Bardzo zachwycają mnie ludzie pokorni – tacy, którzy nie muszą błyszczeć w świetle reflektorów, którzy nie gonią za uznaniem i pochwałami, ale z uwagi na miłość do Chrystusa, potrafią usunąć się w cień, pozwolić, by inni mogli doświadczyć wywyższenia.
Moim wielkim pragnieniem jest być właśnie taką osobą. Prosiłam dzisiaj o to Chrystusa w modlitwie. Wiem, że tylko On może przemienić moje serce w taki sposób, by celem moich działań, nie było nigdy zdobycie poklasku wśród ludzi, lecz by On sam stał się moim spełnieniem i oczekiwaną nagrodą.
Święty Paweł zachęca nas dzisiaj w pierwszym czytaniu:
„Nie gońce za wielkością, lecz niech was pociąga to, co pokorne”. (Rz 12, 16b)
Spróbuj odpowiedzieć sobie na pytania: za czym gonisz w swoim życiu? Co motywuje Cię do podejmowania określonych działań? W co wkładasz swoją energię i wysiłki? Co lub kto jest obiektem Twoich tęsknot?
Zastanawiam się, jak w dzisiejszym, nastawionym na sukces świecie, możliwe jest podążanie za tym, co pokorne. Jak możliwe jest oddawanie pierwszeństwa innym, zrezygnowanie z jakiś określonych zaszczytów, niesienie umocnienia innym, zapominanie o sobie?
Myślę, że taka postawa może stać się rzeczywistością, tylko wtedy, gdy Chrystus będzie naszą jedyną miłością, gdy będziemy w Niego nieustannie wpatrzeni i Nim zachwyceni.
Święty Paweł pisze we wspomnianym Liście:
„Bądźcie płomiennego ducha. Pełnijcie służbę Panu. Weselcie się nadzieją. W ucisku bądźcie cierpliwi, w modlitwie – wytrwali”. (Rz 12, 11b–12)
Potrzeba nam nieustannie odrywać się od tego, co ziemskie, spoglądać w górę. Spędzając czas na modlitwie z Bogiem, napełniamy się Jego Obecnością i to ona sprawia, że nasz duch płonie miłością, która potrafi dawać, która pragnie dobra naszych braci i sióstr.
Sami z siebie nie wyprodukujemy pokory. Ona jest darem, efektem naszej bliskości z Bogiem, naszej miłości do Niego. Kochając Go jesteśmy w stanie, po ludzku, coś stracić. Nie potrzebujemy mieć za wszelką cenę racji, uznania wśród innych. Nie jest to nam niezbędne do tego, byśmy czuli się szczęśliwi, byśmy mieli w sercu pokój.
Wierzę, że tylko wywyższenie, które daje Bóg może być pożyteczne i prawdziwe. Tylko ono może dać nam prawdziwą radość. On wie, czego nam potrzeba i widzi wszystkie nasze starania. On zna najlepiej nasze motywacje oraz intencje i nigdy nie zapomina dobra, które uczyniliśmy ze względu na Niego.
Myślę, że wspaniałą Przewodniczką po drogach pokory, może być dla nas Maryja, która w odczytywanym dzisiaj Magnificat, mówi:
„Wielbi dusza moja Pana i raduje się duch mój w Bogu, Zbawicielu moim. Bo wejrzał na uniżenie swojej służebnicy. Oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia, gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny, a Jego imię jest święte”. (Łk 1, 46b-49)
oraz:
"Okazał moc swego ramienia, rozproszył pyszniących się zamysłami serc swoich. Strącił władców z tronu, a wywyższył pokornych”. (Łk 1, 51-52)
Maryja doskonale wie, że drogą do życia w Bożej bliskości, do tego, by Bóg słyszał i odpowiadał na nasze wołania, jest pokora. Ona pozwala, by to wszystko, co Bóg ma dla każdego z nas, mogło się wylać z Jego miłującego serca.
Bóg pragnie naszego spełnienia, wywyższenia, chce nam ukazać naszą niezniszczalną godność, chce byśmy współpracując z Nim przyczyniali się do rozszerzania Jego Królestwa na ziemi. Przeszkodą, która to uniemożliwia jest brak pokory, brak uniżenia przed Tym, który jest Panem Nieba i Ziemi, Alfą i Omegą, Początkiem i Końcem.