Jadąc dzisiaj rowerem do domu, po odstawieniu naszej córki w szkolne progi, przez chwilkę zawahałam się, którą z dróg powrotnych wybrać. Jedna z nich prowadzi obok miejsca zamieszkania znajomego starszego pana, który przeżywa teraz niezwykle trudny czas, po śmierci swojego ukochanego brata. Udając się tą trasą miałam niemal stuprocentową pewność, iż spotkam go pracującego w ogrodzie, a to będzie wiązało się z poświęceniem kilkunastu minut na rozmowę. Czy miałam na to ochotę? W domu czekało mnie mnóstwo pracy. W mojej głowie pojawiła się jednak myśl: Możesz dać temu człowiekowi dobro, przyczynić się do jego lepszego samopoczucia. Wiele razy ów pan mówił mi, że spotkania za mną są dla niego niezwykle cenne. W całkowitej wolności wybrałam przejażdżkę obok jego domu. Rzeczywiście był tam, gdzie spodziewałam się go zobaczyć. Przystanęłam i ofiarowałam mu moje zainteresowanie i współczucie.
Na tym się jednak nie skończyło... Postanowiłam iść za głosem serca i wstąpiłam jeszcze na rozmowę do sąsiadki. Kobieta ta w ostatnich dniach musiała podjąć decyzję o przeniesieniu męża do domu opieki, ze względu na jego szybko pogarszający się stan zdrowia. Spędziłam u niej dobre pół godziny. Kiedy ją przytulałam, na pożegnanie, miałam w sobie pewność, że moja wizyta była wyrazem autentycznej troski i miłości do niej i jej męża.
Wiem, że sprawcą tych wszystkich dobrych pragnień, które się rodzą w moim sercu oraz Tym, który daje siłę do podążania za nimi w czynach, jest Duch Święty. To On wyzwala z egoizmu i wypełnia tchnieniem, które chce wyjść na zewnątrz, wylać się na innych. On odsłania obraz Boży, który noszę wewnątrz, chcąc ukazać go moim bliźnim.
Każdy z nas jest powołany do dobra. Jesteśmy dziećmi Bożymi i tak jak nasz Tata, mamy potrzebę miłowania - dawania innym, w całkowitej wolności, tego, co najwspanialsze.
W dzisiejszym pierwszym czytaniu słyszymy:
“Albowiem wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi. Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście Ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: Abba Ojcze!” (Rz 8, 14-15)
Odkrycie wolności, która jest w Bogu i przyjęcie jej karmi naszą zdolność do kochania tych, którzy nas otaczają. Tylko będąc wolnymi możemy naprawdę miłować i tylko miłość w wolności jest w stanie przynosić nam prawdziwe szczęście i spełnienie. Wszelkie próby narzucania sobie konieczności kochania, myślenie typu: muszę to zrobić dla kogoś, powinnam, jak tego nie zrobię, nie będę dobrą chrześcijanką (dobrym chrześcijaninem), prędzej, czy później, staną się źródłem naszego rozgoryczenia, bólu, zmęczenia, poczucia bycia niewolnikiem.
Bóg ofiarowuje nam najcenniejszy dar - wolność, a my możemy go przyjąć i rozwinąć swoje skrzydła, korzystając ze swego obdarowania.
Pięknie obrazuje to dzisiejsza Ewangelia:
“Jezus nauczał w szabat w jednej z synagog. A była tam kobieta, która od osiemnastu lat miała ducha niemocy: była pochylona i w żaden sposób nie mogła się wyprostować. Gdy Jezus ją zobaczył, przywołał ją i rzekł do niej: Niewiasto, jesteś wolna od swej niemocy. Położył na nią ręce, a natychmiast wyprostowała się i chwaliła Boga”. (Łk 13, 10-13)
Iluż z nas żyje w ciągłym pochyleniu, bólu, rozpaczy, w byciu niezrozumianym przez innych? Jak często narzekamy, mamy pretensje o brak wdzięczności za nasze poświęcenie, pomoc, którą dajemy?
Zastanówmy się, czy nasze działania zakorzenione są w wolności, czy też wypływają z jakiegoś wewnętrznego przymusu, potrzeby zasługiwania przed Bogiem.
Czy dajemy z obfitości swego serca, czy próbujemy wykrzesać coś z naszych niedoborów?
Pamiętajmy, że radosnym dawcą może być tylko osoba, która sama jest napełniona, która troszczy się także o zaspokojenie własnych, najgłębszych potrzeb.
Bóg chce ofiarować nam wolność. Pragnie, abyśmy szli przez życie miłując bliźnich, ale także i siebie, znając swoją wartość, wsłuchując się w siebie, dbając o własne zdrowie, wypoczynek, rozwój. Chce, abyśmy byli dumni ze swego królewskiego pochodzenia.
Nie jesteś niewolnikiem. Nie musisz zasługiwać, żyć w poniżeniu, w ciągłej gonitwie, by coś dawać, by coś znaczyć. Wszystko, czego potrzebujesz do szczęścia jest w Bogu – Twoim Ojcu. Wołaj do Niego o przyjęcie darów, które, w swej miłości, przygotował dla każdego z nas. Proś, by nauczył Cię cieszyć się wolnością, by pokazał Ci, jak kierować się nią w codzienności.