W Holandii jest zwyczaj umawiania się dzieci po szkole. Po uzyskaniu akceptacji rodziców, udają się do domu jednej ze stron na zabawy. Wczoraj gościliśmy w naszych progach dziewczynkę o imieniu Julia.
Kiedy zobaczyła, stojącą na pianinie, rzeźbę Świętej Rodziny, wskazując na Jezusa, zapytała: „A kto to jest?”. Zawsze w takich sytuacjach jest mi smutno, że rodzice nie przekazują dzieciom najważniejszych informacji i nie zaszczepiają w ich maleńkich, tak bardzo otwartych serduszkach, wiary. Istnieje ogromne ryzyko, że takie osoby w swoim dorosłym życiu będą traktowały Jezusa, podobnie jak Festus z dzisiejszego pierwszego czytania, jako kogoś, o kim nic nie wiedzą, z kim nie mają żadnej więzi, kto może gdzieś tam jest, ale nie przedstawia dla nich najmniejszej wartości i nie jest godzien jakiejś szczególnej uwagi.
„Oskarżyciele nie wnieśli przeciwko niemu żadnej skargi o przestępstwa, które podejrzewałem. Mieli z nim tylko spory o ich wierzenia i o JAKIEGOŚ zmarłego Jezusa, o którym Paweł twierdzi, że żyje.” (Dz 25, 19)
Kiedy czytam o Jezusie jako o JAKIMŚ człowieku, rodzi się w moim sercu ból.
JAKIŚ, czyli tak naprawdę nie wiadomo jaki, bez wyrazu, bez znaczenia, jeden z wielu, nie przykuwający uwagi, byle jaki.
Człowiek, który całkowicie zależy od Boga, który każdy swój oddech zawdzięcza Stwórcy, który został odkupiony drogocenną krwią Chrystusa, mówi o Nim – JAKIŚ.
To cena wolności, którą posiadamy. Możemy w niej tak bardzo oddalić się od Chrystusa, że nie będziemy widzieli żadnego związku między Nim, a nami, między Jego posłannictwem, a naszą drogą. Będą to dla nas dwa rozłączne światy.
Zupełnie inna jest postawa Świętego Piotra przedstawiona w dzisiejszej Ewangelii. On składa swoje życie w ofierze i chce podążać za Chrystusem, wiedząc, że będzie to droga trudna.
„Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś tam, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz.” (J 21, 18)
Piotr wie, że cały ukryty jest w ramionach Boga, że nie ma w nim czegoś, co dla Stwórcy byłoby niewiadome. Zdaje sobie sprawę z tego, że Chrystus go zna, przenika, że jest tym, w którym cała jego istota jest zanurzona.
„Zasmucił się Piotr że mu po raz trzeci powiedział: Czy kochasz mnie? I rzekł do Niego: Panie Ty wiesz wszystko, Ty wiesz, że Cię kocham.” (J 21, 17b)
Dzisiaj rano przeżywałam w sercu wielki smutek, ciężko było mi pogodzić się z moją małością, brakiem wyraźnych zmian na lepsze. Kiedy zaczęłam wypłakiwać się przed Jezusem i Maryją, mocno dotarły do mnie słowa z Ewangelii: „Panie Ty wiesz wszystko…”
Ty wiesz, jakie są moje szczere pragnienia, znasz moje serce, moje słabości, upadki. Nie chcę udawać przed Tobą kogoś innego. Przychodzę do Ciebie ja Ania – Twoja ukochana, choć tak bardzo słaba i malutka. Wiem, że się tym nie zrażasz, ale chcesz dalej prowadzić i przemieniać w takim tempie, jakie jest dla mnie najlepsze.
Wstałam od modlitwy bardzo uspokojona i ruszyłam do moich codziennych obowiązków z wiarą, że Jezus i Maryja są zawsze przy mnie i prowadzą drogą, która jest tylko dla mnie, która nie jest powielaniem dróg innych ludzi, ale jest dostosowana do mnie – Ani Borkowskiej.
Dziękuję Ci Panie, że zawsze słuchasz, co do Ciebie mówię i odpowiadasz z właściwą sobie delikatnością i miłością. Prowadź mnie dalej przez życie i w moich słabościach ukaż Swoją moc. Niech Maryja – Twoja i moja Mama zawsze kieruje moje myśli i serce na właściwe tory.