Święto Świętych Apostołów Filipa i Jakuba
Zawsze, gdy dostrzegam w jakimś dziecku podobieństwo do jego rodziców lub jednego z nich, wypełnia mnie zdumienie połączone z zachwytem. Niesamowite jest to, że w wielu przypadkach, patrząc na nieznajome osoby możemy określić, niemal ze stuprocentową pewnością, ich pokrewieństwo. Pomagają nam w tym, nie tylko cechy morfologiczne, ale także gesty, spojrzenie, uśmiech.
Ciekawym jest to, że owo podobieństwo jest łatwo rozpoznawalne z zewnątrz, przez osoby trzecie. Ludzie, których dotyczy często go nie widzą.
Dziś w Ewangelii Ewangelii czytamy:
“Rzekł do Niego Filip: Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy. Odpowiedział mu Jezus: Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie widzi, widzi także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: Pokaż nam Ojca? Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie?” (J 14, 8-10a.)
Chrystus jest obrazem Ojca. Poznając Go, poznajemy jednocześnie Boga Ojca.
Jeśli chodzi o ludzi, podobieństwo jest często tylko zewnętrzne. Oczywiście możemy mieć pewne cechy charakteru zbliżone do naszych rodziców, ale nigdy nie będziemy z nimi tożsami. Nigdy nie będę mogła powiedzieć nikomu: Popatrz na mnie, a zobaczysz moją mamę, czy mojego tatę.
W przypadku Boga jest inaczej. Chrystus i Ojciec stanowią jedno. Syn został posłany, aby ukazać nam, jaki jest Ojciec. Zbliżając się do Niego, poznając Go wnikamy powoli w tajemnicę Boga.
Chrystus nie jest tylko podobny do Ojca. On trwa w Ojcu, a Ojciec w Nim. Skutkiem tego wzajemnego “trwania” są dzieła, których dokonuje Jezus.
Dzisiejsze Słowo jest, według mnie, zaproszeniem do zbliżenia się do Chrystusa, do oddania Mu swojego serca, po to, by mógł w Nim zamieszkać i czynić nas podobnymi do siebie, a tym samym do Ojca, po to, by mógł dokonywać, także przez nas, niezwykłych dzieł.
Pamiętajmy, że o podobieństwie do Ojca decyduje nasz sposób życia, a nie wyobrażenia o sobie, czy pragnienia, które nosimy wewnątrz.
Może warto znaleźć czas na ciszę, zamknąć oczy i poprosić Ducha Świętego, by oprowadził nas po naszych sercach. Ile w nich miłości, ile przebaczenia, pokory? Czy są choć trochę podobne do Serca Chrystusowego?
Czy inni patrząc na nasze zachowanie, wybory, sposób odnoszenia się do bliźnich, spojrzenie, gesty, są w stanie dostrzec dobroć Boga?
Czy możemy z czystym sumieniem nazwać siebie chrześcijanami?
Nie uciekajmy od takich pytań. Szczere odpowiedzi na nie mogą nam bardzo pomóc w uczynieniu naszych wnętrz otwartymi na przemieniające działanie łaski Bożej. To właśnie ona, połączona z naszą ufnością, zaangażowaniem maluje w naszych sercach coraz bardziej wyraźny wizerunek Chrystusa.
Marzę o tym, by być podobną do Boga, a Ty drogi Bracie i droga Siostro?