Od długiego czasu kupuję jajka w pewnym gospodarstwie. W miejscu, w którym znajduje się automat wydający smakowite kurze produkty, stoi spora szafa uginająca się od rzeczy poszukujących nowych właścicieli. Można tam zobaczyć talerzyki, porcelanowe figurki, pudełeczka różnych rozmiarów, gry dla dzieci, ramki do zdjęć. Wszystko oddawane jest za darmo, w nadziei, że posłuży jeszcze komuś innemu.
Ostatnio zobaczyłam tam ładne kubeczki. Było ich chyba ze dwadzieścia sztuk. Postanowiłam przygarnąć sześć z nich. Kiedy jednak zajrzałam do środka, odkryłam ślady dość intensywnego zużycia. Na pierwszy rzut oka wydawały się być atrakcyjne, jednak ich wnętrze tchnęło brzydotą.
Jakże ten obrazek pasuje niezwykle do dzisiejszej Ewangelii, w której Chrystus wypomina uczonym w Piśmie i faryzeuszom dysonans panujący między tym, co noszą we własnych sercach, a tym, co starają się pokazać innym ludziom:
„Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, bo dbacie o czystość zewnętrznej strony kubka i misy, a wewnątrz pełne są zdzierstwa i niepowściągliwości. Faryzeuszu ślepy! Oczyść wpierw wnętrze kubka, żeby i zewnętrzna jego strona stała się czysta”. (Mt 23, 25-26)
A jak to jest u nas? Czy to, co tkwi w naszych wnętrzach współgra z tym, co wychodzi z nas w postaci czynów, pobożnych praktyk, sposobu, w jaki odnosimy się do innych ludzi.
Na ile jesteśmy prawdziwi? Na ile nasz uśmiech, życzliwość wobec bliźnich, nasza religijność jest odzwierciedleniem wypełniającej nas miłości?
Można przecież udawać. Można zakładać maski, stwarzać pozory, być dobrym, łagodnym tylko dlatego, że tak trzeba, że tak wypada, że to przyniesie korzyść.
Można grać kogoś innego, kogoś lepszego, bardziej świętego, tylko po to, aby zaskarbić sobie przychylność, czy podziw innych.
Ale na co to się przyda, ku czemu nas doprowadzi?
Czyż nie jest zdecydowanie lepiej wejść w głąb siebie, by poznać prawdę?
Nie po to, aby się załamać, zatrzymać na tym, co bolesne, niedoskonałe, lecz po to, by wpuścić tam światło Bożej łaski, by dać Bogu prawo do oczyszczenia nas.
Nikt z nas nie jest doskonały. W tym względzie nie różnimy się między sobą. Różne jednak może być podejście do tej niedoskonałości – jedni mogą oddalać od siebie ten fakt, żyć w złudnym poczuciu nieomylności, kreować się na dobrych, pobożnych, inni natomiast mogą ją przyjmować, spoglądać na nią razem z Chrystusem, po to, by znaleźć drogę do zmiany myślenia, działania – czyli do nawrócenia.
Człowiek mający świadomość piękna, które nosi w sobie, zdający sobie sprawę z wielkości powołania, którym obdarzył go Bóg, ale jednocześnie znający swoją brzydotę i małość jest doskonałym materiałem do Bożej obróbki. Niczym miękkie, poddające się dłutu rzeźbiarza drewno, ma szansę dojść do wielkości i piękna, które mu przeznaczone.