Czas letni sprzyja zazwyczaj spotkaniom w gronie rodziny i znajomych. W tym roku odbyłam już z różnymi osobami wiele rozmów, poruszających tematy dotyczące naszego życia, wiary, otaczającej nas rzeczywistości. Po tych wszystkich nasiadówkach, nasuwa mi się jeden zasadniczy wniosek – życie człowieka jest bardzo skomplikowane, bo my jako ludzie jesteśmy trudni, poranieni, ograniczeni w swoim rozumowaniu i odczuwaniu. Różnią nas nie tylko poglądy, ale sposób wychowania, charakter, temperament, doświadczenia życiowe, oczekiwania, poziom wiary. To wszystko sprawia, że tak ciężko budować relacje między małżonkami, rodzicami, a dziećmi, rodzeństwem, krewnymi czy znajomymi. Jeśli nasze kontakty z innymi są powierzchowne, wszystko może wydawać się łatwe, ale gdy chcemy zejść w głąb, zaczynają się schody.
Nie wyobrażam sobie życia bez Boga, Jego pomocy, światła, bez modlitwy, która jest szczerym spotkaniem z Nim, życia pozbawionego mocy sakramentów.
Pan Bóg jest tym, który daje oparcie, który jest stały, przy naszej zmienności, miłujący zawsze – pomimo naszych odejść. On jest Skałą, dzięki której mamy pewność, że nie zapadniemy się w czeluść naszych emocji, pragnień, oczekiwań, rozczarowań. Jest kochającym Ojcem, który zawsze chce naszego prawdziwego dobra i widząc nasze błędne drogi, bardzo cierpi.
Jako rodzice, często doznajemy rozczarowań z powodu zachowania naszych dzieci. Kochamy je i dlatego tak bardzo boli nas każde nieposłuszeństwo dziecka, odejście w stronę zła.
Pan Bóg pokazuje nam dzisiaj swoją czułość i troskę o każdego z nas.
„A przecież ja uczyłem chodzić Efraima, na swe ramiona ich brałem; oni zaś nie rozumieli, że przywracałem im zdrowie. Pociągnąłem ich ludzkimi więzami, a były to więzy miłości.” (Oz 11, 3-4)
Gdybyśmy zechcieli Mu w to uwierzyć, uświadomić sobie, że On jest pośród nas, w nas i przychodzi, aby dać nam życie.
„Nie chcę, aby wybuchnął płomień mego gniewu i Efraima już więcej nie zniszczę, albowiem Bogiem jestem, nie człowiekiem; pośrodku ciebie jestem Ja – Święty, i nie przychodzę, żeby zatracać” (Oz 11, 9)
Porzucić swoje przywiązanie do grzechu, słabości, wad, własnej racji, wyzbyć się egoizmu, targowania o rzeczy mało istotne, nauczyć się ze sobą rozmawiać, odrzucać to, co stoi na przeszkodzie miłości, oddać ster Jezusowi, nie martwiąc się o to, co mniej ważne, a zajmując się tym, co prowadzi do wzrostu dobra – to wygrać życie pełne Bożego błogosławieństwa i pięknych relacji międzyludzkich.
Wskazania Jezusa są proste. To my wszystko strasznie komplikujemy. On mówi jasno i wyraźnie do swoich uczniów, a więc także do każdego z nas:
„Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie. Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani miedzi do swych trzosów. Nie bierzcie w drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski. Wart jest bowiem robotnik swej strawy.” (Mt 10, 7-10)
Najwyższy czas, abyśmy się przebudzili i uświadomili sobie, że Bóg jest pośród nas, przychodzi, aby dać nam życie, a naszym zadaniem jest mu zaufać i przede wszystkim dbać o sprawy Królestwa Bożego, co nie oznacza absolutnie zaniedbania pracy czy obowiązków rodzinnych. Pogłębiając relację z Bogiem, zaczynamy widzieć wszystko we właściwych proporcjach. Tęsknota za Stwórcą sprawia, że poznajemy Go coraz lepiej, a to popycha nas do oddania Mu wszystkich przestrzeni naszego życia. We wszystkim, co czynimy w naszym życiu zawodowym czy prywatnym, możemy oddawać Bogu chwałę i przyczyniać się do rozszerzania Królestwa Bożego na ziemi. Życie religijne i społeczne przenikają się wzajemnie, nie konkurują ze sobą, ale uzupełniają, będąc płaszczyzną spotkania z Bogiem i niesienia Go innym.