Pamiętam dobrze czas, kiedy nasz syn potrafił cieszyć się bardzo małymi, niepozornymi rzeczami. Nie staraliśmy się uszczęśliwiać go na siłę, kupując mu jakieś drogie, wyszukane zabawki. Wybieraliśmy to, co choć drobne, dla niego miało wielką wartość. Kiedy miał 3 latka otrzymał od nas, w prezencie gwiazdkowym, kilka plastykowych rurek odpływowych o różnych przekrojach. Trafiliśmy w dziesiątkę. Paweł potrafił spędzać po kilka godzin spuszczając przez nie małe kuleczki. W innym okresie zadowalał się żaróweczkami. Kiedy indziej promieniował szczęściem, gdy w jego posiadaniu znalazły się dachówki.
Dzisiejsze Słowo Boże zachęca nas:
“Nie gońcie za wielkością, lecz niech was pociąga to, co pokorne”. (Rz 12, 16b)
Myślę, że zdolność doceniania rzeczy małych, cieszenia się nimi, dostrzegania ich – tak bardzo naturalna dla malutkich dzieci – odgrywa niezwykle ważną rolę w życiu nas - dorosłych. Człowiek, którego pociąga to, co drobne, często niezbyt liczące się w tym świecie, łatwiej osiąga poczucie szczęścia, nasycenia oraz jest w stanie rozpoznać to, co naprawdę wartościowe. Często rzeczy najistotniejsze w życiu doczesnym, ale także mające wpływ na naszą wieczność są z pozoru malutkie, niewidowiskowe. Pomoc drugiemu, której nikt nie widzi, za którą nie otrzymuje się hymnów pochwalnych, pochylenie się nad chorym dzieckiem, uśmiech skierowany w stronę mijanego przechodnia, życzliwa modlitwa za potrzebującego wsparcia człowieka, zamienienie paru słów z napotkanym sąsiadem - to wszystko w oczach świata znaczy niewiele, czasem nic. Jednak od tych drobnych czynów, wypełnionych kroplą miłości, zależy wszystko. To one objawiają innym ludziom miłosierne serce Boga, to one przyciągają do Niego innych, pozwalają wrócić zagubionym, otrząsnąć się z letargu śpiącym. To one sprawiają, że jesteśmy wierni naszemu człowieczeństwu, rozwijając w sobie zdolność do miłowania. To one prowadzą nas do coraz głębszego poznania Boga, do coraz większego rozmiłowania się w Nim, a w konsekwencji otwierają nam bramy wiecznego szczęścia.
Podążanie za tym, co pokorne prowadzi nas do Eucharystii i pozwala nam ją lepiej rozumieć. To w niej, w kawałku białego, niepozornego chleba ukrywa się Chrystus, który włada mocą - Król wszechświata. To w tej tak bardzo kruchej hostii prawdziwie obecny jest Ten, który może zmienić nasze życie, pokonując wszelką słabość, grzech, chorobę. Serce pełne pokory jest w stanie poznać tę prawdę i trwać w uniżeniu przed Panem Panów.
Tylko takie serce potrafi wychwycić delikatne powiewy Ducha Świętego i za nimi podążać. Tylko ono zna swoją wartość i wie, że nie zależy ona od zajmowanej pozycji, osiągnięć, ale wynika z tożsamości, którą nadał każdemu z nas Ojciec Niebieski.
Człowiek pokornego serca zna swoje miejsce w świecie i Kościele, nie próbuje czynić tego, co przerasta jego siły, co nie jest jego powołaniem. Rozeznaje własny dar i stara się nim służyć:
“Bracia: Wszyscy razem tworzymy jedno ciało w Chrystusie, a dla siebie nawzajem jesteśmy członkami. Mamy zaś według udzielonej nam łaski różne dary: bądź dar proroctwa – aby go stosować zgodnie z wiarą; bądź to urząd diakona – dla wykonywania czynności diakońskich; bądź urząd nauczyciela – dla wypełniania czynności nauczycielskich; bądź dar upominania – dla karcenia”. (Rz 12, 5-8a)
Prośmy dzisiaj Boga o świadomość tego, że wszystko, co posiadamy otrzymaliśmy od Niego, o wdzięczność za każdy dar i o umiejętność dzielenia się nim z innymi. Niech z powodu naszego nieposłuszeństwa, zapatrzenia w samych siebie, nie ominie nas to, co najcenniejsze. Niech każdy z nas przyjmuje jak najczęściej zaproszenie Chrystusa na Ucztę Eucharystyczną, a kiedyś zasiądzie w Królestwie Niebieskim do uczty wiecznej. (Por. Łk 14, 15-24)