Nasze życie jest pełne różnych kolorów – tych jasnych, ciepłych i radosnych, ale także zimnych i smutnych. Są chwile, kiedy wyraźnie odczuwamy obecność Boga, gdy wszystko wokół mówi do nas o Jego miłości, gdy modlitwa daje nam ukojenie i zauważalną siłę, a nasze obowiązki podejmujemy z zaangażowaniem i entuzjazmem. Myślę jednak, że każdy z nas doświadcza także smaku marności tego, co ziemskie, przeżywając okresy trudności na modlitwie, poczucia oddalenia od Boga, utraty Jego ciepła i bliskości, bezsilności wobec codziennych obowiązków, wciąż powtarzających się upadków lub braku efektów swoich działań.
Jak poradzić sobie w takim czasie? Jak nie utracić tego, co dla nas cenne, co do tej pory dawało nam wszystko, czego potrzebowaliśmy?
Historia Narodu Wybranego pokazuje nam pewną prawidłowość. Pomimo różnych trudności, często zawinionych przez Izraela, jego odejść od Pana, On zawsze pozostaje wierny swemu przymierzu. Jest i czuwa, choć czasem skrywa swoją twarz. W Księdze Jeremiasza czytamy dzisiaj:
„Tak mówi Pan: Znajdzie łaskę na pustyni naród, co wyszedł cało spod miecza; Izrael pójdzie do
miejsca swego odpoczynku. Pan się mu ukaże z daleka.” (Jr 31, 2-3a)
Powinniśmy mieć świadomość, że Pan czasem ukazuje się nam, jakby z daleka. Musimy wtedy wysilić wzrok naszej duszy, aby Go zobaczyć lub wręcz tylko rozumowo, przypominając sobie chwile bliskości, trwać przy Nim, wiedząc, że na pewno JEST.
On mówi:
„Ukochałem się odwieczną miłością, dlatego też podtrzymywałem dla ciebie łaskawość. Znowu cię
zbuduję i będziesz odbudowana, Dziewico – Izraelu!”
(Jr 31, 3b-4a)
Słowo Boga jest prawdziwe i ono gwarantuje nam, że Jego Miłość jest przy nas, otacza naszą codzienność, skrywa każdego w swojej głębi. Nie zawsze ją odczuwamy, ale możemy mieć całkowitą pewność, że JEST.
To tak jak w małżeństwie. Chwilowe problemy czy podenerwowanie w relacjach, lekkie ich ochłodzenie, nie sprawiają, że myślę, iż Mąż mnie nie kocha, że jego miłość do mnie wypaliła się. Mam pewność, że to stan przejściowy, który minie, by znów zmienić się w czas bliskości i radości.
Dzisiaj w pierwszym czytaniu bardzo często pojawia się słowo „znów”, oznaczające powrót tego, co było, co na jakiś czas odeszło, ale przychodzi, by nasycać, radować, zadziwiać.
„Znowu cię zbuduję.” (Jr 31, 4a)
„Przyozdobisz się znów swymi bębenkami i zaczniesz tańce pełne wesela.” (Jr 31, 4b)
„Będziesz znów sadzić winnice na wzgórzach Samarii. Nadejdzie bowiem dzień, kiedy strażnicy znów
zawołają na wzgórzach Efraima: Wstańcie, wstąpmy na Syjon, do Pana, Boga naszego!”
(Jr 31, 5a. 6)
Możemy mieć pewność, że Pan jest blisko, nawet, gdy Go nie czujemy, że, zgodnie z refrenem Psalmu, obroni nas, jak pasterz owce. (por. Jr 31, 10) i pozwoli przejść zwycięsko przez czas trudu, czy duchowej posuchy.
Uczmy się postawy wiary od kobiety kananejskiej, która jest bohaterką dzisiejszej Ewangelii.
Ona ufała, że tylko Chrystus może uwolnić jej córkę od złego ducha. Nie poddawała się, nie zwracała uwagi na upokorzenie, którego doznawała. Wołała z wiarą i pokorą i dlatego doczekała się uzdrowienia córki i pochwały swej wiary od samego Jezusa.
„Wtedy Jezus jej odpowiedział: O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak pragniesz!
Od tej chwili jej córka była zdrowa.”
(Mt 15, 28)
Jezus był obecny cały czas w tej sytuacji, cały czas zaangażowany, choć pozornie nieczuły i daleki.
Pamiętajmy o tym w naszej codzienności. Wiara polega na tym, iż czynimy coś, nie z uwagi na doznania, czy nasze emocje, ale ze względu na wierność Chrystusa, który jest z nami zawsze, w każdej sytuacji, nie tylko w chwilach uniesień duchowych, ale także w czasie braku radości z modlitwy, czy wręcz jakiejś niechęci do niej.
towarzyszyła mi zawsze niezłomna wiara w to, że każdy mój oddech zawdzięczam Twojej przy mnie obecności.