6 kwietnia 2022

6 kwietnia 2022

Ania Borkowska

Czytania na dzisiaj

W ubiegłym tygodniu byłam świadkiem ciekawej sytuacji. Moja córka chciała umówić się z koleżanką. Podeszły do mnie obie po lekcjach, w towarzystwie mamy dziewczynki, pytając o pozwolenie. Niestety nie mogłam się zgodzić, bo Faustynka obiecała już dzień wcześniej spotkanie innej koleżance. Przypomniałam jej o tym i kiedy chciałam wytłumaczyć to spokojnie tej drugiej dziewczynce, pocieszyć ją troszeczkę, ku mojemu zdziwieniu, dostrzegłam, że mała w ogóle mnie nie słucha. Obracała głowę w poszukiwaniu innej okazji, w końcu pobiegła do jakiejś koleżanki, licząc na to, że uda jej się jeszcze spełnić plany zabawowe. Nie uzyskała tego, co chciała więc nie była zainteresowana rozmową ze mną.

Wydaje mi się, że dość często zachowujemy się wobec Boga właśnie w ten sposób. Kiedy wszystko toczy się zgodnie z naszymi planami, według naszych pomysłów, jest On nawet miłym dodatkiem do naszego życia. Chcemy Jego błogosławieństwa, spełniania wyrażanych przez nas próśb i oczekiwań.

Gdy natomiast przychodzi sytuacja próby i nasze nadzieje rozpadają się, gdy przychodzi nam stawić czoło jakimś trudnościom, szukamy innych zabezpieczeń, próbujemy na własną rękę znaleźć rozwiązanie.

O ile w przypadku małej dziewczynki, próba szukania koleżanki do zabawy, może być nazwana zaradnością, sprytem, o tyle w życiu duchowym, traktowanie Boga jak maszynkę do spełniania naszych życzeń jest niedopuszczalne.

Pan Bóg pokazuje nam dzisiaj, w pierwszym czytaniu, trzech młodzieńców, którzy ufają Mu w każdej sytuacji, będąc przygotowanymi przyjąć wszystko z Jego ręki - zarówno ratunek, jak i śmierć z powodu wierności Jego prawom.

„Jeżeli nasz Bóg, któremu służymy, zechce nas wybawić z rozpalonego pieca, może nas wyratować z twej ręki, królu! Jeśli zaś nie, wiedz, królu, że nie będziemy czcić twego boga ani oddawać pokłonu złotemu posągowi, który wzniosłeś.” (Dn 3, 17-18)

Szadrak, Meszak i Abed-Nego nie stawiają Bogu żadnych warunków, ale powierzają się cali Jego miłosierdziu.

Tak bardzo chciałabym, aby moja wiara i zaufanie Bogu, były niezależne od położenia, w którym się znajdę, od problemów, jakie mnie spotkają. Dużo jeszcze przede mną, ale staram się powierzać Mu każdą sprawę, wielbić Go w dostatku i braku, w radości i smutku, w dobrym samopoczuciu i w chorobie czy bólu. To początek drogi, ale wierzę, że poprzez wierność małym rzeczom, można uczyć się ufać także w wielkich sprawach.

Kluczem do tego jest danie Bogu dojścia do naszych serc, pozwolenie, aby On nas przemieniał na modlitwie, rozważaniu Jego Słowa i uzdalniał do coraz większej miłości. Potrzeba tak zwyczajne stanąć przed Nim, bez udawania i upiększania siebie.  Wtedy mamy szansę poznać prawdę, która nas wyzwoli (Por. J 8, 32) i sprawi, że nie będziemy się już bać niczego, z wyjątkiem grzechu.

Panie spraw, abyśmy otworzyli Tobie na oścież drzwi naszych serc, byśmy oddali Ci tron, który często zajmujemy sami, czyniąc siebie Panami naszego życia. Niech nasze uwielbienie płynie do Ciebie nie tylko w chwilach radości, ale także w czasie różnych prób i doświadczeń.