Nadeszła długo wyczekiwana wiosna. Drzewa pokrywają się liśćmi i kwiatami, świat staje się kolorowy, piękniejszy od tego zimowego, szarego. Ilekroć patrzę na budzącą się przyrodę, jestem wdzięczna Bogu, który to wszystko stworzył, który dał nam w posiadanie tak wspaniały dar.
W dzisiejszym pierwszym czytaniu mamy obraz wody, wypływającej spod progu świątyni. Wraz ze swym biegiem zmienia ona głębokość. Najpierw sięga prorokowi do kostek, później do kolan, a następnie jest na tyle głęboka, że można w niej już tylko pływać. Wszystkie miejsca, do których dociera, tętnią życiem. Stworzenia wodne odzyskują zdrowie, a drzewa rodzą owoce, które się nie wyczerpują.
Jak piękny i przejmujący jest ten obraz. Kto z nas nie chciałby mieszkać w takiej krainie i czerpać z jej bogactwa?
Może nie powiem nic odkrywczego, ale to wszystko jest dla nas na wyciagnięcie ręki – ta obfitość i błogosławieństwo to dar, którym możemy cieszyć się każdego dnia. Co więcej, sami możemy być taką urodzajną i zdrową ziemią, która zachwyca i karmi.
Moim największym marzeniem jest to, abym prawdziwie żyła, nie tylko poddawała się rytmowi upływających lat, ale była pełna życiodajnych soków. Wiem, że to jest możliwe i coraz bardziej tego doświadczam. Zawsze, kiedy zanurzam się w Chrystusie obecnym w Słowie, Eucharystii, Sakramencie Pokuty i Pojednania, przybywa mi życia. Wiem, że jeszcze wiele przede mną, ale jestem pewna, że możliwe jest wydawanie owoców nawet wtedy, gdy po ludzku ubywa nam coraz bardziej sił.
Tylko będąc wypełniona Duchem Świętym, mogę być dobrą żoną, mądrą mamą, wrażliwym na potrzeby innych człowiekiem.
Chrystus jest Żywą Wodą, która uzdrawia, przemienia, dodaje energii. Wyraźnie widać to w Ewangelii z dnia dzisiejszego.
Na jednym z krużganków sadzawki Betesda siedzi chory, od 38 lat, człowiek. Z powodu swej niepełnosprawności, nie jest w stanie dotrzeć do wody, kiedy następuje jej poruszenie. Chrystus widząc jego samotność, bezradność, podchodzi i pyta, czy mężczyzna ten chce wyzdrowieć. Po czym wypowiadając słowa:
„Wstań, weź swoje nosze i chodź!” (J 5, 8)
przywraca mu całkowite zdrowie fizyczne i duchowe, odpuszczając jego grzechy.
Człowiek ów, nie potrzebował zanurzać się w wodzie, on spotkał Jezusa, który sam jest ową obmywającą i uzdrawiającą Wodą. Spotkał się z Osobą, która jest źródłem wszelkiego dobra.
Jest taka baśń o chłopcu, który niósł dla swojej chorej mamy dzbanek żywej wody, po drodze skrapiając śmiałków zamienionych w kamienie. Jezus Chrystus jest właśnie taką ożywiającą wodą, Jego dotknięcie powoduje przemianę, uzdrowienie, oczyszczenie.
Nie bądźmy obojętni na Tego, który chce dać nam wszystko, czego tak naprawdę potrzebujemy. Zaufajmy Mu całym sercem.