Dziś rano, po odprowadzeniu córki do szkoły, weszłam do kościoła na chwilę modlitwy. Klęcząc w kaplicy, wsłuchiwałam się w Słowo Boże. W pewnym momencie do moich uszu doszła muzyka, którą wyśpiewywał wiatr. On dopomógł mi wejść w głębię spotkania z moim Ojcem. Słuchałam jego opowieści o wielkości Boga, który go stworzył, który nad nim panuje, który może uciszyć go w jednej chwili, sprawić, że jego gwałtowne porywy zamienią się w delikatne muśnięcia. Słowa jego pieśni były dla mnie streszczeniem, dzisiejszych czytań:
“O głębokości bogactw, mądrości i wiedzy Boga! Jakże niezbadane są Jego wyroki i nie do wyśledzenia Jego drogi! Kto bowiem poznał myśl Pana, albo kto był Jego doradcą? Lub kto Go pierwszy obdarował, aby nawzajem otrzymać odpłatę? Albowiem z Niego i przez Niego, i dla Niego jest wszystko. Jemu chwała na wieki! Amen”. (Rz 11, 33-36)
Bóg jest wielki, niesamowity, niezgłębiony. Nie jesteśmy w stanie objąć Go naszym ludzkim myśleniem. On wymyka się naszym zmysłom, jest ponad wszystkim.
Nasz sposób rozumowania, postrzegania rzeczywistości jest tak bardzo ograniczony. On może wszystko. On potrafi znaleźć rozwiązanie najtrudniejszych problemów. Dla Niego nie ma rzeczy niemożliwych.
Dość często zdarza mi się towarzyszyć różnym osobom w ich trudach i cierpieniu. Niejednokrotnie nie mogę dać im niczego więcej, oprócz mojej obecności, chwili uwagi, zainteresowania. Mam jednak pewność, że Bóg jest większy od wszystkich chorób, od wszystkich zagmatwanych sytuacji życiowych. On zna już rozwiązania. On ma już lekarstwa na każde niedomaganie. On już przygotował bardzo konkretnych ludzi, przez których będzie mógł dokonać zamierzonych przez siebie dzieł. Jedyne, czego potrzebuje to nasze zaufanie, rzucenie się w głębię Jego miłości i miłosierdzia.
Bóg przekracza nasze wszelkie wyobrażenia. Ilekroć doznaję na modlitwie łaski wejścia w Obecność Boga, moje serce pała niezwykłą radością, połączoną z podziwem, ze świadomością własnej małości, ale jednocześnie pewnością bycia kochaną bezwarunkowo.
Jedyne, co mam ochotę wtedy robić to upaść na twarz i trwać przed Bogiem w uniżeniu.
On jest wielki – ja mała. Do Niego należy wszystko – ja nie mam niczego, czym nie byłabym przez Niego obdarowana. Mój Bóg jest naprawdę wielki, wspaniały i dobry.
Chcę Mu służyć, wypełniać Jego Świętą Wolę. Chcę być Jego uczennicą. Wiem, że ta droga doprowadzi mnie do poznania prawdy, zgodnie ze słowami wersetu przed Ewangelią:
“Jeżeli trwacie w nauce mojej, jesteście prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę”. (J 8, 31b-32a).
Moim pragnieniem jest przybliżać się coraz bardziej do prawdy o mnie samej, o życiu, o miłości, powołaniu człowieka. Wiem, że jest ona dostępna tylko w Bogu, na drodze współpracy z Nim, na wprowadzaniu w codzienność Jego, jakże innej od naszej, logiki – logiki miłowania, nawet, gdy nie doświadczamy miłości z drugiej strony, logiki bezinteresowności, logiki nieszukania nagrody i uznania:
“Lecz kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych. A będziesz szczęśliwy, ponieważ nie mają tobie się czym odwdzięczyć; odpłatę bowiem otrzymasz przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych”. (Łk 14, 13-14)