Myślę, że wielu z nas, przynajmniej raz w tygodniu, przekracza próg świątyni. Być może wchodząc do niej nie zastanawiamy się nad tym, kto i kiedy ją wybudował, kto się o nią troszczy, kto ją utrzymuje, sprząta. Pewnie dla niektórych jest ona zwyczajnym elementem krajobrazu danej miejscowości, czymś co się tam po prostu znajduje od dziesiątek czy setek lat. Naturalnym wydaje się fakt, iż większość osób przywykła do tego, że może wejść do jej wnętrza, kiedy tylko zrodzi się w sercu taka potrzeba, gdy potrzebuje chwili ciszy, gdy pragnie spotkać się z Bogiem.
Zadajmy sobie dziś pytanie: czy jesteśmy Bogu wdzięczni za kościoły, w których możemy się modlić, w których możemy w sposób szczególny doświadczyć obecności Chrystusa?
Czy jesteśmy wdzięczni ludziom, którzy je remontują, utrzymują, sprzątają? Czy sami czujemy się odpowiedzialni za nie, ofiarując to, co jesteśmy w stanie (nasz czas, pieniądze, umiejętności), aby mogły wyglądać pięknie, służyć nam i tym, którzy kiedyś, po naszym odejściu z tego świata, będą do nich uczęszczać?
W dzisiejszym pierwszym czytaniu możemy wejść w doświadczenie wielkiej radości Izraelitów, spowodowanej ukończeniem odbudowy Świątyni Jerozolimskiej:
“I dom ten był gotowy na dwudziesty trzeci dzień miesiąca Adar - był to rok szósty panowania króla Dariusza. I Izraelici: kapłani, lewici i reszta wysiedleńców radośnie obchodzili poświęcenie tego domu Bożego. I na poświęcenie tego domu Bożego ofiarowali: sto cielców, dwieście baranów, czterysta jagniąt, a jako ofiarę przebłagalną za całego Izraela - dwanaście kozłów według liczby pokoleń izraelskich”. (Ezd 6, 15-17)
Izraelici przekonali się na własnej skórze, jakie są konsekwencje braku świętego miejsca kultu. Doświadczywszy pustki, smutku z powodu zburzenia Świątyni, tym bardziej radowali się, gdy została ona ponownie im oddana.
Przyznam się szczerze, że mieszkanie na obczyźnie ma jeden wielki plus – my emigranci zaczynamy doceniać to wszystko, co w ojczyźnie mieliśmy na wyciągnięcie ręki, a czego brakuje w krajach, do których wyjechaliśmy.
Jedną z tych deficytowych rzeczywistości są otwarte, dostępne niemal w każdym momencie dnia, kościoły - miejsca, w których odprawiane są Msze Święte, gdzie kapłani cierpliwie słuchają spowiedzi wiernych. W Niderlandach, gdzie mieszkamy, polskie parafie korzystają z kościołów holenderskich, wynajmując je na czas Eucharystii. Wiążą się z tym oczywiście konkretne koszty oraz konieczność współuczestniczenia, w szeroko pojętym, utrzymaniu świątyni.
W czasie naszego szesnastoletniego pobytu na emigracji, nasza wspólnota parafialna zmieniała już czterokrotnie miejsce, w którym sprawowana jest Eucharystia- dwa z kościołów zostały sprzedane na cele mieszkaniowe, jeden musieliśmy opuścić z innych względów.
Pomimo tych trudności, jestem niezwykle wdzięczna Bogu za to, że mamy możliwość spotykania się z naszymi rodakami, w każdą niedzielę i święta, na Mszy Świętej, w pięknej świątyni. Tak bardzo lubię przekraczać jej próg, by doświadczyć miłości i miłosierdzia Boga, by karmić się Jego Słowem i Ciałem, by radować się wspólnotą, do której należę. Mogę śpiewać dziś razem z autorem Psalmu:
“Ucieszyłem się, gdy mi powiedziano:
Pójdziemy do domu Pana.
Do niego wstępują pokolenia Pańskie,
aby zgodnie z prawem Izraela wielbić imię Pana”. (Ps 122(121) 1b. 4)
Dziękuję Panu za naszego Księdza Proboszcza, za wszystkich bliskich memu sercu ludzi, których poznałam właśnie w kościele.
Wdzięczność, którą odczuwam rodzi we mnie poczucie odpowiedzialności za Dom Boży, który już dawno stał się także moim domem. Regularnie uczestniczę, wraz z rodziną i naszymi przyjaciółmi oraz znajomymi, w różnych pracach, które wykonujemy na rzecz kościoła i całej wspólnoty. Mam na myśli sprzątanie, budowę stajenki, Grobu Pańskiego, przygotowywanie przedstawień teatralnych na Boże Narodzenie, czy Wielki Post.
Niesamowitym jest móc uczestniczyć w tym wszystkim, czynić to na chwałę Pana, czuć piękno i siłę wspólnoty, przybywać na modlitwę do kościoła, który jest także moim kościołem. Życzę Wam wszystkim Drodzy Czytelnicy, abyście mogli poczuć się, tak jak ja, “żywymi kamieniami” kościołów, w których spotykacie się na Eucharystii i modlitwie.