Wiele lat temu, zgubiłam się z moim mężem w lesie. Było to tak… W czasie naszych wakacji nad jeziorem, udaliśmy się wieczorem na spacer. Rozmawiając, zagłębialiśmy się coraz bardziej w gęstwinie drzew. Wchodziliśmy to tu, to to tam, przyglądając się różnym roślinkom, robaczkom, poszukując smacznych jagód. Było nam tak dobrze… Oboje bardzo lubimy spędzać wolne chwile na łonie przyrody, więc nie liczyliśmy upływającego czasu i kilometrów, które przeszliśmy. Kiedyś jednak trzeba powrócić do rzeczywistości… No i wtedy zaczęły się schody… Stwierdziliśmy, że nie za bardzo wiemy, w którą stronę się kierować. Wybraliśmy drogę, która wydawała nam się odpowiednia. Niestety po kilkudziesięciu minutach marszu nie widać było żadnego znajomego punktu. Zapadła noc, a my, bez latarki, przemierzaliśmy leśne połacie, słuchając pohukujących ptaków i odgłosów łamanych przez zwierzęta gałęzi. Na szczęście, około północy dotarliśmy do drogi. Okazało się, że wyszliśmy około ośmiu kilometrów od naszego miejsca pobytu.
Pomimo lekkiego dreszczyku emocji, nasza przygoda była ciekawa i do dziś opowiadamy ją naszym dzieciom i znajomym. Gdybyśmy jednak odnieśli ją do ludzkiego życia, mogłaby okazać się czymś trudnym, zupełnie niepotrzebnym, czymś, co zatrzymuje nas w rozwoju, nie pozwala iść naprzód, oddala od celu.
Wyobraźmy sobie, że życie każdego z nas jest jak ten gęsty las. Musimy go przemierzyć, aby dotrzeć do celu. Potrzebujemy jednak znać drogę – najwłaściwszą z dróg, by nie marnować cennego czasu, nie kręcić się w kółko, by móc zobaczyć najpiękniejsze jego fragmenty. Potrzebujemy kogoś, kto ukaże nam właściwy kierunek.
W dzisiejszym Psalmie czytamy:
„Szczęśliwy człowiek, który służy Panu
i chodzi Jego drogami.
Będziesz spożywał owoc pracy rąk swoich,
szczęście osiągniesz i dobrze ci będzie”. (Ps 128(127), 1b-2)
Bóg pragnie być naszym przewodnikiem – Tym, który nas prowadzi, który pozostaje z nami w stałym kontakcie, w nieustannym dialogu.
On wie najlepiej, która z dróg jest tą najwłaściwszą, prowadzącą do naszego szczęścia.
Życie poza Nim, z dala od Jego wskazań może okazać się dla nas zbyt trudne, zagmatwane, niszczące nas samych. I przeciwnie – podążanie za Jego wolą pozwala nam być w miejscach, które są dla nas.
Wielokrotnie doświadczyłam już tego, że wsłuchiwanie się w Boży głos i podążanie za nim jest źródłem ogromnego szczęścia, spełnienia, którego nie może dać nic innego na tym świecie.
Bóg mówi do nas ciągle, mając nadzieję, że w końcu, zagapieni w różne ważniejsze od Niego sprawy, zatrzymamy się i otrząśniemy z letargu. Mówi przez wydarzenia, obrazy, Słowo, innych ludzi, okoliczności, sny, marzenia…
Staram się każdego dnia nastrajać moje serce na odbiór Bożych fal. Czasem mi się to udaje bardziej, czasem mniej. Jestem jednak przekonana o tym, że tylko w posłuszeństwie temu Głosowi jest mój pokój i prawdziwa radość.