Składanie życzeń innym osobom jest dla mnie zawsze szczególnym momentem. Zanim zadzwonię do kogoś, coś napiszę lub wypowiem konkretne słowa w obecności danej osoby, proszę zawsze Ducha Świętego o natchnienie. Nie chcę powielać pustych, nic nie wnoszących w życie ludzi, frazesów. Pragnę, aby to, co powiem niosło autentyczne błogosławieństwo, stało się ziarenkiem dobra zasianym w sercach moich bliźnich.
Wczoraj miałam okazję składać życzenia księżom w naszej parafii, z okazji patronalnego święta zakonu, którego są członkami. Kiedy wieczorem, poprzedniego dnia starałam się przygotować do tego, przychodziły mi do głowy myśli, których nie mogłam złożyć w całość. Po około 40 minutach walki, poddałam się, oddając wszystko Bogu. Napełniła mnie pewność, że Duch Święty poprowadzi mnie. Rano, zaraz po przebudzeniu, Bóg ukazał mi trochę inny kierunek i wszystko zaczęło stawać się coraz jaśniejsze. Wiedziałam już, co będę chciała przekazać kapłanom. Kiedy otrzymałam mikrofon, byłam całkowicie spokojna, wyciągnęłam ze skarbca mojego serca, to wszystko, co złożył w nim Bóg.
Może to wydarzenie wyda się komuś nic nie znaczące, małe, dla mnie jednak jest czymś wielkim – dowodem na to, iż oddanie Bogu siebie całkowicie, zawsze przynosi pokój i piękne rozwiązania.
Dzisiejsze pierwsze czytanie ukazuje nam czterech, wyróżniających się niezwykłą mądrością, młodzieńców izraelskich:
“Bóg zaś dał tym czterem młodzieńcom wiedzę i umiejętność wszelkiego pisma oraz mądrość. Daniel miał dar rozeznawania wszelkich wszelkich widzeń i snów. Gdy minął okres ustalony przez króla, by ich przedstawić, nadzorca służby dworskiej wprowadził ich przed Nabuchodonozora. Król rozmawiał z nimi, i nie można było znaleźć pośród nich wszystkich nikogo równego Danielowi, Chananiaszowi, Miszaelowi i Azariaszowi. Zaczęli więc sprawować służbę przy królu. We wszystkich wymagających mądrości i roztropności sprawach, jakie przedkładał im król, okazywali się dziesięciokrotnie lepsi niż wszyscy tłumaczący sny”. (Dn 1, 17-20)
Zdecydowanie większe możliwości intelektualne tych młodych mężczyzn były darem Boga, owocem złożenia wszystkiego w Jego ręce. To Stwórca sprawił, że ich umysły chłonęły wiedzę szybciej i pracowały z większą efektywnością. Ich obdarowanie wykroczyło poza naturalne, ludzkie możliwości, wchodząc w przestrzeń nadprzyrodzoną. Umiejętność tłumaczenia snów wskazywała na szczególną interwencję Boga.
Wierzę, że możemy czynić w życiu o wiele więcej niż nam się wydaje. Dawać więcej dobra niż jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Bóg pragnie dać nam udział w swojej nieskończoności. Potrzebny jest tylko nasz jeden krok – krok zaufania. Musimy zdobyć się na odwagę, by powierzyć Mu wszystko - wszystko, co mamy oraz to, kim jesteśmy. Musimy pozwolić Mu rozporządzać tym wedle Jego pomysłu.
Pięknie obrazuje to dzisiejsza Ewangelia:
“Zobaczył też, jak pewna uboga wdowa wrzuciła tam dwa pieniążki, i rzekł: Prawdziwie, powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła więcej niż wszyscy inni. Wszyscy bowiem wrzucali na ofiarę Bogu z tego, co im zbywało; ta zaś z niedostatku swego wrzuciła wszystko, co miała na utrzymanie”. (Łk 21, 2-4)
Kobieta, o której mówi Słowo, dała Bogu wszystko, co miała. Wrzuciła do skarbony to, co stanowiło jej zabezpieczenie, dawało szansę na to, by mogła przeżyć kolejny dzień. Zdobyła się na krok zaufania. Nie uczyniła go jednak “w ciemno”, licząc, na jakieś zrządzenie ślepego losu, czy przychylność gwiazd. Wykonała go w kierunku Tego, który wszystko może, który jest miłością, który pragnie dobra każdego z nas.
Czy zatem naprawdę ryzykowała?
Czy składając wszystko w ręce Boga ryzykuję czymkolwiek? Czy raczej otrzymuję szansę, by dobra, które mam, mogły się pomnożyć, służąc nie tylko mi, ale także moim bliźnim?