Kilka miesięcy temu musiałam mieć wykonane USG serca. W trakcie badania dużo rozmawiałam z pielęgniarką. Okazało się, że pracuje w zawodzie już 30 lat. Przez ten czas widziała tysiące ludzkich serc. Ku mojemu zdziwieniu stwierdziła, że każde z nich było zupełnie inne. Serce, podobnie jak twarz, jest niepowtarzalne – właściwe danemu człowiekowi. Rytm pracy, wygląd tego niezwykle ważnego ludzkiego mięśnia, odzwierciedlają sposób odżywiania, tryb życia człowieka, wskazują na różne choroby i niedomagania. Serce sportowca wygląda zupełnie inaczej niż serce osoby prowadzącej siedzący tryb życia.
A gdybyśmy mogli wykonać USG naszych serc falami pochodzącymi z Serca Pana Jezusa? Jaki wynik otrzymalibyśmy? Jaki obraz okazałby się naszym oczom?
Serce, w rozumieniu Biblii, jest centrum naszych myśli, uczuć. Tutaj podejmujemy decyzje, tu wybieramy między dobrem, a złem. Od kondycji serca zależy to, kim tak naprawdę jesteśmy, jak traktujemy innych ludzi, jakie mamy w życiu priorytety i co najbardziej istotne, jakie jest nasze odniesienie do Boga.
W dzisiejszej aklamacji czytamy:
„Nie zatwardzajcie dzisiaj serc waszych, lecz słuchajcie głosu Pańskiego.” (Ps 95(94), 8a. 7d)
Z powyższych słów wynika, że mamy wpływ na nasze serce. To my decydujemy jakie ono będzie. Możemy sprawić, że będzie zatwardziałe, nieprzepuszczalne dla głosu Bożego lub wręcz przeciwnie, wpuszczające do niego Boże poruszenia i podążające za nimi, czyniąc je bardziej ludzkim.
Każdym naszym wyborem pracujemy na kondycję naszego serca duchowego. Idąc za dobrem, poznając Boże prawa, podejmując decyzje zgodne z nimi, czasami wbrew temu, co robią inni dookoła, pomagamy, by nasze serce nie skamieniało, lecz było coraz bardziej napełnione miłością. Serce rozwinięte, umocnione łaską Bożą, jest zdolne do coraz większej miłości, wyzbywa się stopniowo egoizmu, by pozwolić Bogu całkowicie kierować naszym życiem.
Podobnie jest z naszym mięśniem sercowym. Gdy trenujemy, staje się on coraz bardziej wytrzymały i zdolny do podejmowania większych wyzwań sportowych.
Uprawiając sport zauważam bardzo wiele analogii między rozwojem fizycznym, a duchowym. To niesamowite, jak bardzo przenikają się wszystkie sfery naszego życia i jak wiele korzyści możemy czerpać, wsłuchując się w nasze pragnienia, potrzeby, szukając prawdy o nas samych.
Pan Bóg mówi do nas nieustannie. Troszczy się o każdą sferę naszej ludzkiej egzystencji: o ducha, psychikę, ciało. Jeśli pozwolimy Mu kierować naszym życiem, znajdziemy na wszystko czas. Nie zaniedbamy ani naszej duchowości, ani cielesności. Wystarczy Mu tylko zaufać i pozwolić, by nas prowadził. Postawmy Go na pierwszym miejscu, a wtedy wszystko inne będzie tam, gdzie powinno być. Wtedy nie spełni się na nas proroctwo Amosa:
„Szybkobiegacz nie będzie miał gdzie uciec, mocarz nie okaże swej siły, a bohater nie ocali życia.” (Am 2, 14)
Będzie wręcz przeciwnie. Rozwiniemy nasze naturalne predyspozycje i będziemy je wykorzystywać dla dobra naszego i innych.
Chrystus zaprasza nas do podążania za Nim, w całkowitym zaufaniu. Czasem trzeba zostawić wszystko, co bezpieczne, znajome, ułożone po ludzku i otworzyć się na nowe, którego jeszcze nie znamy, wierząc, że prowadzi nas Miłość, która pragnie prawdziwego dobra dla nas.
„Ktoś inny spośród uczniów rzekł do Niego: panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca. Lecz Jezus mu odpowiedział: Pójdź za Mną, a zostaw umarłym grzebanie ich umarłych!” (Mt 8, 21-22)
Rozbijaj to, co twarde i skostniałe.
Dla Ciebie nie ma rzeczy niemożliwych.
Poddaję się Tobie.
Ty wiesz, co we mnie tkwi,
Co jeszcze Ci zabieram,
Weź dzisiaj wszystko to, co Tobie się opiera.
Jezu ufam Tobie…