Pewnie zdarzyło Ci się, drogi Bracie i droga Siostro, niejeden raz, stanąć w obliczu trudnej sytuacji, zetknąć się z problemem, który Cię przerastał lub spadł na Ciebie zupełnie niespodziewanie. Przypomnij sobie, jak w takich momentach reagowałeś (reagowałaś)? Czy paraliżowały Cię one, powodując wycofanie, nadmierne zamartwianie się, niezdolność do podjęcia potrzebnych kroków? Czy towarzyszył Ci wtedy lęk o przyszłość i teraźniejszość?
Czy raczej wypełniał Cię pokój, wynikający z pewności, że w łodzi Twojego życia, płynie z Tobą Ten, który ma moc uciszyć, jednym swoim słowem, największe i najgroźniejsze fale, który zawsze pragnie Twojego dobra?
W dzisiejszym Słowie Bożym czytamy:
“Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości oraz trzeźwego myślenia”. (2Tm 1, 7)
Boży Duch pragnie okazywać w naszym życiu swoją moc. Otwierając się na Niego, jesteśmy w stanie pokonywać, z odwagą, różne trudności, ale także przeciwstawić się lękowi, który próbuje nas zastraszyć, wprowadzić w meandry rozczarowania, a czasem nawet – w stany depresyjne.
Myślę, że nasze reakcje na trudności, odkrywając z jednej strony nasz charakter, w dużym stopniu obrazują także poziom zaufania do Boga. Ukazują kim On tak naprawdę dla nas jest – czy Mocarzem, który wszystko może uczynić, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych, czy też kimś, kto nie ma znaczącego wpływu na nasze życie i na rzeczywistość, w której się poruszamy.
Uleganie lękowi, pogrążanie się w nim może świadczyć o tym, że jeszcze zbyt mało w nas wiary i prawdziwego poznania Boga.
Ewangelia mówi:
“Co się zaś tyczy umarłych, że zmartwychwstaną, to czy nie czytaliście w księdze Mojżesza, tam gdzie mowa o krzewie, jak Bóg powiedział do niego: “Ja jestem Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba”? Nie jest On Bogiem umarłych, lecz żywych. Jesteście w wielkim błędzie”. (Mk 12, 26-27)
My naprawdę nie mamy podstaw do ulegania lękowi, pozwalania, by nas oplatał pozbawiał energii i entuzjazmu. Wszyscy jesteśmy dziećmi wszechmocnego Boga – Tego, którego władza rozpościera się nad tym co doczesne, ale sięga także w wieczność. On żyje i działa tu i teraz, obejmuje przeszłość i przyszłość, Jego troskliwy wzrok spoczywa na każdym stworzeniu.
Cóż zatem zrobić, by móc doświadczyć w swoim życiu, w większym stopniu, Jego mocy?
Odpowiedź daje nam św. Paweł, który kieruje do Tymoteusza następujące słowa:
“Z tej właśnie przyczyny przypominam ci, abyś rozpalił na nowo charyzmat Boży, który jest w tobie od nałożenia moich rąk”. (2Tm 1, 6)
W Sakramencie Chrztu Świętego i Bierzmowania zostaliśmy namaszczeni Duchem Świętym. On jest w nas obecny nieustannie. Musimy jednak ciągle troszczyć się o to, by sprawy doczesne nie zagłuszyły w nas Jego głosu. Musimy otwierać się na Jego plany i pomysły, podjąć bardzo konkretną i regularną współpracę z Nim.
Przyzywajmy Go. Otwierajmy na Niego nasze serca i umysły. Zawierzajmy Mu każdy kolejny dzień, a wtedy zobaczymy zmiany w naszym zachowaniu, podejściu do problemów. On da nam siłę, by nie poddać się, by żyć pełnią.