Nasz syn ma na imię Paweł. Wierzę głęboko, że podobnie jak jego patron, w pewnym momencie życia, spotka na swojej drodze Chrystusa i doświadczając Jego żywej Obecności, zbuduje z Nim piękną relację, która będzie także świadectwem dla innych ludzi.
Prawdziwe życie wiarą, które przemienia nas i świat wokół, możliwe jest dopiero, kiedy przestajemy rozumieć chrześcijaństwo, jako zbiór zasad, czy system religijny, a zaczynamy widzieć w jego centrum Chrystusa – Boga prawdziwego, który jest obecny „tu i teraz”, który zaprasza nas do przyjaźni, do wejścia z Nim w bliski kontakt, do oparcia wszystkiego, co zwie się naszą codziennością, na Nim.
W czytaniu z Dziejów Apostolskich słyszymy dzisiaj:
„Szaweł ciągle jeszcze siał grozę i dyszał żądzą zabijania uczniów Pańskich. Udał się do arcykapłana i poprosił go o listy do synagog w Damaszku, aby mógł uwięzić i przyprowadzić do Jeruzalem mężczyzn i kobiety, zwolenników tej drogi, jeśliby jakichś znalazł”. (Dz 9, 1-2)
Szaweł postrzegał wierzących w Chrystusa jako zagrożenie dla ustalonego porządku, dla czystości wiary. Swoje działania kierował przeciwko tym, którzy, w jego rozumieniu, byli bluźniercami i odszczepieńcami. Ich życie było dla niego, czymś, co gorszyło, czymś, czego trzeba się było pozbyć.
Był zaślepiony swoją gorliwością. Nie rozumiał w ogóle, czym jest chrześcijaństwo. Nie dostrzegał w nim żywego Boga. Było ono dla niego, jakąś drogą, niedozwolonym sposobem postępowania.
Dopiero spotkanie Chrystusa odmieniło całkowicie jego życie:
„Gdy zbliżał się już w swojej podróży do Damaszku, olśniła go nagle światłość z nieba. A, gdy upadł na ziemię, usłyszał głos, który mówił: Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz? Kto jesteś, Panie? – powiedział. A On: Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz”. (Dz 9, 4-5)
Szaweł spotkał Boga, dla którego tak dużo czynił. Jego Bóg okazał się jednak być obecny w tym wszystkim, co faryzeusz poniżał, odrzucał, do czego pałał nienawiścią.
Jakież to musiało być mocne przeżycie. Szaweł był przecież do tej pory przekonany, że swoje życie poświęcił Bogu. To dla Niego oczyszczał świat z „niewiernych”. Tylko to był Bóg, którego wymyślił sobie on sam – Tego prawdziwego Szaweł zupełnie nie znał.
Doświadczenie spotkania z Chrystusem całkowicie zmieniło życie tego człowieka. Stał się gorliwym głosicielem Ewangelii. Poświęcił resztę swego życia Bogu, który dał mu się poznać w osobie Jezusa.
A jak Ty przeżywasz swoją wiarę? Czy jest ona dla Ciebie tylko zbiorem zasad, zimnym kodeksem postępowania, czy może życiem opartym na przyjaźni z Chrystusem, który kocha, prowadzi, który jest zawsze obecny?
Dopóki nie spotkamy Chrystusa, wiara nie będzie dla nas czymś satysfakcjonującym, nie będzie przenikała całego naszego życia. Owszem może wyznaczać nasz sposób postępowania, ale na zasadzie trochę ślepego podporządkowania się, podążania za tradycją.
Wiara, która przemienia nasze życie i świat wokół nas, musi osadzać się na relacji z Bogiem. Musi przenikać nas do głębi i być posłuszeństwem, ale takim, które zbudowane jest na naszej miłości do Boga – posłuszeństwem Temu, który do końca nas umiłował i który czeka z utęsknieniem na naszą odpowiedź, na nasze przylgnięcie do Niego.
Wiara karmi się modlitwą, sakramentami świętymi. Tylko wtedy może się rozwijać i przynosić umocnienie nam i tym, którzy żyją w naszym otoczeniu. Weźmy sobie do serca słowa z Ewangelii i starajmy się je wprowadzać w życie:
„Rzekł do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeżeli nie będziecie jedli Ciała Syna Człowieczego ani pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie”. (J 6, 53)
Wykorzystujmy każdą okazję, by nakarmić nasze dusze prawdziwym pokarmem – takim, który zachowuje nas na życie wieczne, który jest naszą prawdziwą siłą i mocą