W ubiegłą sobotę przyjechaliśmy dużo wcześniej do kościoła, aby skorzystać z Sakramentu Pokuty i Pojednania, przed Bierzmowaniem naszego syna. W czasie oczekiwania w kolejce, kilka razy spojrzałam na twarze osób, którym Chrystus odpuścił już grzechy. Malował się na nich uśmiech obrazujący piękne uczucia, których doświadczali w swoich wnętrzach.
Jest coś niezwykłego w Sakramentach Świętych. Sprowadzają one moc Bożą, uwalniają, leczą, napełniają siłą.
Zawsze, kiedy odchodzę od kratek konfesjonału, po Spowiedzi Świętej, moje serce zalewa niezwykła radość i pokój. Jestem wtedy w stanie spełnienia, gotowości na wszystko. Wiem, że gdyby, w tym momencie, zatrzęsła się ziemia, gdyby przyszło mi umrzeć, mogłabym zamknąć oczy bez lęku.
Podobnie jest z Komunią Świętą - Obecność Chrystusa owocuje szczęściem nieporównywalnym z niczym innym na tym świecie.
W dzisiejszej Ewangelii czytamy:
“O północy Paweł i Sylas modlili się, śpiewając hymny Bogu. A więźniowie im się przysłuchiwali. Nagle powstało silne trzęsienie ziemi, tak że zachwiały się fundamenty więzienia. Natychmiast otwarły się wszystkie drzwi i ze wszystkich opadły kajdany”. (Dz 16, 25-26)
Nasz Bóg jest pełen mocy. Może uczynić wszystko. Wystarczy jedno Jego słowo, by dokonał się cud. Ilekroć modlimy się z wiarą, ilekroć z wiarą przystępujemy do Sakramentów Świętych, wchodzimy w ten nadprzyrodzony świat - przestrzeń, w której naprawdę wszystko jest możliwe.
Tylko Bóg może uwolnić nas z sideł lęku, nieuleczalnej choroby, wzbudzić nadzieję, wlać w serce pokój w sytuacjach “bez wyjścia”. Nikt, poza Nim, nie jest w stanie rozerwać oplatających nas pęt grzechu, wyzwolić z nałogów, niszczących i ograniczających nas myśli, przywrócić, utraconą przez niewłaściwe wybory, godność.
Wczytując się w dzisiejszą Ewangelię mam pewność, że wszystko, czego doświadczyli Paweł i Sylas, nie jest jakąś ckliwą bajeczką, ale prawdziwą opowieścią o moim Bogu, o naszym Bogu – Mocarzu, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych.