Wyobraźmy sobie następującą sytuację: ulicę wypełnia tłum ludzi zmierzających w jednym kierunku. Wszyscy wydają się być pewni drogi, którą obrali. Wiedzą, że idąc nią, dotrą do celu. Napotykane znaki informacyjne, ale przede wszystkim mnogość ludzi, którzy podążają tą samą trasą, daje im pewność, że są we właściwym miejscu. Nagle pojawia się ktoś, kto próbuje pójść pod prąd, nie po to, żeby utrudnić innym przemieszczanie się, ale dlatego, że wierzy, iż po tej drugiej stronie może spotkać Boga, a w Nim odnaleźć sens życia, uzdrowienie, wszystko, czego potrzebuje, co najcenniejsze. Spotykając się z niezrozumieniem ze strony innych, wyśmianiem, może nawet złością, czy negatywną oceną podąża za Tym, który wymyka się wszelkim prawom i rozumowym rozkminom, który spotykając się z wiarą człowieka może uczynić wszystko.
Trzeba mieć odwagę, by zachować się inaczej niż większość. Trzeba mieć wiarę, by zaufać Bogu, wbrew faktom, dziejącym się wydarzeniom. Trzeba mieć pragnienie, by zaczerpnąć Wody Żywej, podczas gdy inni uważają ją za przesąd, martwy rytuał.
W dzisiejszej Ewangelii wodzimy dwie osoby, które zachowują się odmiennie niż większość. Wiara w Bożą moc popycha je do uczynienia czegoś sprzecznego z wiedzą medyczną, logicznym myśleniem. Pierwszą z nich jest kobieta cierpiąca od dwunastu lat na krwotok:
„A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele wycierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Posłyszała o Jezusie, więc weszła z tyłu między tłum i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: Żebym choć dotknęła Jego płaszcza, a będę zdrowa. Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w swym ciele, że jest uleczona z dolegliwości”. (Mk 5, 25-29)
drugą - przełożony synagogi – Jair:
„Wtedy przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair. Gdy Go ujrzał, upadł Mu do nóg i prosił usilnie: Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła...Gdy On jeszcze mówił, przyszli ludzie od przełożonego synagogi i donieśli: Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela? Lecz Jezus, słysząc, co mówiono, rzekł do przełożonego synagogi: Nie bój się, wierz tylko!” (Mk 5, 22-23, 35-36)
W obu przedstawionych sytuacjach, ludzie oczekujący cudu, muszą zmierzyć się z tłumem, który jakby przeszkadza, działa na przekór, próbuje osłabić wiarę, wymusić rezygnację.
Kobieta przedziera się wytrwale przez całe mnóstwo ludzi, by dotknąć płaszcza Jezusa. Pomimo trudności nie poddaje się. Wiara daje jej siłę, by nie pozwolić się odepchnąć, odciągnąć od bliskości Pana. Podobnie czyni Jair – nie zważając na zawodzenie tłumu, wyśmiewanie, na fakty, które mu przedstawiają inni, wchodzi z Jezusem do pomieszczenia, w którym znajduje się jego zmarła córka, wierząc, że Jezus Chrystus jest w stanie przywrócić jej życie.
Zarówno Jair jak i chora kobieta, doświadczają cudu. Ich wiara staje się przestrzenią, w której Bóg może objawić swą moc:
„Nie bój się, wierz tylko!” (Mk 5, 36b.)
„Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź wolna od swej dolegliwości”. (Mk 5, 34b.)
Jakże wiele cudów moglibyśmy pewnie oglądać w naszym życiu, gdybyśmy oderwali się od faktów, od różnych przekonań, doświadczeń, od tego, co mówią i myślą inni, gdybyśmy odważyli się na krok wiary, na zrobienie czegoś wbrew utartym sposobom postępowania.
Być może dzisiaj jest dobry dzień na to, by zastanowić się komu bardziej ufamy – Bogu, czy temu, co myślą i mówią ludzie wokół, logicznym argumentom, czy Bożej wszechmocy?
“Jezus wziął na siebie nasze słabości i dźwigał nasze choroby”. (Por. Mt 8, 17)