Prawie 10 lat należeliśmy z mężem do kręgu Domowego Kościoła. Każde nasze spotkanie zaczynało się modlitwą, po której następowało dzielenie Słowem Bożym. W tej części mogliśmy, w chwili ciszy, sięgnąć w głąb siebie i następnie opowiedzieć innym, co w danym fragmencie nas poruszyło. Jestem Bogu niezwykle wdzięczna za dar tej wspólnoty. Wiele dobra zadziało się w tamtym czasie w życiu każdego z nas. Nauczyłam się wtedy, jak niezwykle ważną rzeczą w życiu jest umiejętność słuchania innych. Myślę, że jej podstawą jest zachowanie milczenia, gdy ktoś inny mówi. Milczenie to jednak nie oznacza jedynie braku wypowiadanych przez nas słów. Jest ono stwarzaniem we własnym wnętrzu przestrzeni dla bliźniego, chęcią usłyszenia go, odsuwaniem własnych myśli, które przynoszą gotowe rozwiązania, bez znajomości rzeczywistej sytuacji danej osoby. Milczeć oznacza chcieć naprawdę usłyszeć to, co znajdujący się przede mną człowiek ma do powiedzenia, pragnąc zobaczyć jego niepowtarzalną sytuację, popatrzeć na rzeczywistość jego oczami.
Myślę, że o wiele piękniejsze byłoby nasze życie, o wiele głębsze nasze relacje z innymi, o wiele więcej mogłoby się dokonywać wymiany dobra, mądrości, doświadczeń między ludźmi, gdybyśmy umieli słuchać siebie nawzajem, nie udzielać przygotowanych już wcześniej odpowiedzi, nie obmyślać “z góry” oskarżających przemów.
W dzisiejszym pierwszym czytaniu słyszymy:
“Niegodziwi rzekli: Chodźcie, uknujemy zamach na Jeremiasza! Bo przecież nie zabraknie kapłanowi pouczenia ani mędrcowi rady, ani prorokowi słowa. Chodźcie, uderzmy go językiem, nie zważajmy wcale na jego słowa!” (Jr 18, 18)
Dramat przedstawionej sytuacji polega na całkowitym zamknięciu serc przeciwników Jeremiasza na to wszystko, co on ma do powiedzenia. Ludzie ci z premedytacją planują atak, oskarżenie, by żadne ze słów proroka nie mogło wniknąć w ich wnętrza, by odbijało się od nich, jak od niezdobytej twierdzy.
Nie będziemy nigdy w stanie usłyszeć drugiej osoby, gdy ustawimy się na starcie negatywnie do niej, gdy będziemy uważali się za wyłącznych posiadaczy racji i prawdy.
Ustawiając siebie w pozycji wszystkowiedzącej osoby zamykamy się na doświadczenie drugiego człowieka, na spotkanie się ze światem jego wartości, przeżyć, problemów, na zrozumienie jego sytuacji.
Odsunięcie, choćby na chwilę, własnego sposobu myślenia, wszelkich ocen, nasuwających się pouczeń czy pojawiających się w naszym umyśle rozwiązań umożliwia prawdziwe spotkanie osób.
Tylko dialog osadzający się na akceptacji drugiej osoby, przyjęciu jej w całej pełni stwarza warunki do szczerości, która może doprowadzić do ubogacenia siebie nawzajem, do porozumienia, do przemiany.
W Ewangelii słyszymy:
“Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszy między wami, niech będzie niewolnikiem waszym, tak jak Syn Człowieczy, który nie przyszedł, aby Mu służono. Lecz aby służyć i dać swoje życie jako okup za wielu”. (Mt 20, 27-28)
Jestem pewna, że jednym z wyrazów naszej służby wobec bliźniego jest podjęcie wysiłku wsłuchania się w niego , odsunięcie na bok własnych myśli, przekonań, by zrobić miejsce dla świata, który ten drugi nosi w swoim wnętrzu.