We współczesnym świecie bardzo ceni się samowystarczalność i sukces, pojęty jako posiadanie określonego statusu społecznego czy materialnego. Wielu ludzi chce sobie umieć radzić samemu ze wszystkim, nie zależeć od nikogo. Modne jest życie w pojedynkę, bez zobowiązań. Czasami można spotkać się z przykrym stwierdzeniem, że kobieta pozostająca w domu, opiekująca się dziećmi, marnuje swoje życie, swoje talenty. Zależność finansowa od męża traktowana jest jako rodzaj życiowej porażki.
Niestety, bardzo często próbujemy takie nasze światowe myślenie przenieść na życie duchowe, na naszą relację z Panem Bogiem. Chcąc wpisać się w dzisiejsze trendy, odrzucamy Stwórcę. Człowiek, który wszystko traktuje jako Boży dar, który konsultuje z Panem swoje decyzje, oddaje w życiu ster Jezusowi, wydaje się dla wielu nieporadny i jakby nie pasujący do obecnych realiów.
Wielu ludzi odrzuca chrześcijaństwo, bo nie chce zależeć od Boga, chce samodzielnie decydować o wszystkim, określać co jest dobre, a co złe. Wydaje im się, że Pan Bóg zabiera wolność i ogranicza.
Postawa taka wynika najzwyczajniej z nieznajomości Boga, z braku poznania Jego przymiotów, Jego wszechogarniającej miłości do nas i potężnej mocy, która w Nim jest, z niezrozumienia czym jest chrześcijaństwo.
Chrześcijanin, to ktoś, kto jest całkowicie zależny od swego Stwórcy, ale nie na zasadzie niewolnika tylko syna – dziedzica. Każdy z nas jest dzieckiem Króla Wszechświata, Pana Panów. Lubię powtarzać sobie zdania, które usłyszałam w konferencji ks. Dominika Chmielewskiego
„Mój Tata wie wszystko. Mój Tata wszystko może. Mój Tata mnie kocha.”
Jak mogę mieć wątpliwości, co do tego, czy podążać za takim Tatą?
W dzisiejszych czytaniach Bóg odsłania przed nami swą wielkość, potęgę i dobroć. On jest tym, który stwarza wszystko nowe, który potrafi smutek zmienić w radość, zatruwający nas brak przebaczenia - w pojednanie. On przychodzi zawsze z pocieszeniem, podnosi nas z naszych grzechów, ożywia dusze, daje nam prawdziwą wolność i sprawia, że odkrywamy nasze człowieczeństwo.
„Panie mój Boże,
Z krainy umarłych wywołałeś moja duszę
I ocaliłeś me życie spośród schodzących do grobu.” (Ps 30, 4)
Cóż może być wspanialszego niż dusza, która tętni w nas życiem? Cóż droższego nad doświadczenie odpuszczenia grzechów?
Nasz Bóg ma moc! On może wszystko! Czyni cuda duchowe, ale także troszczy się o nasze zdrowie, spełnienie zawodowe, rozwój talentów, sprawy finansowe, wychowanie dzieci – o wszystko, czym żyjemy.
Dziś w Ewangelii Chrystus ukazuje swoją moc uwalniania od chorób. Uzdrawia syna urzędnika królewskiego. Wszystko, czego potrzebuje, to nasza wiara, zaufanie, oddanie swojej małości w Jego rozpostarte na krzyżu dłonie.
Chcę zależeć od takiego Boga. Im bardziej Go poznaję, tym bardziej chcę, aby przenikał każdą chwilę mojego życia. On jest zawsze blisko, ale to ja muszę sobie uświadamiać ten fakt w każdej sytuacji. Staram się to robić i wtedy wszystko nabiera innego wymiaru – zwykłe czynności stają się miejscem spotkania z nieskończonym Bogiem. Nie muszę czekać na modlitwę, by być z Nim. Wszystko, nawet każdy mój oddech, może stawać się modlitwą. On naprawdę wszystko czyni nowe!
„Oto ja stwarzam nowe niebiosa i nową ziemię” (Iz 65, 17)