Wielu z nas udało się wczoraj, cotygodniowym zwyczajem, na Eucharystię. Często nie wyobrażamy sobie przeżywania niedzieli bez Mszy Świętej. Brak możliwości uczestniczenia w niej rodzi w nas jakiś brak, smutek.
Przyznam, że od lat szkolnych nigdy nie opuściłam niedzielnej Uczty Eucharystycznej(oczywiście poza przypadkami chorób, które uniemożliwiały mi to). Teraz, także nasze dzieci traktują wyjazd w niedzielę do Kościoła, jako coś normalnego – coś, co się odbywa regularnie, niezależnie od pogody, czy naszego „widzimisię”. To jest wydarzenie, w którym bierzemy udział całą naszą rodziną w każdy pierwszy dzień tygodnia oraz w każde święto.
Chrystus udaje się w dzisiejszej Ewangelii do synagogi. Dla Niego jest to także zwyczaj, normalność, która przynależy do dnia szabatu.
„Jezus przyszedł do Nazaretu, gdzie się wychował. W dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi i powstał, aby czytać”. (Łk 4, 16)
Ważny jest jednak powód, dla którego Nasz Pan to czyni. On chce karmić się tam Słowem Bożym. Rozważać je, doświadczać jego życiodajnej siły, prawdziwości i skuteczności. Wie doskonale, że jest ono sposobem komunikacji z Ojcem, miejscem, w którym objawia się Jego wola, w którym Bóg mówi do człowieka bardzo konkretnie i osobiście:
„Podano Mu księgę proroka Izajasza. Rozwinąwszy księgę, znalazł miejsce, gdzie było napisane: Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski Pana. Zwinąwszy księgę, oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Niego utkwione. Począł więc mówić do nich: Dziś spełniły się te słowa Pisma, które słyszeliście”. (Łk 4, 17-21)
Chrystus odczytując fragment Słowa odnajduje w nim prawdę o sobie samym. Słowo jest dla Niego, czymś realnym, żywym, czymś co się staje ciałem w Jego życiu. Jest pewien, że to sam Ojciec mówi poprzez Księgę Pisma o Jego misji, ukazując Mu, kim jest w Jego oczach.
Nie zawsze w przeszłości, zdawałam sobie sprawę z tego, że Bóg chce we Mszy Świętej mówić do mnie bardzo intymnie, że pragnie dawać mi określone natchnienia, odkrywać prawdę o mnie samej.
Dzięki Niemu, od wielu już lat, Msza Święta, jest dla mnie czymś innym niż obowiązkiem, czy uczynieniem zadość rodzinnej tradycji. Jest ona pokarmem dla mojej duszy, rzeczywistym spotkaniem z Bogiem w Jego Słowie i Komunii Świętej. Jest momentem, w którym On wypełnia moje serce swoją najprawdziwszą obecnością.
Zastanawiam się, czy zawsze, w czasie Mszy Świętej moje oczy wpatrzone są w Chrystusa, tak jak były wpatrzone w synagodze oczy Jego słuchaczy. Muszę stwierdzić z przykrością, że nie. Pewne jest jednak, że staram się przywoływać samą siebie do porządku. Pomimo rozproszeń wracam nieustannie myślą do faktu, iż On jest rzeczywiście obecny pośród zgromadzonego w Jego imię ludu, że ofiarowuje siebie Ojcu w jakiejś tajemniczej miłosnej wymianie, w której blasku ja także mogę się zanurzyć.
Być może do końca moich dni nie zrozumiem Eucharystii i nie będę zdolna odkryć tego, co się dokonuje w czasie jej celebracji. Chcę jednak uczestniczyć w niej jak najczęściej. Pragnę przychodzić na nią taka jaką jestem, ze swoją słabością, ułomnością, nosząc w sercu ogromne pragnienie coraz pełniejszego otwierania się na to święte wydarzenie.
A Jak wygląda Twoje spotkanie z Chrystusem w Eucharystii? Czy masz świadomość, że On, tak jak w Nazarecie, staje na ambonie i głosi Słowo, kierując je konkretnie do Ciebie? Czy przyjmujesz napomnienia, pocieszenia, które to Słowo niesie? Czy je rozważasz, czy dajesz mu szansę, aby stało się ciałem w Twoim życiu?
Jeśli nie, spróbuj to zmienić, a każda kolejna Eucharystia nie będzie dla Ciebie zaliczeniem obowiązku, ale wytęsknionym momentem, w którym usłyszysz Boże wołanie, w którym ucieszysz się tym, że Bóg mówi do Ciebie po imieniu. Może otworzysz się na życie, które przelewa się z kart Świetej Księgi, ożywiając to co w nas słabe lub martwe.
Zachęcam Cię drogi Bracie i droga Siostro do zapoznania się ze Słowem dzień lub nawet kilka dni przed planowaną Eucharystią. W ten sposób dasz sobie szansę, by usłyszeć to, co Bóg chce do Ciebie powiedzieć. W ten sposób Słowo będzie mogło rozpalać Twoje serce, wywołując tęsknotę za podjęciem dialogu z Tym, który Cię naprawdę umiłował.