Kobiety, które urodziły dziecko, wiedzą doskonale, że nie da się precyzyjnie wyznaczyć chwili porodu. Owszem znamy przybliżoną jego datę, spodziewamy się, że zobaczymy nasze maleństwo w jakimś określonym przedziale czasowym, ale dokładny dzień i godzina tego wydarzenia są przed nami zakryte. Nie mniej jednak każda z nas wie, że ono w końcu nadejdzie i każda z nas jest przygotowana na jego przeżycie, na podjęcie wysiłku, który jest z nim złączony.
Pamiętam jak było w przypadku naszej córki. Choć czułam, że chwila spotkania z nią twarzą w twarz jest coraz bliżej, nie wiedziałam kiedy ją urodzę. Prowadziłam normalne życie, wykonując swoje codzienne obowiązki. Jednocześnie wszystko było uszykowane na przyjęcie dziecka – łóżeczko, ubranka i walizka z rzeczami, które mieliśmy zabrać do szpitala. Kiedy 21 października 2016 roku, po bardzo intensywnie przeżytym dniu, położyłam się na chwilkę, marząc o odpoczynku, Faustynka zapragnęła ujrzeć świat. Moje plany prysnęły jak bańka mydlana. Chwilę wcześniej myślałam, że muszę zregenerować siły, żeby móc sprostać zadaniu, które przede mną. Ten dzień nie wydawał mi się odpowiedni na poród. A jednak stało się inaczej. Gdybym mogła sama go wybrać, pewnie wolałabym, aby był to moment, kiedy jestem bardziej zrelaksowana i wypoczęta. Pomimo wszystkich niedogodności, dałam radę, ponieważ tak naprawdę żyłam w ciągłej gotowości na to, co miało nastąpić w nieznanym dla mnie momencie.
Bóg mówi dzisiaj do nas poprzez Świętego Pawła o konieczności bycia gotowym na przyjście powtórne przyjście Pana:
„Nie potrzeba wam, bracia pisać o czasach i chwilach, sami bowiem wiecie, że dzień Pański przyjdzie tak jak złodziej w nocy. Kiedy bowiem będą mówić: Pokój i bezpieczeństwo – tak niespodzianie przyjdzie na nich zagłada, jak bóle na brzemienną, i nie umkną. Ale wy bracia, nie jesteście w ciemnościach, aby ów dzień miał was zaskoczyć jak złodziej. Wszyscy wy bowiem jesteście synami światłości i synami dnia. Nie jesteśmy synami nocy ani ciemności. Nie śpijmy przeto jak inni, ale czuwajmy i bądźmy trzeźwi”. (1 Tes 5, 1-6)
Myślę, że większość z nas wierzących, ma świadomość, iż Dzień Pański w kiedyś nadejdzie. Nie wiemy jednak zupełnie, kiedy to nastąpi, może nawet nie myślimy o tym zbyt często. Być może żyjemy na tym świecie, dając się pochłonąć całkowicie sprawom ziemskim.
A co byłoby, gdyby dzisiaj nadszedł Jezus, gdyby to właśnie dzisiaj 5 września 2023 roku zstąpił na obłokach ponownie na ziemię?
Czy moglibyśmy spojrzeć na Niego bez lęku jak na kogoś oczekiwanego, umiłowanego, kogoś kogo znamy, komu ufamy?
Czy, pomimo trosk doczesnych, zabiegania, zajmowania się przeróżnymi obowiązkami, trwamy zwróceni ku Niemu, w Nim zanurzeni?
Jeśli tak, nie powinno być w nas żadnych obaw. Jesteśmy bowiem podobni do owej brzemiennej kobiety, która prowadząc zwyczajne życie, jest w stanie w każdej chwili pozostawić wszystko, by spotkać się z maleństwem, którego jeszcze, pomimo niezwykłej z nim bliskości, nigdy nie tuliła w ramionach.
Żyjąc w Chrystusie, z Chrystusem i dzięki Chrystusowi cały czas jesteśmy zatopieni w Jego świetle, należymy do Niego, więc tak naprawdę moment Jego ponownego przyjścia nie jest istotny. Niemniej jednak pragnieniem wielu jest, by nadszedł jak najszybciej. Przecież wtedy ujrzymy na własne oczy Pana, którego do tej pory „oglądaliśmy’ i odczuwaliśmy za pośrednictwem wiary.
Bóg przeznaczył nas do życia wiecznego, do przebywania w swojej Obecności:
„Ponieważ nie przeznaczył nas Bóg na to, abyśmy zasłużyli na gniew, ale na osiągnięcie zbawienia przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa, który za nas umarł, abyśmy – żywi czy umarli - razem z Nim żyli”. (1 Tes 5, 9-10).
Już teraz mamy możemy cieszyć się przedsmakiem tych niezwykłych rzeczy, na które czekamy. Bóg nieustannie przychodzi do nas w Eucharystii, w swoim Słowie. Chce być bliski i znany, chce być kimś na kogo czekamy, do kogo wyrywają się nasze serca.
Prośmy Pana słowami dzisiejszego Psalmu, abyśmy zawsze żyli w Jego bliskości, aby Jego dom był naszym teraz i na wieczność.
żebym mógł zawsze przebywać w Jego domu,
abym kosztował słodyczy Pana,
stale się radował Jego świątynią”. (Ps 27(26), 4)