Uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła
Wielokrotnie w moim życiu prosiłam znajome, wierzące osoby o modlitwę w intencji mojej, czy też moich najbliższych lub tych, o których wiadome mi było, że znajdują się w jakiejś trudnej sytuacji.
Zawsze polecam Bogu wszystkich, którzy mnie o to proszą lub tych, którzy, w moim odczuciu, tego potrzebują. Kiedy widzę kogoś w trudnej sytuacji, kiedy słyszę jadącą karetkę, gdy dowiaduję się o jakimś dramacie, nawet tylko z telewizji, zawsze wzdycham do Boga, prosząc Go o wsparcie i pociechę, o uzdrowienie, o wiarę, o to, co dla danego człowieka najlepsze w tej chwili.
Modlitwa jest dla mnie wielkim skarbem. Niezastąpionym narzędziem pomocy drugiemu człowiekowi. Nie do każdego można dotrzeć fizycznie, ale każdego można wesprzeć oddając Go Bogu.
Dzisiaj w pierwszym czytaniu słyszymy:
„Strzeżono więc Piotra w więzieniu, a Kościół modlił się za niego nieustannie do Boga”. (Dz 12, 5)
Osadzony w więzieniu, strzeżony przez szesnastu strażników, Piotr nie był pozostawiony samemu sobie. Otaczała go nieustanna modlitwa Kościoła, czyli ludzi, zgromadzonych we wspólnocie, wokół Chrystusa. Ona to sprawiła, że Bóg posłał swego anioła, aby uratował Apostoła:
„Wtem zjawił się anioł Pański i światłość zajaśniała w celi. Trąciwszy Piotra w bok, obudził go i powiedział: Wstań szybko! Równocześnie z rąk Piotra opadły kajdany”. (Dz 12, 7)
Dzisiaj zrozumiałam po raz kolejny, jak wielkim szczęściem jest przynależność do Kościoła – wspólnoty ludzi żyjących dla Boga i z Bogiem, karmiących się Ciałem Chrystusa, ludzi tak samo grzesznych jak ja, a jednocześnie powołanych do wielkich rzeczy.
W czasie Eucharystii moje serce napełniła miłość do Oblubienicy Chrystusa i ogromna wdzięczność wobec Boga za ten niezwykły dar.
Nie wyobrażam sobie życia poza Kościołem. Pomimo całej ułomności i słabości każdego z nas, tworzących tę wspólnotę, pozostaje ona nadal, na zawsze Wybranką Chrystusa, za którą oddał On swoje życie. Kościół jest święty, nie świętością ludzi tworzących go, lecz świętością Chrystusa, który powołał go do istnienia. Ten Kościół zbudowany na fundamencie Apostołów, użyźniony krwią męczenników jest naszym skarbem.
Im bardziej będziemy przybliżać się do Chrystusa, tym bardziej będziemy kochać tę wspólnotę. Każdy ma w niej niezastąpione miejsce. Każdy jest tak bardzo potrzebny.
Chrystus mówi dzisiaj do Piotra:
„Ty jesteś Piotr, czyli Opoka i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą”. (Mt 16, 18b)
Kościół nie jest naszą własnością. On jest Chrystusowy. Nasz Pan nabył go za cenę własnej Krwi. Powierzył go jednak ludziom – słabym i grzesznym, obiecując swoją obecność po wszystkie dni aż do skończenia świata. Chrystus, który zwyciężył śmierć, grzech i szatana, daje nam obietnicę, iż piekło nigdy nie zniszczy Jego Oblubienicy. Szatan nie ma nic do powiedzenia w sprawie Kościoła. My ludzie go tworzący mamy jednak na niego ogromny wpływ. Żyjąc na co dzień w bliskiej relacji z Bogiem możemy przyczynić się do tego, że Kościół będzie kroczył drogą wyznaczoną mu przez Pana lub też ulegając grzechowi, osłabiać go wewnętrznie, powodując, iż stanie się nieatrakcyjny dla ludzi spoza niego, iż moc Chrystusa nie będzie mogła się objawiać w całej swej potędze.
Tak wiele zależy od nas.
Jestem świadoma tego, jak dużo daje mi Kościół. W nim mogę karmić się Eucharystią, w nim Chrystus, za pośrednictwem kapłana, odpuszcza moje grzechy, tutaj głoszone jest Słowo Boże, tutaj spotykam wspaniałych ludzi – moich braci i siostry, którzy pomagają mi w drodze do Domu Ojca, tutaj otoczona jestem parasolem modlitwy wznoszącej się każdego dnia przed Boży tron. Jednocześnie czuję coraz większą odpowiedzialność za Kościół. Wiem, że odkrywając swoje miejsce w nim – to, które przeznaczył dla mnie Bóg – mogę przyczynić się do rozwoju tej świętej budowli, do jej umocnienia.
Tak bardzo zależy mi na tym, aby być w miejscu, w którym powinnam być, aby służyć innym darami, które wszczepił we mnie Bóg, aby pomagać moim bliźnim odnajdować ich miejsce w Kościele, aby nigdy nie gasić nawet najmniejszego płomyczka wiary, który tli się w sercu człowieka, ale go podsycać, by mógł przerodzić się w gorący, miłosny płomień.
Wierzę, że dzięki życiu we wspólnocie Kościoła, czerpaniu łask, które Pan w niej rozdaje, odnalezieniu mojego w niej miejsca, służeniu innym moimi charyzmatami będę mogła kiedyś, gdy przyjdzie mi pożegnać się z tym światem, powiedzieć za Świętym Pawłem: w dobrych zawodach wystąpiłam, bieg ukończyłam, wiary ustrzegłam. (Por. 2 Tm 4, 7)