z Panem, naszego posłuszeństwa i zaufania wobec Jego planów.