Kilka lat temu, nasze róże w ogrodzie, zaatakowała jakaś choroba. Na liściach pojawiło się mnóstwo czarnych plamek. Zaczęłam przeglądać Internet, aby dowiedzieć się jak uratować kwiaty. Okazało się, że wyeliminowanie infekcji możliwe jest, gdy usunie się wszystkie zajęte fragmenty rośliny. Do dziś mam przed oczami te brzydkie plamy, które się systematycznie namnażały. Wystarczyło, że pozostał jeden chory listek i po kilku dniach te, które przylegały do niego też zaczynały niedomagać.
Kiedy myślę o grzechu, widzę w nim niezwykłe podobieństwo do takiej właśnie, podstępnej choroby, do wirusa, który bardzo szybko się namnaża. Jego okropieństwo polega na tym, że przynosi złe owoce, nie tylko osobie, która się go dopuściła, ale także tym, którzy należą do jej najbliższego grona, którzy z nią współpracują, podlegają jej zwierzchnictwu. Następstwa grzechu, niczym zaraza, zataczają coraz szersze kręgi - zaczynając od osoby tkwiącej w nieprawości, poprzez jej rodzinę, otoczenie, a kończąc na całych społeczeństwach.
Dzisiejsze pierwsze czytanie ukazuje to bardzo konkretnie:
“Boże mój! Bardzo się wstydzę, Boże mój, podnieść twarz do Ciebie, albowiem przestępstwa nasze urosły powyżej głowy, a wina nasza wzbiła się do nieba. Od dni ojców naszych aż po dziś dzień ciąży na nas wielka wina. My, królowie nasi, kapłani nasi zostaliśmy wydani za nasze przestępstwa pod władzę królów tych krain, pod miecz, w niewolę, na złupienie i na publiczne pośmiewisko, jak to jest dziś”. (Ezd 9, 6-7)
Grzech nie jest naprawdę prywatną sprawą. Raniąc osobę, która go popełnia ma realny wpływ także na innych ludzi. Dotknięty grzechem człowiek, niesie go dalej w świat, niczym zaraźliwą, ciężką chorobę.
Każdy z nas wie, jak grzech wpływa na nasze codzienne funkcjonowanie. Nierzadko odbiera radość życia, wciągając nas w swoje ciemne korytarze, przekonując, że tacy brudni nie możemy podobać się Bogu. Siejąc kłamstwo na temat Stwórcy, odciąga nas coraz bardziej od Niego, osłabiając realnie nasze siły duchowe, a często także psychiczne i fizyczne. Oddalenie od Boga, którego my jesteśmy autorami, skutkuje większą skłonnością do ulegania temu co zmysłowe, do podążania drogą oskarżeń, pychy i kłótliwości, trwania w złości, zazdrości.
Grzesząca żona i matka ma negatywny wpływ na swego męża i dzieci. Grzeszący mąż i ojciec – na współmałżonkę i dzieci. Popełniające nieprawość dzieci – na siebie nawzajem oraz na rodziców.
Wielokrotnie winowajcami nieporozumień rodzinnych, czy małżeńskich czynimy nasze charaktery, temperamenty, przyzwyczajenia, rzadziej popełniane przez nas grzechy. A przecież to one czynią nas mniej zdolnymi do dawania dobra, do poświęceń. To one każą trwać w gniewie, zawiści. To one znieczulają nas na poruszenia Ducha, który chce nas doprowadzić do pojednania i przebaczenia.
Myślę, że rzadko zdajemy sobie sprawę z tego, że także niepowodzenia gospodarcze czy społeczne są często skutkiem grzechu tych, którzy rządzą danym krajem oraz tych, którzy są jego obywatelami– ich nieuczciwości, chciwości, podejmowania decyzji sprzecznych z prawem Bożym.
Grzech, który czynimy w ukryciu, który wydaje nam się naszą własną sprawą, dotyka w konsekwencji bardzo wielu osób.
Chcąc troszczyć się o dobro własne, naszych najbliższych, ojczyzny, powinniśmy najpierw rozprawić się z własnym grzechem. Oczyszczeni z niego będziemy mogli stawać się filarami, wspierającymi budowle naszych rodzin, społeczeństw, a nie przyczyniać się do ich osłabienia, a może nawet zrujnowania.
Pamiętajmy, że w Chrystusie jest nasza moc i siła. On jest Tym, który zwyciężył grzech. Żyjąc w Jego bliskości, wypełniając Jego wolę nie musimy się niczego lękać. W Nim mamy wszystko, by iść w świat i czynić go lepszym, by ukorzeniać go miłością i dobrem:
“Jezus zwołał Dwunastu, dał im moc i władzę nad wszystkimi złymi duchami oraz władzę leczenia chorób”. (Łk 9, 1)