W piątek słuchałam w Internecie niezwykle poruszającej konferencji, o tytule: “Pokora nie da się urazić”. Wygłosił ją pan Bogdan Olechnowicz - pastor wspólnoty chrześcijańskiej. Treści przekazane przez niego pozwoliły mi zobaczyć, jak wiele jeszcze mam w sercu pychy, jak często roztrząsam moje trudniejsze doświadczenia, zamiast przeżywać je z Bogiem, nie mówiąc o nich, nie narzekając, nie użalając się nad sobą, wierząc, że Bóg jest ponad nimi i potrafi wszystko wykorzystać dla mojego dobra.
Wszelkie niepowodzenia czy urazy, których doznajemy, przyjęte ze względu na Boga i z Nim przeżyte, mają niezwykłą moc przemiany naszych serc. Warunek jest jeden – musimy być pewni, że On pozostaje z Nami w tych wszystkich sytuacjach, że czasem nawet sam je dopuszcza, byśmy mogli się czegoś o sobie dowiedzieć, czegoś nauczyć, poznać to, co w nas drzemie, by nasza wiara wzrastała i pozwoliła nam widzieć coraz więcej Bożej chwały w naszej codzienności.
Zachwyca mnie dzisiaj postawa króla Dawida, który uciekając przed swoim synem Absalomem, przyjmuje w pokorze stos przekleństw wypowiadanych w jego stronę przez Szimei - zwykłego poddanego:
“Odezwał się do króla Abiszaj, syn Serui: Dlaczego ten zdechły pies przeklina pana mego, króla? Pozwól, że podejdę i utnę mu głowę”. Król odpowiedział: Co ja mam z wami zrobić, synowie Serui? Jeżeli on przeklina, to dlatego, że Pan mu powiedział: Przeklinaj Dawida! Któż w takim razie może mówić: Czemu to robisz?” (2 Sm 16, 9-10)
Opisana sytuacja rodzi we mnie przeszywające do głębi pragnienie, bym mogła stać się choć trochę podobną do Dawida. Zbyt często jeszcze koncentruję się na sobie, gdy spotka mnie jakaś, choćby mała niesprawiedliwość. Zbyt często chcę mieć rację, rozmyślam o niewłaściwym zachowaniu innych ludzi wobec mnie. A w życiu chodzi chyba przede wszystkim o coraz większą miłość do Boga i ludzi, o coraz większą pokorę, dzięki której Bóg może nam naprawdę zaufać, o złożenie wszystkiego w Jego dłonie i porzucenie prób kontrolowania rzeczywistości, przyjmowanie dobra, ale także tego, co trudniejsze. Słowa Dawida są wyrazem takiej właśnie, pięknej, dojrzałej postawy:
“Może wejrzy Pan na moje utrapienie i odpłaci mi dobrem za to dzisiejsze przekleństwo”. (2 Sm 16, 12)
Dawid daje Bogu całkowitą wolność działania. Nie wymusza na Nim niczego. Ma pewność, że On może wszystko, ale nie jest zupełnie zobowiązany do uczynienia czegokolwiek. Ufa Bożej dobroci i mądrości. Wie, że Bóg zna najlepszy czas.
Może Pan da Ci dzisiaj doświadczyć jakiegoś dobra, radości, pozwoli cieszyć się owocami Twojej pracy, a może to będzie trudny czas, może spotka Cię niezrozumienie, niesprawiedliwa ocena, może po raz kolejny ktoś zachowa się wobec Ciebie niewłaściwie...
Czy złożysz to wszystko w Jego dłonie, wierząc, że w Nim jesteś całkowicie bezpieczny (bezpieczna)? Czy przeżyjesz ten dzień w świadomości, że On troszczy się o Ciebie, nawet, gdy wszystko wokół wydaje się być przeciw?
ponieważ Pan mnie wspomaga.
I nie ulęknę się wcale tysięcy ludzi,
którzy zewsząd na mnie nastają”. (Ps 3, 6-7)