Czasem, słysząc opowieści starszych ludzi o tym, jakich wyczynów dokonywali w młodości, oglądając zdjęcia, ukazujące ich piękno i siłę, musimy nieźle wysilić nasz umysł, aby to wszystko przyjąć jako rzeczywistość, która się naprawdę wydarzyła. Zadajemy sobie pytania: Jak to możliwe, że ten ledwo poruszający się człowiek, wygrywał kiedyś zawody sportowe, był pilotem, czy walczył w obronie ojczyzny? Jak, babcia która leży przykuta do łóżka, była w stanie wychować pięcioro dzieci, wnosząc w ich życie mnóstwo radości i pokoju? Trudno pogodzić niemoc wzmagającą się wraz z upływem lat z witalnością, która kiedyś była obecna w życiu.
Lata naszego ziemskiego życia płyną, a my zmieniamy się wraz z nimi. Najpierw uczymy się, nabywamy określone umiejętności. Później służymy nimi innym ludziom. Wreszcie siły coraz bardziej nas opuszczają, nie pozwalając wykonywać tego wszystkiego, co kiedyś było dla nas normalnością. Stajemy twarzą w twarz z niemożnością, różnego rodzaju barierami. To powoduje, że inni ludzie przestają oczekiwać od nas rzeczy przekraczających nasze możliwości. Godzą się z naszą ograniczonością, dając nam więcej spokoju, możliwości odpoczynku.
Mam wrażenie, że wielu współczesnych chrześcijan, traktuje w podobny sposób Boga, nie spodziewając się z Jego strony niczego nadzwyczajnego. Posyłają Go często na bezterminowy urlop, próbując układać sobie wszystko o własnych siłach.
Ukazywany nam dzisiaj obraz Boga stwarzającego Świat (Por. Rdz 1, 1-19), postrzegamy jako historię, która się kiedyś wydarzyła - taką, która ma niewiele wspólnego z naszym życiem. Może i Bóg powołał z nicości to wszystko, co nas otacza. Ale to już przeszłość. Coś, co się wydarzyło dawno, dawno temu. Można by jeszcze dodać, za górami i za lasami i włożyć pomiędzy bajki, które będziemy wspominać z rozrzewnieniem.
Podobnie możemy uczynić z treścią Ewangelii, która mówi:
„Ludzie biegali po całej owej okolicy i zaczęli znosić na noszach chorych tam, gdzie jak słyszeli, przebywa. I gdziekolwiek wchodził do wsi, do miast, czy osad, kładli chorych na otwartych miejscach i prosili Go, żeby ci choć frędzli u Jego płaszcza mogli dotknąć. A wszyscy, którzy się Go dotknęli,
odzyskiwali zdrowie”. (Mk 6, 55-56)
Myślę, że większość ludzi, czytając o cudach, których dokonywał Chrystus podczas swego ziemskiego życia, wzrusza się. Niektórzy dostrzegają w sercu malutkie światełko, iskierkę wiary – wyraz tęsknoty za takim, pełnym mocy Bogiem. Niestety często pozostają oni tylko na tym emocjonalnym poziomie. Marzą o tym, jak wspaniale byłoby, gdyby Jezus chodził teraz po ich okolicy i uzdrawiał… Może nawet żałują, że nie urodzili się w tamtej rzeczywistości.
Tymczasem nie widać tłumów, które cisnęłyby się do Chrystusa obecnego w Eucharystii, w Sakramencie Pokuty i Pojednania, które spędzałyby czas na modlitwie, uwielbieniu. Czyżby to był inny Chrystus? Czyżby posiadał mniejszą moc, przychodził z gorszymi łaskami lub też całkowicie był pozbawiony nadprzyrodzonej siły?
Zastanówmy się, czy my tak naprawdę wierzymy w Jego żywą obecność, we Wszechmoc, która w Nim mieszka. To jest przecież ten sam Chrystus, który uzdrawiał kiedyś, do którego lgnęły tłumy. On pragnie to wszystko czynić także dziś. To ten sam Bóg, który stworzył Niebo i Ziemię – Panów Pan, Królów Król. Jego pragnieniem jest bliska relacja z każdym z nas. On chce, aby nasze serca biły dla Niego, obdarzając miłością i zaufaniem. Chce spotykać się z nami, objawiać swą niezmierzoną potęgę, zamieniać nasze kamienne serca na serca z ciała.
Aby to wszystko stało się naszym udziałem, musimy rozpoznać Naszego Pana, przychodzić do Niego, tak jak ludzie z dzisiejszej Ewangelii:
„Gdy Jezus i uczniowie Jego się przeprawili, przypłynęli do ziemi Genezaret i przybili do brzegu. Skoro wysiedli z łodzi, zaraz Go rozpoznano”.(Mk 6, 53-54)
Rozpoznać mogę tylko kogoś, kogo choć trochę znam. Nie pójdę za obcym, o którym nic nie wiem. Może słyszałeś (słyszałaś) od innych o Chrystusie? Może sam (sama) kiedyś miałeś (miałaś) z Nim jakąś relację? A może należysz do tych, którzy jeszcze zupełnie nie skosztowali słodyczy Pana?
Wołaj szczerze do Niego, a On na pewno odpowie. Pozwoli Ci poznać swoją dobroć i wszechmoc i zaspokoi najgłębsze pragnienia Twojego serca. Zobaczysz, że WSZYSTKO CZEGO POTRZEBUJESZ jest blisko ciebie, dostępne na wyciągnięcie ręki.