Bardzo często, kiedy w ciszy mojej izdebki, wznoszę ręce do Boga, kiedy Go uwielbiam, wołam, by objawił swoją moc, wylał swego Ducha, doświadczam niezwykłego poruszenia. Wiem, że Pan wysłuchuje moich pragnień i przychodzi, by wypełnić moje serce. Czuję Jego świętą Obecność. Niby nic się nie zmienia w moim otoczeniu. Moja izdebka pozostaje taka sama, wszystko wokół jest na dawnym miejscu...A ja? Wierzę, że każde spotkanie z Panem przemienia mnie. Wierzę, że z każdego z nich wychodzę odrobinę inna, lepsza. Czy ta zmiana jest widoczna od razu, czy potrafię natychmiast być bardziej cierpliwą, współczującą? Czy umiem lepiej słuchać moich bliskich, nie szukać poklasku? Oczywiście, że nie... Jestem wciąż w drodze, wciąż wzdycham i tęsknię za tym, by móc kochać, tak jak kocha Bóg, by oddać Mu całą moją codzienność, wypełniać Jego słodki plan, czynić tylko dobro.
Nasze życie doczesne jest i pozostanie, swego rodzaju, zmaganiem, walką. Nigdy nie da nam pełnego nasycenia. Wypełnione będzie, do końca naszych dni, tęsknotą za czymś więcej, za czymś lepszym, doskonalszym.
W dzisiejszym pierwszym czytaniu słyszymy:
“Wiemy przecież, że całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia. Lecz nie tylko ono, ale i my sami, którzy już posiadamy pierwsze dary Ducha, i my również całą swoją istotą wzdychamy, oczekując przybrania za synów - odkupienia naszego ciała. W nadziei bowiem już jesteśmy zbawieni”. (Rz 8, 22-24a.)
Bycie w ciele niesie wiele ograniczeń - tych fizycznych i psychicznych. Wciąż zmagamy się z naszymi wadami, niedomaganiami, słabościami, czasem chorobami. Doświadczamy naszej niewystarczalności w sprawach doczesnych, ale i także, duchowych. Żyjemy jakby za zasłoną, która oddziela nas od Bożej rzeczywistości. Czasem bujamy w obłokach myśląc, że wiemy już tak wiele, po czym lądujemy na twardym gruncie, ze świadomością naszej małości, braku zrozumienia wielu spraw.
Życie ludzkie to proces. Żyć to znaczy rozwijać się stopniowo, ciągle. W każdej dziedzinie potrzebny jest nam czas. Nie da się osiągnąć określonych sprawności, zdobyć wiedzy, rozwiązać wszystkich problemów, odpowiedzieć na wszystkie pytanie w jednej chwili. Podobnie jest z życiem duchowym. Ono się rozwija w nas dzięki wierze. Wiara pozwala nam otwierać się na Bożą rzeczywistość, czyni przestrzeń, by Boży Duch mógł wypełniać nas coraz bardziej.
Piękny jest obraz Bożego królestwa przedstawiony w Ewangelii:
“Jezus mówił: Do czego podobne jest królestwo Boże i z czym mam je porównać? Podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posiał w swoim ogrodzie. Wyrosło i stało się wielkim drzewem, tak że ptaki podniebne zagnieździły się na jego gałęziach. I mówił dalej: Z czym mam porównać królestwo Boże? Podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż wszystko się zakwasiło”. (Łk 13, 18-21)Panie, proszę Cię, umocnij wiarę swoich dzieci. Niech ona będzie poręką tych dóbr, których oczekujemy, rzeczywistości, za którymi tak bardzo tęsknimy. (Por. Hbr 11,1)
Chcąc wzrastać w wierze, doskonalić się w miłości, musimy dać sobie czas. Każda roślina jest najpierw małym ziarenkiem. Każdy zaczyn potrzebuje odpowiedniej ilości czasu, by zakwasić całe ciasto. Nic nie dzieje się natychmiast.
Prośmy dzisiaj Pana o cierpliwość, o zrozumienie sensu oczekiwania, o wyzbycie się ducha tego świata, który chce mieć wszystko od zaraz, który mami ułudą szybkiego sukcesu.