30 stycznia 2023

30 stycznia 2023

Ania Borkowska

Czytania na dzisiaj

Moja koleżanka, która podjęła post Daniela, oparty tylko na owocach i warzywach, opowiedziała mi, jak po krótkim czasie, zaczęła odczuwać głębię smaków. Zwykła marchewka zachwycała ją swoją słodyczą, rozkoszowała się tym, co w codzienności było tylko dodatkiem, wzbogacającym posiłek w niezbędne substancje odżywcze.

Myślę, że każdy z nas doświadczył tego, że odmawiając sobie czegoś, tak naprawdę zyskuje jakąś nową perspektywę. W przypadku jedzenia – radość, bogatsze odczucia smakowe, czasem pożądaną utratę wagi, a jeśli chodzi o inne rzeczy – często jest to wolność, nowy sposób patrzenia na rzeczywistość.

Bardzo często, kiedy ciągle sobie fundujemy przypływ doznań, emocji, dążymy do zaspokojenia tylko tego, co materialne – ogołacamy się z wrażliwości.

Przypatrzmy się dzieciom, które  zasypane zabawkami, nie potrafią cieszyć się nowymi rzeczami lub robią to tylko przez chwilę. Atakowani ciągłymi bodźcami wzrokowymi, słuchowymi, nie rozumiemy ciszy, ona nas nudzi, a czasem przytłacza, zmuszając do zajrzenia w głąb siebie. Skupieni na tym, żeby mieć, ciągle próbujemy nasycić naszą chciwość.

Jak mamy w takich warunkach spotkać się z Bogiem, który jest zawsze delikatny, którego natchnienia są słyszane w ciszy, w zatrzymaniu się, który chce mówić do nas w czasie intymnego spotkania?

Jak zrozumieć Jego działanie w świecie, w naszym życiu, jeśli nie wpuszczamy Go do wypełnionych innymi sprawami, nasyconych światem wnętrz?

W dzisiejszej Ewangelii, Chrystus dokonuje cudu uwolnienia opętanego. Posyła  wiele duchów nieczystych, które go dręczyły, w stado świń. Te z kolei, kończą swój żywot wpadając w otchłań jeziora. Mężczyzna odzyskuje pełnię władzy nad sobą, zdrowie. Jednak ludzi widzących to, zamiast radości, napełnia strach.

„Pasterze zaś uciekli i rozpowiedzieli o tym w mieście i po osiedlach. A ludzie wyszli zobaczyć, co się stało. Gdy przyszli do Jezusa, ujrzeli opętanego, który miał w sobie „legion”, jak siedział ubrany i przy zdrowych zmysłach. Strach ich ogarnął. A ci, którzy widzieli, opowiedzieli im, co się stało z opętanym, a także o świniach. Wtedy zaczęli go prosić, żeby odszedł z ich granic”.
(Mk 5, 14-17)

Co powoduje taką dziwną reakcję? Tak wielu przecież poszukiwało Jezusa, pragnęło, by dłużej pozostawał w ich okolicach, by działał, uzdrawiał, nauczał.

Czyżby Gerazeńczycy przedkładali wartości materialne nad dobro człowieka, nad jego uzdrowienie, uwolnienie z sideł szatańskich?

Myślę, że oni najzwyczajniej przerazili się, iż przyjęcie Jezusa będzie wymagało poniesienia jakiejś straty. To ona stanowiła bramę, przez którą nie chcieli wpuścić Mesjasza.

Nie potrafili przejść nad tym, co zmysłowe, ludzkie, światowe, by spotkać, to co niezniszczalne, co może stać się ich skarbem na wieczność.

Ilu ludzi w dzisiejszym świecie boi się Chrystusa, postrzega Go jako tego, który zabiera, pozbawia wszystkiego, co przyjemne, co daje satysfakcję. Myślę, że taka postawa wynika z nieznajomości naszego Pana oraz z przyzwolenia, by wypełniała nas "doczesność".

Chrystus nie jest tym, który zabiera. To dzięki Niemu możemy patrzeć na nasze życie i wszystko, co posiadamy, z perspektywy, która przynosi wolność i nasycenie. Dostrzegamy prawdziwe dobro i zaczynamy odrzucać wszystko, co mu nie służy, a pomnażać to, co zwraca ku niemu. Wszystko: pieniądze, nasze talenty, wszelkie dobra materialne, urodę, zaradność, poddajemy Jemu, by nas prowadził i pozwalał to wykorzystywać dla budowania swego Królestwa. Wtedy możemy dokonywać tego, co pożyteczne, co napełnia głębokim szczęściem i pokojem.

Taką postawę mieli wielcy bohaterowie i prorocy Starego Testamentu. Oni żyli w całkowitym oddaniu Bogu wszystkiego, co posiadali, co stanowiło ich jestestwo. Dzięki temu dokonali czynów wielkich i sprawiedliwych.

„I cóż jeszcze mam powiedzieć? Nie starczyłoby mi bowiem czasu na opowiadanie o Gedeonie, Baraku, Samsonie, Jeftem, Dawidzie, Samuelu i o prorokach, którzy dzięki wierze zdobyli królestwa, dokonali czynów sprawiedliwych, otrzymali obietnice, zamknęli paszcze lwom, przygasili żar ognia, uniknęli ostrzy miecza i wyleczyli się z niemocy, stali się bohaterami w walce i do ucieczki zmusili nieprzyjacielskie szyki. Dzięki dokonanym przez nich wskrzeszeniom niewiasty otrzymały swoich zmarłych”.
(Hbr 11, 32-35a)

Zawierzenie Bogu i cuda, które działy się przez ich ręce, nie pomogły im w uniknięciu trudności. Świat nie potrafił przyjąć tego, co za ich pośrednictwem pragnął ofiarować Bóg - życia w Duchu i Prawdzie.

„Jedni ponieśli katusze, nie przyjąwszy uwolnienia, aby otrzymać lepsze zmartwychwstanie. Inni zaś doznali zelżywości i biczowania, a nadto kajdan i więzienia. Kamienowano ich, przerzynano piłą, kuszono, przebijano mieczem; tułali się w skórach owczych, kozich, w nędzy, w utrapieniu, w ucisku – świat nie był ich wart – i błąkali się po pustyniach i górach i po jaskiniach i rozpadlinach ziemi”.
(Hbr 11, 35b-38)

Syty świat nie przyjmuje Boga i Jego Słowa, odrzuca tych, którzy pragną Mu służyć. Pomimo znaków, które się dokonują, nie chce zaangażowania, nie chce podjąć „ryzyka” wypłynięcia na głębię.

Smutne jest życie człowieka, który stawia to, co namacalne, zmysłowe, ponad to, co chociaż niewidzialne, najbardziej cenne, co jest skarbem, którego nie zostaniemy pozbawieni aż po życie wieczne.

Jedyną drogą przyjęcia Chrystusa, przyjęcia panowania Boga, Jego Królestwa, jest nasza wolna decyzja, prośba, by uwolnił nasze serca od tego, co ziemskie, co nie służy naszemu dobru, a wypełnił je swoim błogosławieństwem, prawdą i miłością.

Zróbmy sobie post od zgiełku, od tego, czym atakuje nas codzienność. Kto wie, może usłyszymy delikatne pukanie naszego Pana, który zaprasza nas do większych rzeczy?

💡
Panie proszę Cię, aby pomimo niezrozumienia ze strony świata, Twoje dzieci były gotowe wypełniać Twą świętą wolę. Pozwól nam odkryć piękno tego wszystkiego, do czego nas zapraszasz.