Wczoraj siedziałam na placu zabaw, obserwując jak moja córka bawi się z innymi dziećmi. W pewnym momencie stwierdzałam, że wolną chwilę, którą otrzymałam w darze, mogę wykorzystać na dokończenie pisania moich rozważań. Nie zastanawiając się długo, wsiadłam na rower i za kilkanaście minut zameldowałam się na placu z zeszytem i długopisem. Usiadłam przy drewnianym stole, na słońcu, mając idealne warunki do skoncentrowania się, i wtedy z daleka dostrzegłam kobietę, która siedziała na kamieniu, pilnując swojej wnuczki. Wielokrotnie rozmawiałam z nią. Mam wrażenie, że nasze spotkania zawsze przynosiły nam obu dużo radości i pożytku. Stanęłam przed wyborem: czy mam pisać, czy podejść do niej. Moje serce wołało, aby zostawić własne plany, a wybrać rozmowę. Niestety, wygrała obowiązkowość i egoizm. Pomyślałam: napiszę szybko i później podejdę. Nie miałam jednak już takiej możliwości, bo babcia z wnuczką w ciągu piętnastu minut opuściła plac. Było mi strasznie przykro. Zdałam sobie sprawę z tego, że nie posłuchałam głosu Boga, który przygotował dla mnie coś więcej niż możliwość zrealizowania własnych planów. To, co chciałam robić było dobre, ale to, do czego zapraszał mnie On, było na pewno lepsze. W modlitwie wieczornej przeprosiłam Go za moje zachowanie i oddałam Mu tę kobietę. Myślę jednak, że o wiele więcej dobra mogło dokonać się w naszym bezpośrednim spotkaniu. Nieposłuszeństwo Bogu, Jego wezwaniom, natchnieniom, wybieranie własnych dróg zawsze rodzi niepokój i gorycz. Słyszymy o tym w dzisiejszym pierwszym czytaniu:
“Panu, Bogu naszemu, należna jest sprawiedliwość, nam zaś rumieniec wstydu na twarzy, jak to jest obecnie, oraz każdemu człowiekowi na ziemi judzkiej i mieszkańcom Jeruzalem, królom, zwierzchnikom, kapłanom, prorokom i przodkom naszym, ponieważ zgrzeszyliśmy przed Panem, nie wierzyliśmy Jemu, nie byliśmy posłuszni głosowi Pana, Boga naszego, by pójść za przykazaniami, które nam dał”. (Ba 1, 15-18)
Większość z nas wie, że grzesząc, sami pozbawiamy się łaski Bożej i sprowadzamy na siebie konsekwencje naszych wyborów. Musimy jednak zdawać sobie sprawę, że także zaniedbując dobro działamy przeciw Bogu i sobie. Nie podążając za natchnieniami Ducha, blokujemy zwyczajnie dzieła samego Stwórcy.
Myślę, że każdy z nas zna uczucie spełnienia, rodzące się w sercu idącym za Bogiem, za Jego głosem. Radość, spełnienie, które odczuwamy mówią nam o tym, że nasze postępowanie jest dobre oraz że przynosi dobro innym. Motywują, by wybierać zawsze to, czego pragnie Stwórca.
Chcę, aby jak najmniej było w moim życiu momentów nieposłuszeństwa wobec Bożych natchnień. Wierzę, że każdy chwila spędzona z Bogiem uwrażliwia na Jego głos. Wiem jednak, że to ja zawsze muszę dokonać bardzo konkretnego wyboru, czy za tym głosem pójdę, czy też nie, czy zostawię to, co sobie na dany moment wymyśliłam, co w moich oczach wydaje się niezwykle ważne i pożyteczne, czy uparcie będę wdrażać mój plan.
W śpiewie przed Ewangelią słyszymy:
“Nie zatwardzajcie dzisiaj serc waszych, lecz słuchajcie głosu Pańskiego”.
Obyśmy nie tylko słyszeli głos Pański, ale byli mu posłuszni, podejmując to, do czego nas zaprasza. Obyśmy byli wrażliwi zarówno na mocne działanie Boga, które objawia się w Jego cudach, ale także na delikatne powiewy, muśnięcia Ducha Świętego, który zaprasza nas do bardzo konkretnych czynów, do podjęcia bardzo konkretnych wyborów. Niech nigdy nie usłyszymy z ust Chrystusa słów skierowanych do miast do miast, które były świadkami nauczania i Jego cudów:
“Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! Bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które u was się dokonały, już dawno by się nawróciły, siedząc w worze i popiele. Toteż Tyrowi i Sydonowi lżej będzie na sądzie niżeli wam. A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba masz być wyniesione? Aż do otchłani zejdziesz!” (Łk 10, 13-15)
Niech w naszym życiu będzie jak najwięcej momentów zgodności między tym, do czego zaprasza nas Bóg, a tym, co my wybieramy. Niech stanie się w końcu tak, że będziemy pragnęli i czynili tylko to, czego pragnie Bóg.