4 kwietnia 2023

4 kwietnia 2023

Ania Borkowska

Czytania na dzisiaj

Wiele lat temu, gdy rozpoczynałam moją przygodę ze Słowem Bożym, bardzo często rozważałam wybrane fragmenty Pisma Świętego, które Bóg wskazywał mi w czasie modlitwy. Nie zapomnę nigdy chwil, kiedy po raz pierwszy w swoim życiu doświadczałam żywego dialogu z Bogiem, kiedy Pan, na moją prośbę, obdarowywał mnie konkretnym Słowem. Jedno z nich noszę do dzisiaj w moim sercu. Jest to Psalm 121, który nadaje kierunek mojemu życiu i sprawia, że generalnie, w mojej codzienności, dominuje optymizm i wiara, że Bóg ma mnie zawsze w swoich miłujących dłoniach. Oto jego fragment:

„Pan cię strzeże,
Pan twoim cieniem przy twym boku prawym.
Za dnia nie porazi cię słońce,
ni księżyc wśród nocy.
Pan cię uchroni od zła wszelkiego:
czuwa nad twoim życiem.
Pan będzie strzegł twego wyjścia i przyjścia
teraz i po wszystkie czasy”.

Wszystkie działania, które podejmowałam do tej pory i te, które teraz są moim udziałem, osadzają się na pewności, iż Bóg jest po mojej stronie. Wiele inicjatyw, wystąpień, spotkań, nie byłoby dla mnie możliwych do przejścia, gdybym nie miała świadomości, że wchodzę w nie razem z Bogiem, że to On jest Tym, który pragnąc, abym wykonała jakieś zadanie, wyposaży mnie w odpowiednie do tego zasoby.

Wzruszające jest dla mnie dzisiejsze pierwsze czytanie:

„Powołał mnie Pan już z łona mej matki, od jej wnętrzności wspomniał moje imię. Ostrym mieczem uczynił me usta, w cieniu swej ręki mnie ukrył. Uczynił ze mnie strzałę zaostrzoną, utaił mnie w swoim kołczanie”. (Iz 49, 1b-2)

Każdego z nas Bóg wyczekiwał na tym świecie, wołał po imieniu. Każdy z nas ukryty jest w Jego dłoniach, o każdego z nas troszczy się z taką samą delikatnością i czułością. Nawet jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy lub nie żyjemy tą prawdą na co dzień, ona dotyka nas nieustannie.

Psalm mówi:

„Bo Ty, mój Boże , jesteś moją nadzieją,
Panie, tobie ufam od młodości.
Ty byłeś moją podporą od dnia narodzin,
od łona matki moim opiekunem.
Moje usta będą głosiły Twoją sprawiedliwość
i przez cały dzień Twoją pomoc,
bo nawet nie znam jej miary.
Boże, Ty mnie uczyłeś od mojej młodości
i do tej chwili głoszę Twoje cuda”. (Ps 71(70), 5-6.15-17)

Bóg jest z nami od dnia naszych narodzin do końca naszej ziemskiej pielgrzymki. Nie przestaje walczyć o każdego z osobna, pragnie byśmy spędzili z Nim wieczność.

Myślę, że często nie zdajemy sobie sprawy, jak wielka jest Boża miłość i jak ogromne pragnienie, by obdarować nas tym, co najlepsze. Nie zauważamy sytuacji, w których Pan okazuje nam swoją pomoc, chroni przed niebezpieczeństwami, prowadzi. A On przecież czuwa nieustannie, nie śpi, nie odpoczywa. Po prostu z nami jest.

Otwarcie się na dar Bożej opieki, troski, świadomość, iż On trwa przy nas w każdej sytuacji i współdziała we wszystkim dla naszego dobra sprawia, że możemy z nadzieją i odwagą wchodzić w różne, przekraczające nas po ludzku, wydarzenia. Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego także i ludzie w Nim zanurzeni są w stanie dokonywać niesamowitych czynów, dzięki którym Boża wszechmoc staje się czytelna dla innych. Takie osoby stwarzają  przestrzeń,  by Bóg mógł działać. Otwierają się na Niego, dają Mu swoje zaangażowanie, pracę, a On wlewa w ich wnętrza potrzebne łaski, dary, talenty, stwarza odpowiednie okazje, posyła konkretnych ludzi. Całe dobro, które wydarza się w ich życiu i które mogą nieść innym, jest efektem ich współpracy z Bogiem.

Jezus jest dla nas doskonałym wzorem otwarcia na Ojca, na Jego wolę. Wszystko, co czynił, łącznie z dziełem Odkupienia, było owocem trwania w Bogu. Jezus i Ojciec stanowili jedno. Bóg doznawał chwały przez działanie Syna, a jednocześnie sam otaczał Syna chwałą:

„Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony. Jeżeli Bóg został w Nim otoczony chwałą, to i Bóg Go otoczy chwałą w sobie samym, i to zaraz Go chwałą otoczy”. (13, 31-32)

Pięknie byłoby, gdybyśmy dążyli w naszym życiu do zespolenia z Bogiem, do tego, by nasze pragnienia i czyny były zgodne z Jego wolą, byśmy nosili w naszych sercach takie same tęsknoty, jakie nosi On sam. O ile lepszy stałby się wtedy świat…

Spróbujmy w tym Wielkim Tygodniu wyostrzyć nasz wzrok na Chrystusa, który umiera za każdego z nas, który oddaje wszystko, co ma, kim jest, by uratować Ciebie i mnie. Czy można uczynić coś więcej , by okazać swą miłość, zatroskanie, by udowodnić, że Jemu na nas naprawdę zależy?

Wielki Tydzień

Wszystkie słowa świata w tych Świętych Dniach milkną,
tchną ubóstwem w obliczu Miłości,
która wyciągając ręce z Krzyża,
przenika na wskroś historii bieg,
która, nie zna granic czasu,
ogarnia sobą przeszłość i ku temu, co nadejdzie wyrywa się.

Ona nosiła mnie w swym Sercu,
choć jeszcze nie nastał żaden mój dzień.
Rozerwała pęta grzechu,  
który ku wiecznemu potępieniu chciał prowadzić mnie.
Pozwoliła, że w ramiona Boga Ojca,
jako dziecko mogę wtulać się.
Zrodziła dar Sakramentów,
co pewną drogą do Raju wiodą mnie.

Wpatruję się w Ciebie, o Jezu, Słodki Zbawicielu mój.
Dostrzegam samotność, ogołocenie,
zdradę Judasza, konania ból.

Ty nie cofnąłeś swej twarzy przed zniewagami i opluciem.
W Ogrójcu i na Kalwarii, zalanymi krwią oczami,
widziałeś mnie.
Twe wierne miłowanie, Twa troska o człowieka,
przed okrutnym cierpieniem
nie cofnęły się.

Nic nie mówię, lecz jestem,
w tajemnicy Odkupienia zanurzam się.
Przyjmij mą cichość, trwanie przy Tobie -
niech one we wdzięczność przerodzą się.
Niech owocują pójściem za Tobą,
prostym „tak” dla Twej woli na każdy dzień,
naśladowaniem Miłości z Nieba,
która trudu nie lęka się.