5 lipca 2023

5 lipca 2023

Ania Borkowska

Czytania na dzisiaj

Blisko 17 lat temu, podjęliśmy z Mężem decyzję o wyjeździe z Polski. Była ona odpowiedzią na cały szereg wydarzeń, które ukazywały nam coraz jaśniej, iż nadszedł czas zmian w naszym życiu. Michał otrzymał bardzo dobrą pracę w Holandii. Na początku musiał jednak wyjechać na trzymiesięczne szkolenie do Kanady. Uzgodniliśmy, że do czasu jego powrotu z dalekiego kraju, będę mieszkać w Polsce.

Zostałam sama. Wtedy zaczęły się moje wątpliwości i nadmierne rozważania dotyczące mojej sytuacji. Miałam zostawić wszystko, w co włożyłam tak dużo serca, energii, wysiłku – to, co dawało tak wiele radości i poczucia, że jestem na swoim miejscu. W mojej głowie roiło się tysiące pomysłów, łącznie z takimi, że co dwa tygodnie będę przyjeżdżała na kilka dni do Szczecina, na umówione wcześniej spotkania. Plan dość idiotyczny, zważywszy na odległość pomiędzy naszym nowym miejscem zamieszkania, a moją dotychczasową pracą. Osoby, które mnie otaczały w tamtym czasie, trochę utrudniały mi racjonalny osąd, pokazując, że jestem niezbędna, że dla wielu ludzi moja obecność w Szczecinie jest bardzo ważna.

Stałam na rozdrożu, prosząc Pana o wsparcie. Nie wyobrażałam sobie życia małżeńskiego, przeplatanego ciągłymi wyjazdami, z drugiej strony nie chciałam opuścić tego, co było moje, znajome, co dawało pomoc i wsparcie tak wielu osobom. Pan Bóg pracował nade mną około sześciu miesięcy, rozluźniając węzły, którymi mocno przytwierdziłam się do mojej ugruntowanej, bezpiecznej pozycji. Zaczęły atakować mnie choroby, które nie pozwalały mi zwyczajnie na pracę. Okoliczności torowały powoli drogę do podjęcia ostatecznej, całkowicie wolnej decyzji. Pan Bóg otwierał mi oczy i pozwalał  przypatrywać się rzeczywistości Jego spojrzeniem. Pamiętam moment, w którym przejrzałam całkowicie i zostałam napełniona przekonaniem o tym, jakie jest jedyne, zgodne z Jego wolą wyjście z tego labiryntu. Pewien znajomy – będący dla mnie autorytetem w sprawach małżeńsko - rodzinnych, którego zaprosiłam na rekolekcje z poradnictwa rodzinnego, w rozmowie ze mną, stwierdził tak po prostu, bez żadnych wątpliwości, zawahania, że miejsce żony jest przy mężu i że na tym świecie nie ma ludzi niezastąpionych. Pamiętam jego słowa do dziś: „Takich Ań znajdzie się wiele na twoje miejsce”.  W jednym momencie wszystko stało się dla mnie jasne i oczywiste. Pan Bóg otworzył mi oczy. Wtedy tak jakby, po raz drugi, wybrałam Michała na mojego męża, chcąc zawsze być przy jego boku. Pan pobłogosławił tą decyzję dając nam syna, na którego czekaliśmy blisko 8 lat.

Dzisiaj w pierwszym czytaniu, przedstawiona jest niezwykle bolesna sytuacja, kiedy to Abraham, na polecenie swojej żony, potwierdzone przez Boga, oddala swoją niewolnicę Hagar wraz z ich wspólnym synem Izmaelem. Zagubiona na pustyni, pozbawiona pożywienia i wody kobieta staje w obliczu niebezpieczeństwa śmierci własnej i syna. Nie mogąc patrzeć na cierpienie dziecka , układa go pod krzewem i odchodzi, pozostając w pewnej odległości. Zamyka swoje oczy, by nie widzieć tragedii, która ma nadejść. Jedynym, co jest w stanie, w tej sytuacji, wydobyć z siebie, jest głośny płacz.

Myślę, że dość często zdarza się, że w zetknięciu z problemami, dramatami, wielu ludzi wchodzi w ciemność beznadziei, zasklepiając się w swoim bólu. Nie wierzą oni, że coś może się zmienić. Ta nieumiejętność dostrzeżenia możliwości ocalenia, sprawia, że wydaje się im, iż obiektywnie sytuacja jest nie do rozwiązania. Tymczasem dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. On znajduje wyjście z każdego zagmatwanego położenia. On jest przecież Bogiem wszechmogącym.

Historia Hagar skończyła się szczęśliwie:

„Ale Bóg usłyszał jęk chłopca i Anioł Boży zawołał na Hagar z nieba: Cóż ci to, Hagar? Nie lękaj się, bo usłyszał Bóg jęk chłopca tam leżącego. Wstań, podnieś chłopca i weź go za rękę, bo uczynię z niego wielki naród, Po czym Bóg otworzył jej oczy i ujrzała studnię z wodą; a ona poszła, napełniła bukłak wodą i dała chłopcu pić. Bóg był z chłopcem, a ten rósł. Mieszkał on na pustyni i stał się łucznikiem”. (Rdz 21, 17-20)

Matka Izmaela pozwoliła, by Bóg otworzył jej oczy. Dzięki temu dostrzegła ratunek. Uwierzyła, że ją i jej syna może spotkać coś dobrego, że Bóg ma niezwykły plan także dla jej dziecka.

Tak bardzo wiele w życiu zależy od nas. Od naszej postawy, otwartości na Bożą perspektywę. Tkwienie w świecie własnych pomysłów na szczęście, sukces, własnych problemów, którym przypisujemy jakąś niezwykłą moc, sprawia, że zamykamy Bogu możliwość dotarcia do nas z Jego nieograniczoną łaską. Bóg jest tak twórczy, tak często zaskakuje, pokazując wyjście, stwarzając okoliczności, stawiając na naszej drodze odpowiednich ludzi.  Naszym zadaniem jest tylko wejść w ten plan, nie związywać Wszechmocnemu rąk naszą niewiarą, powątpiewaniem.

Gadareńczycy, opisani w dzisiejszej Ewangelii, niestety nie pozwolili, by Bóg mógł objawić im swoją perspektywę. Ograniczyli Mu możliwość działania poprzez przywiązanie do czysto ludzkich, ekonomicznych kalkulacji. Utrata ogromnej ilości świń zatopionych w jeziorze sprawiła, iż nie wpuścili Jezusa do swoich granic. Skończony rachunek ekonomiczny wygrał z nieskończoną, nieograniczoną łaską, której mogli doświadczyć spotykając się z Jezusem:

„Wtedy całe miasto wyszło na spotkanie Jezusa: a gdy Go ujrzeli, prosili, żeby opuścił ich granice”. (Mt 8, 34)

Prośmy Boga, aby oczyszczał nas z braku wiary w Jego nieograniczoną moc, w Jego pomysłowość. Błagajmy, by nasze małe, przyziemne sprawy, problemy, które często sami pielęgnujemy, nie blokowały  tego wszystkiego, co dla nas przygotował w swoim miłosierdziu. Przyjmijmy z wiarą słowa Psalmu:

„Oto biedak zawołał i Pan go usłyszał
i uwolnił od wszelkiego ucisku.
Anioł Pański otacza szańcem bogobojnych,
aby ich ocalić”. (Ps 34(33), 7-8)
Panie, spraw, abyśmy nie bali się otworzyć oczu na „nowe”, które dla nas przygotowałeś. Niech przekonania, schematy myślowe, które ograniczają naszą perspektywę, rozbiją się w zetknięciu z Twoją, niczym nieskrępowaną wizją naszego życia.