Zawsze z podziwem patrzę na ludzi, którzy są pogodzeni z życiem, którzy w obliczu upływających lat, zmian, które dotykają ich ciała, różnorodnych niedomagań, nie narzekają, nie żyją świetlaną przeszłością, ale przyjmują to wszystko, co niesie kolejny dzień, z pokorą.
Fascynują mnie ludzie prawdziwi, nie próbujący na siłę odgrywać jakiś ról, nie zakładający masek, znający swoją wartość, talenty, zalety, ale także słabości, nie udający idealnych, tacy, którzy odnaleźli swoje miejsce na tym świecie.
Od takich osób można się wiele nauczyć. Są oni często źródłem życiowej mądrości, pokazując swoim przykładem, iż życie jest dynamiczne, przechodzi przez różne etapy, składa się z chwil radości, ale także smutku czy bólu.
Dzisiaj szczególnie doświadczam Boga jako dobrego Ojca, który jest Prawdą i dlatego bardzo pragnie byśmy żyli prawdziwie - tu i teraz i przyjmowali to wszystko, co przynosi dany dzień, określony czas ze świadomością sensu, tego co nas spotyka. Bóg nie chce naszego udawania, oddalania się od rzeczywistości, kamuflowania, pozbawiania nas różnych trudności czy wyzwań. Chce dla nas prawdziwego życia, bo tylko ono może wykrzesać z nas pełnię człowieczeństwa.
Chrystus mówi dziś w Ewangelii:
„Oto ja was posyłam jak owce między wilki. Miejcie się na baczności przed ludźmi! Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować. Nawet przed namiestników i królów będą was prowadzić z mego powodu, na świadectwo im i poganom.” (Mt 10, 16a. 17-18)
Nasz Pan nie obiecuje nam pozbawionego przeszkód życia, wręcz przeciwnie – zapowiada prześladowania i rozłamy:
„Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią.” (Mt 10, 21)
Cały wszechświat jest w mocy Boga, to On jest Panem i Stwórcą wszystkiego, ale na świecie panoszy się także zło, zbierając konkretne żniwo, są owce, ale także i wilki – taka jest prawda o naszej rzeczywistości. Dopóki część ludzkości będzie wchodzić w skórę wilka, dopóty na świecie będą wojny, prześladowania, grzech, wyzysk, pogardzanie drugim człowiekiem, cierpienie niewinnych.
Dopóki owce nie będą poddane i posłuszne pasterzowi, dopóty narażają się na różne bolączki, zagrożenia, lęki.
Ale to jest tylko jedna część prawdy o naszym życiu. Jest jeszcze ta druga – pocieszająca i optymistyczna, bez której ta pierwsza oznaczałaby dla nas pewną porażkę.
Bóg chce nas leczyć, uzdrawiać, przemieniać wszystko, co tak słabe i grzeszne:
„Uleczę ich niewierność, szczodrze obdarzę ich miłością, bo gniew mój odwrócił się od nich. Stanę się jakby rosą dla Izraela, tak że rozkwitnie jak lilia i jak topola zapuści korzenie. Rozwiną się jego latorośle, będzie wspaniały jak drzewo oliwne, woń jego będzie jak woń Libanu. (Oz 14, 5-7)
Bóg jak rosa – jakże piękne porównanie – rosa, która jest tak bardzo delikatna, która nie uszkadza rośliny, ale stopniowo ją nawadnia, pozwalając żyć i rozwijać się.
O, jak bardzo pragnę być taką rośliną, na której spoczywa Boża rosa – ożywcza, ale nie dająca odczuć swego ciężaru, tak bardzo potrzebna, ale nie narzucająca się, pobudzająca do rozwoju wszystkie rośliny, ale każdą w innym tempie i według właściwego tylko dla niej sposobu, przyczyniająca się do tego, że świat pełen jest różnorodnych barw, kształtów, że obecne są w nim organizmy delikatne, mniejsze, ale także potężne, łatwo zauważalne, okazałe.
Ta obfitość Bożego błogosławieństwa, pomoc w każdej chwili, światło Ducha Świętego jest dla nas wszystkich. Musimy jednak wrócić do naszego Boga, pozwolić Mu usunąć cały nas grzech i oddać Mu całych siebie.
„Mówcie do Niego: Usuń cały nas grzech, a przyjmij to, co dobre, zamiast cielców dajemy Ci nasze wargi. (Oz 14, 3b)