Nie lubię braku. Nie lubię stanu, w którym odczuwam, że nie mam tego, na czym mi zależy w danym momencie, że coś, czego bardzo potrzebuję jest poza moim zasięgiem.
Myślę, że nie jestem w tym odosobniona. Pewnie wielu z nas ma podobne doświadczenia.
Istnieją różne braki: brak jedzenia, który jawi nam się jako głód, brak pieniędzy, brak miłości, wiedzy, umiejętności. Każdy z nich, choć inny, choć dotyka różnych poziomów naszego człowieczeństwa, domaga się wypełniania, chce być nakarmiony.
Brak sam w sobie nie jest niczym złym. Choć daje nieprzyjemne uczucia, stwarza trudne sytuacje, może stać się jednocześnie szansą na nasz rozwój.
I tak człowiek nieumiejący czegoś może podjąć wysiłek nauki, człowiek mający problemy z wyrażaniem miłości, czy też z nawiązywaniem relacji - znaleźć źródło swoich niedomagań i poddać się np. terapii, człowiek cierpiący na niedobór pieniędzy - podjąć decyzję o zmianie pracy.
Głód jest więc, z jednej strony, czymś pozytywnym, czymś co umożliwia nam dojrzewanie, zdrowienie, z drugiej jednak może stać się przyczyną naszego załamania, rezygnacji lub też podejmowania prób zaspokojenia go w niewłaściwy sposób.
Dzisiejsza Ewangelia jest opowieścią o braku i najlepszej strategii jego nasycenia.
Oto na weselu w Kanie Galilejskiej, Maryja przychodzi do Jezusa z wiadomością:
„Nie mają wina” (J 2, 3b)
Mówi Jezusowi wprost o niezwykle trudnym położeniu nowożeńców i ich rodziców – braku, który może stać się przyczyną ich napiętnowania, wyśmiania.
Wypowiedziane przez Maryję słowa:
„Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. (J 2, 5b)
są wyrazem zawierzenia całej tej niezręcznej sytuacji Bogu. Dzięki temu tworzy się przestrzeń umożliwiająca Mu przejęcie inicjatywy. Bóg nie zwleka z działaniem. Przemienia wodę w wino. Wypełnia brak. Co ciekawe, czyni to z ogromną hojnością i wyczuciem – obdarowując wszystkich winem „z najwyższej półki”:
„Gdy zaś starosta weselny skosztował wody, która stała się winem – a nie wiedział, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli – przywołał pana młodego i powiedział do niego: „Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory””. (J 2, 9-10)
Jaką naukę możemy wyciągnąć z tego fragmentu Słowa Bożego. Otóż… Dobrze jest stawać przed Bogiem ze swoimi niedoborami, ze swoją pustką. W ten sposób czynimy miejsce dla Jego łaski, Jego mądrości, miłości. Bycie pełnym, nakarmionym, przekonanym o własnej samowystarczalności „związuje Bogu ręce”. Jest często zakamuflowanym, bezsłownym komunikatem: „Ja Cię wcale nie potrzebuję”, „Sam (sama) sobie poradzę ze wszystkim”.
Bóg pragnie nasycać nas pokarmem najwyższej jakości – zaspakajać nie tylko nasze doczesne potrzeby, ale także, nasze najgłębsze głody. Zwracając się do Niego z prośbą o ich wypełnienie zaczynamy dostrzegać do jak wielkich rzeczy jesteśmy powołani, jak wielką godnością jesteśmy obdarzeni, możemy kosztować Komunii z Nim już tutaj na ziemi:
„Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg zesłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: „Abba, Ojcze!”. A zatem nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem. Jeżeli zaś synem t i dziedzicem z woli Bożej”. (Ga 4, 6-7)