Mam w rodzinie jedną osobę, która, przy każdym spotkaniu, przechwala się swoim majątkiem, pozycją, osiągnięciami. Rozmowa z nią, a właściwie jej monolog, zawsze schodzi na te same tory – jest snuciem opowieści o przepychu, bogactwie i koneksjach. Ciężko jest mi odnaleźć się w takich klimatach – w świecie, w którym króluje materia, w którym wartość człowieka określa się jego stanem posiadania, w którym trzeba sobie na wszystko zasłużyć, gdzie próbuje się zdobyć uznanie poprzez reklamowanie swoich zasobów i rzekomych cnót.
Budujący jest dla mnie zawsze kontakt z ludźmi, którzy widzą coś więcej, poza pieniędzmi, karierą, znajomościami, którzy dostrzegają nadrzędność dobra, miłości, uważności na drugiego człowieka, którzy potrafią dawać darmo, ale także przyjmować z wdzięcznością to, co ofiarowują inni.
Jakże tragiczną postacią jest, przedstawiony w dzisiejszym pierwszym czytaniu, król Baltazar – człowiek pokładający ufność w dobrach materialnych, nie znający praw świata duchowego, próbujący wyceniać ludzkimi kategoriami Boży dar:
“Słyszałem zaś o tobie, że umiesz dawać wyjaśnienia i rozwiązywać zawiłości. Jeśli więc potrafisz odczytać pismo i wyjaśnić jego znaczenie, zostaniesz odziany w purpurę i złoty łańcuch na szyję i będziesz panował jako trzeci w królestwie”. (Dn 5, 16)
Niezwykle smutny jest, według mnie, los ludzi, którzy próbują płacić za to, co niemierzalne, duchowe, którzy nie potrafią przyjąć za darmo tego, co ofiarowują im inni, którzy traktują miłość jako przedmiot handlu. Osoby takie często nie wierzą w bezinteresowność, w ofiarność innych, w to, że są na świecie dobra bezcenne – takie, które możemy tylko przyjąć lub dać w wolności, wzbudzając w sobie niezmierzoną wdzięczność dla Boga i bliźnich.
Nie da się przecież wnieść opłaty za pomoc, troskę, wsparcie. Nie ma taryfy za czuwanie przy chorym, wysłuchanie potrzebującego uwagi. Nie da się wycenić darów duchowych, które posiadamy.
Bóg, który jest Pełnią pragnącą udzielać się każdemu, zaprasza nas do przyjmowania Jego niezliczonych łask. W Nim jest obecne wszystko, czego potrzebujemy. Nie musimy za to wnosić żadnych opłat, obawiać się, iż zaciągamy jakiś dług. Wystarczy trwanie w postawie otwartości i dziękczynienia.
Chrystus mówi w dzisiejszej Ewangelii:
“Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie mógł się oprzeć ani sprzeciwić”. (Łk 21, 14-15)
Bóg pragnie naszego zaufania. Wszystko, czego nam potrzeba będzie nam dane. On wie, co na ten moment jest dla nas najlepsze, co najbardziej pożądane. Nie zostawi nas niezaopatrzonych, nagich, głodnych – wleje w nasze serca swoje natchnienie w odpowiednim czasie, da mądrość, gdy będziemy jej potrzebować, włoży w usta właściwe słowa, pozwoli zauważyć tego, kto potrzebuje naszej pomocy, udzieli swojej miłości, odwagi w stopniu, który jest wystarczający.
Zaufajmy Mu. Nie próbujmy wyjednać sobie Jego przychylności naszymi zasługami. Bądźmy po prostu wdzięczni, zawsze gotowi na coraz bliższe z Nim zjednoczenie, pewni Jego miłości, obecności i dobroci.