Pewnego wieczoru, a było to kilka lat temu, wygrzebaliśmy z mężem stare kasety wideo, na których uwiecznione były różne wydarzenia z naszego wspólnego życia. Nie zastanawiając się długo, zaczęliśmy je odtwarzać, udając się w, pełną wrażeń, podróż w przeszłość. W jednym z takich filmów, nagranych podczas nieobecności Michała, zobaczyłam jak wygląda tęsknota – moja tęsknota za ukochanym. Była tak namacalna i czytelna. Widać ją było w moich gestach, oczach, słychać było w słowach.
Tęsknota ta nie wzięła się jednak z powietrza. Była wynikiem więzi, która nas łączyła i łączy nadal, obrazem naszej wzajemnej relacji, głosem miłości.
Aby tęsknić, trzeba kochać, trzeba być blisko drugiej osoby, spędzać z nią czas, dzielić z nią swoją codzienność.
Nie da się tęsknić za kimś, kto jest nam daleki, obcy.
W dzisiejszej Ewangelii spotykamy panny oczekujące oblubieńca. Pięć z nich nazwanych jest głupimi lub nierozsądnymi, a pięć – mądrymi lub roztropnymi.
Na czym polega głupota owych pięciu panien?
One chcą otrzymać coś niemożliwego. Dążą do zjednoczenia z oblubieńcem pomimo braku relacji z nim. Mają lampy lecz nie mają tego, co sprawia, że mogą one świecić. Mają serca lecz nie mają w nich ognia miłości . Nie mają w nich tęsknoty za ukochanym. Nie są zatem gotowe, by wejść z nim na ucztę weselną, która jest świętowaniem wiecznej zażyłości, wiecznego zjednoczenia.
Wesele jest potwierdzeniem tego, co powstało już wcześniej. Jest uwieńczeniem bliskości, która była budowana w dobrych i złych chwilach, która powstawała w codziennych zmaganiach, karmiła się wspólnie spędzanym czasem, rozmową, trwaniem przy sobie.
Nie łudźmy się, nie będziemy w stanie tęsknić za Chrystusem, dążyć do jedności z Nim, jeśli będzie On dla nas kimś odległym, nieznanym.
„Gdy one szły kupić, nadszedł pan młody. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną, i drzwi zamknięto. Nadchodzą w końcu i pozostałe panny, prosząc: „Panie, panie, otwórz nam!” Lecz on odpowiedział: „Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was”. Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny”. (Mt 25, 10-13)
Zastanawiam się czasem, czy wyczekuję spotkania z Chrystusem – spotkania, które możliwe będzie dopiero, gdy zamknę oczy już na zawsze. I wtedy pojawia się w mojej wyobraźni On – mój Pan - Ten, z którym przebywam na co dzień, któremu powierzam mój każdy dzień, z którym rozmawiam, którego uwielbiam. I w miejsce lęku przychodzi jakaś niezwykła pewność, że przy Nim jest najlepsze dla mnie miejsce, że tam dopiero poznam smak prawdziwego szczęścia.
Chcę być gotowa na to spotkanie. Chcę wykorzystywać jak najlepiej każdą sekundę czasu, który jest mi dany. Chcę gromadzić oliwę do mojej lampy, po to, by w chwili Jego przyjścia płonęła ogniem miłości.