Zawsze odczuwam wielką radość, kiedy widzę, że nasze dzieci potrafią się cieszyć drobnostkami, kiedy nie oczekują jakiś super prezentów, ale wdzięczne są za coś małego, zwykłego. Z rozrzewnieniem wspominamy z Mężem czas, kiedy dwie plastikowe rurki do odpływu, ofiarowane naszemu synowi pod choinkę, były dla niego najwspanialszym prezentem na świecie. Paweł w owym czasie lubił tunele i frajdę sprawiało mu puszczanie kuleczek przez rurki o różnym przekroju.
Niestety, dzisiejszy świat coraz bardziej utrudnia odnajdowanie radości w tym, co najprostsze, co umożliwia rozwój wyobraźni, relacji, co pokazuje, że radość jest tak naprawdę w nas i aby ją wydobyć nie potrzebujemy nie wiadomo czego. Przeciwnie, rozbudzanie w sobie zachcianek, uleganie presji, aby mieć więcej, odczuwać silne uczucia, powoduje, iż wciąż jesteśmy nienasyceni i nie interesuje nas to, co takie zwyczajne, oczywiste, niosące niski ładunek emocjonalny.
Takie zachłanne spojrzenie przenosi się niestety na nasze życie duchowe, które ze swej natury jest trwaniem przy Bogu, ciągłym zmaganiem się z szarą codziennością, które potrzebuje czasu do wzrostu, do przemian. My chcemy mieć tu i teraz. Nie interesują nas procesy długofalowe.
Któż z nas nie chciałby, aby Pan Bóg działał szybciej? By zmieniał naszą sytuację, uzdrawiał serca, rozwiązywał problemy natychmiast, by na naszych oczach działy się cuda, o które prosimy?
Pan Bóg czasami interweniuje w sposób spektakularny, tak jak w dzisiejszym pierwszym czytaniu, gdzie na prośbę proroka Eliasza ogień spalił ofiarę, która biorąc pod uwagę wszelkie prawa fizyczne, nie powinna się zapalić.
„A wówczas spadł ogień od Pana i strawił żertwę i drwa oraz kamienie i muł, jak i też pochłonął wodę z rowu. Cały lud to ujrzał i padł na twarz, a potem rzekł: Naprawdę Pan jest Bogiem! Naprawdę Pan jest Bogiem!” (1 Krl 18, 38-39)
Pan Bóg jest Bogiem cudów, ale dokonuje ich wtedy, gdy spotyka się z wiarą człowieka i gdy cud może przyczynić się do pomnożenia dobra, do pójścia za Chrystusem, do przemiany serc ludzi.
Cud, za wstawiennictwem Eliasza, miał spowodować, że Izraelici zawrócą ze swojej błędnej drogi i przylgną do Jedynego Boga.
Pan Bóg przychodzi w mocy i działa cuda zgodnie ze swoim, najwspanialszym planem. On wie, kiedy i jak poruszyć serca, potrząsnąć kimś, ożywić czyjąś wiarę, zabrać chorobę. On może WSZYSTKO.
Dla mnie niesamowite jest jednak to, że kiedy staram się trwać przy Chrystusie każdego dnia, praktycznie wszystko mogę odbierać jako cud.
Kiedy otwieram rano oczy i patrzę na obraz Jezusa Miłosiernego, dziękuję za nowy dzień, który otrzymałam w darze. Każdy mój oddech, wszystko, co mogę uczynić dla mojej rodziny, każde poświęcenie, bez narzekania, jest dla mnie CUDEM. Obecność moich bliskich, każde dobre poruszenie w moim sercu, za którym pójdę, piękno przyrody, przebaczenie – to wszystko niezwykłe przejawy Bożego działania. Każda Eucharystia, w której uczestniczę – to przecież nic innego, jak CUD. Wychodząc z Kościoła mam w sercu Jezusa – czy może być coś wspanialszego?
Czyż CUDEM nie trzeba uznać Sakramentu Pokuty i Pojednania, kiedy odchodząc od kratek konfesjonału czuję radość i pokój, którego nic nie jest w stanie przewyższyć.
Mogłabym tak długo wymieniać. Tak naprawdę wszystko jest cudem – jestem nim ja i każdy człowiek, z którym się spotykam.
Bądźmy wdzięczni Bogu za wszystko, czym nas obdarowuje, bo przecież bez Niego nie możemy nic osiągnąć, ani uczynić.
Starajmy się dostrzegać wszelkie przejawy Bożego działania i nieustannie zanośmy dziękczynienie naszemu Panu.
Może kiedyś doświadczymy także cudu szczególnego, ale czyż te zwykłe, które mamy na wyciagnięcie ręki nie są równie wspaniałe?