Co roku, na Niedzielę Męki Pańskiej, przygotowuję z dziećmi palemkę. Do jej wykonania używamy gałązek z różnych drzew i krzewów. Po poświęceniu, wspólnie wykonane dzieło, umieszczamy w wazoniku. Kilka lat temu nasza palemka stała na tyle długo w wodzie, że zdążyła wypuścić korzonki. Zdjęta litością nad pełną życia rośliną, wkopałam ją do ziemi. Dzisiaj jest ona bujnym drzewem, które daje cień, przynosi ukojenie i ochłodę w upalne dni.
My także jesteśmy powołani do tego, by nieść innym pomoc, dawać wsparcie, by wyzbywać się egoizmu, a wzrastać w miłości. Ten duchowy i emocjonalny rozwój dokonać się może tylko wtedy, gdy się na niego zgodzimy, gdy będziemy świadomie współpracować z Bożą łaską, zgadzać się na ból obumierania własnego „ego”.
Można być na zewnątrz dojrzałym człowiekiem, mieć głowę pokrytą siwymi włosami, a w środku wciąż piastować, żądne uwagi innych i skupiające się tylko na sobie, niemowlę.
Święty Paweł pisze w swoim liście:
„Nie mogłem, bracia, przemawiać do was jako do ludzi duchowych, lecz jako do cielesnych, jako do niemowląt w Chrystusie. Mleko wam dawałem, a nie pokarm stały, bo byliście słabi; zresztą i nadal nie jesteście mocni. Ciągle przecież jeszcze jesteście cieleśni. Jeżeli bowiem jest między wami zawiść i niezgoda, to czyż nie jesteście cieleśni i nie postępujecie tylko po ludzku? Skoro jeden mówi „Ja jestem Pawła”, a drugi: „Ja Apollosa”, to czyż nie postępujecie tylko po ludzku?” (1 Kor 3, 1-4)
Hołubienie własnego ”ja” zamyka nas na innych ludzi. Sprawia, że nie jesteśmy zdolni zrezygnować z jakiś przywilejów, racji, po to, by mogło dokonać się większe dobro. Ogranicza nasze postrzeganie rzeczywistości, uniemożliwia rozwój i wniesienie cennego wkładu w rzeczywistość, w której żyjemy.
Człowiek egoistycznie nastawiony ciągle skupia się na sobie, na tym, czego mu brakuje, stając się przez to niezdolnym do wychodzenia naprzeciw potrzebom innych ludzi.
W dzisiejszej Ewangelii czytamy:
„A wysoka gorączka trawiła teściową Szymona. I prosili Go za nią. On, stanąwszy nad nią, rozkazał gorączce, i opuściła ją. Zaraz też wstała uzdrowiona i usługiwała im”. (Łk 4, 38b-39)
Jednym z przejawów uzdrawiającego nas dotknięcia Boga jest pojawienie się w naszych sercach pragnienia, aby służyć innym i podejmowanie bardzo konkretnych czynów miłości i miłosierdzia – zawsze na miarę naszej indywidualnej sytuacji. Czasem będzie to zwyczajny uśmiech, a niejednokrotnie pomoc, która wymagać będzie od nas wysiłku i poświęcenia.
Zastanów się drogi Bracie i droga Siostro, jak często używasz słowa „ja”…
Może warto zatrzymać się chwilę, gdy masz ochotę je wypowiedzieć i zastanowić, czy naprawdę warto, czy tak trzeba, czy jest inna droga…
Nie hamujmy naszym „ja” Bożego „JA”, które pragnie udzielać się poprzez nas bliźnim.