Kilka miesięcy temu, w czasie podróży do Polski, musiałam spędzić około piętnastu minut w zatłoczonym, dusznym autobusie. Czekając na otwarcie samolotu, staliśmy na płycie lotniska, ściśnięci jak „sardynki w puszce”, pozbawieni dopływu orzeźwiającego powietrza. Marzyłam wtedy o bardzo przyziemnej rzeczy – pragnęłam, aby drzwi pojazdu otworzyły się, aby chłodny powiew dotknął mojej twarzy.
To przykre doświadczenie nie trwało na szczęście długo - po chwili mogłam wyjść na zewnątrz i odetchnąć z ulgą.
Iluż jest jednak wśród nas ludzi, którzy duszą się latami w swoich negatywnych, zgniłych myślach, osądach, którzy nie otwierają drzwi swoich serc i umysłów na uzdrawiający powiew Bożej łaski…
Można żyć oddychając tylko częściowo, nie łapiąc powietrza pełną piersią, nie wykorzystując swoich możliwości, talentów, darów. Można wierzyć kłamstwom na własny temat, a nawet pozwolić im rozpanoszyć się w głowie, powtarzając je jak mantrę. Można pielęgnować sieć, która zniewala, tłamsi, konserwować ją, aby przypadkiem nie porwała się i nie wypuściła nas na zewnątrz – tam, gdzie przestrzeń, gdzie można będzie zrobić coś nowego, gdzie czeka na nas Jego miłujące spojrzenie – wzrok, który podnosi, który mówi: „Jesteś wystarczający! Jesteś wystarczająca! Dasz radę uczynić wszystko, do czego cię powołam! Mam dla ciebie wspaniały plan!”
W dzisiejszej Ewangelii czytamy:
„Pewnego razu – gdy tłum cisnął się do Jezusa, aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret – zobaczył dwie łodzie stojące przy brzegu; rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy. Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: „Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów!” A Szymon odpowiedział: „Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i nic nie ułowiliśmy. Lecz na twoje słowo zarzucę sieci”. Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać”.
(Łk 5, 1-6)
Piotr i jego towarzysze robią to, co zawsze, co znają bardzo dobrze. To jest ich chleb powszedni, monotonia dnia codziennego. Prawdopodobnie nie podejrzewają, że może ich spotkać jeszcze coś więcej, że jest przed nimi jakaś niezwykła przygoda – droga, która poprowadzi ku rozwojowi, ku dojrzałości, ku pełni.
Piękne jest w nich jednak to, że wykorzystują okazję, aby spróbować czegoś nowego. Nie czynią tego jednak, dając posłuch pierwszemu lepszemu człowiekowi - obdarzają zaufaniem Chrystusa, który pociąga ich niezwykłością swojej nauki i mocą.
Posłuszeństwo Mistrzowi, które wyraża się w odbiciu od brzegu, zarzuceniu sieci wbrew ludzkiej logice, pozwala doświadczyć tym prostym rybakom cudu i czyni ich zdolnymi do wykonania kolejnego kroku w głąb:
„A Jezus rzekł do Szymona: „Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił”. I wyciągnąwszy łodzie na ląd, zostawili wszystko i poszli za Nim”. (Łk 5, 10b-11)
Bóg nie chce, abyśmy tkwili bezczynnie w jakimś jednym miejscu, byśmy poddawali się, osłabiającym naszą chęć działania i zmiany, myślom. Jesteśmy zaproszeni, by wypływać z Nim coraz dalej, coraz głębiej – tam, gdzie będziemy mogli rozpościerać skrzydła, łapać w żagle wiatr Jego Ducha, gdzie niemożliwe będzie stawać się możliwym.